wtorek, 6 czerwca 2017

Życie publiczne

Nawet jeśli poranną kawkę piję w samotności, to wychodząc do pracy włączam się do życia publicznego.

Począwszy od komunikacji publicznej, gdzie muszę się zmierzyć z hałaśliwymi pasażerami (drące się dzieci, młodzież głośno i wulgarnie rozprawiająca o swoich problemach) poprzez unoszący się zapach kebaba oraz innych aromatycznych potraw i napojów, często wstępnie przetrawionych (zwłaszcza rankiem), po korzystanie z przestrzeni publicznej oraz instytucji pożytku publicznego.

Kiedyś dzieci wychowywało się przekazując im sposoby zachowywania w różnych sytuacjach, zarówno w domu, jak i w szkole, na ulicy, w parku, w sklepie, w tramwaju czy autobusie.

Nie przypominam sobie żebym się darła na cały głos gdziekolwiek. Nawet gdy bawiłam się z dziećmi na podwórku, wiedziałam, że muszę iść do domu jeśli chcę coś powiedzieć Mamie, a nie drzeć się: Mamoooooooo!!! w nieskończoność, jak to dziś robią dzieci na osiedlach. Szczerze mówiąc szlag mnie trafia gdy całe dnie słyszę te nawoływania, zwłaszcza w weekend, kiedy chciałabym odpocząć.

Wiedziałam również, jako dziecko, że w tramwaju, autobusie czy sklepie nie prowadzi się głośnych dyskusji bo może to komuś przeszkadzać. Dziś nie tylko dzieci hałasują. Rozmowy telefoniczne w miejscach publicznych prowadzą ludzie tak głośno, żeby wszyscy wokół słyszeli. Dwadzieścia lat temu powodem zapewne było pochwaleniem się telefonem komórkowym, co jest powodem obecnie - nie mam pojęcia... 

Jeśli jestem w miejscu publicznym, w którym moja rozmowa przez telefon mogłaby komuś przeszkadzać, to odbieram telefon informując rozmówcę, że oddzwonię jak będę mogła rozmawiać.  Zdarza się, że ktoś, kto do mnie dzwoni ma coś pilnego do przekazania lub ma do mnie pytanie, na które muszę odpowiedzieć natychmiast, nie muszę odpowiadać jak najgłośniej... Naprawdę, rozmówca usłyszy mnie nawet gdy będę mówił cicho.

Zaśmiecone ulice, parki, wszelkie pojazdy komunikacji, świadczą o tym, że dzieci nie uczy się zachowań w miejscach publicznych. Nie rozumiem jak można rzucić jakikolwiek śmieć na ulicy, nawet jeśli nie ma kosza w pobliżu. Obecnie ludzie nie mają z tym problemu, kończy taka osoba jeść kebaba i papier wraz z serwetką rzuca za siebie albo wyrzuca przez okno samochodu. Kto takiego osobnika wychowywał? Ciekawe czy u siebie w domu też tak się zachowuje i brnie przez sterty papierów na podłodze.

Kolejne miejsce gdzie ludzie zachowują się gorzej niż zwierzęta to toalety publiczne. Każdy chciałby zastać toaletę publiczną czystą i pachnącą, dlaczego więc po sobie takiej nie zostawia? To takie trudne? Powtórzę się - w domu też tak robi?

Ludzi cechuje ostatnio totalny egoizm. Obserwuję to wszędzie. Kiedyś przyjęte było, że chodzi się prawą stroną chodnika by nie wpadać na ludzi idących w przeciwnym kierunku. Teraz ludzie chodzą we wszystkich kierunkach jednocześnie, wpadając na siebie wzajemnie i złorzecząc, bo pewnie tak jest łatwiej i przyjemniej.

Jeśli ktoś ma samochód, to najważniejsze, jest by miał gdzie zaparkować. Oczywiście jak najbliżej miejsca zamieszkania, pracy czy sklepu, do którego się wybiera. 
Gdy leje deszcz, to oczywiście kierowca samochodu nie zwraca uwagi na fontanny wody jakie rozbryzguje wokół zalewając od stóp do głów pieszych... Na niego się nie leje... A wystarczyłoby żeby zauważył, że nie jest sam na ulicy będącej przeważnie drogą publiczną.

Jestem kobietą, dosyć uporządkowaną, nie znoszę szukania, więc przeważnie wiem gdzie mam swoje rzeczy. Irytują mnie zatem kobiety, przez które tracę czas. Takie, które żeby zapłacić za cokolwiek muszą przeszukać całą torebkę aby znaleźć portfel, które przy wejściu do metra przewalają na wszystkie strony swoją torebkę po czytniku biletów aż załapie sygnał z biletu. Czy nie prościej jest wyjąć z przepastnej torebki bilet zanim podejdzie się do bramki? Nie tworzyłyby się korki przy wejściu.

Kolejny przejaw bezmyślnego egoizmu - rozmowy na środku chodnika w przejściach pomiędzy budynkami lub półkami sklepowymi. Czy to brak wyobraźni czy egoizmu?

Można by tak wymieniać bez końca...

Lubię obserwować zwierzęta, nie zauważyłam żeby tak sobie wzajemnie uprzykrzały życie jak ludzie. Może warto z nich wziąć przykład?