wtorek, 17 października 2017

Instrukcja pomagania

Napiłam się kawki i dodatkowo podniosłam sobie ciśnienie czytając wpisy na jednym z portali społecznościowych.

Niektórzy radzą sobie w życiu, a niektórzy sobie nie radzą. Zawsze tak było, jest i, niestety, będzie... Ci, którzy sobie nie radzą, czasem zwracają się z prośbą o pomoc, a jeśli sami tego nie robią, prosi o pomoc dla nich ktoś inny. Takie prośby o pomoc dotyczą zarówno ludzi jak i zwierząt.

Staram się pomagać, w zależności od moich możliwości czasowych i finansowych, w swoich sprawach, a przynajmniej w większości z nich radzę sobie. Ogromną część mojego życia poświęciłam na pomaganie słabszym, chorym, młodszym, starszym, generalnie gdy tylko dowiem się, że komuś źle się dzieje - lecę z pomocą. Taki mam (chyba głupi) odruch.

Wiele osób potrzebujących nie wyciąga ręki po pomoc. W wielu przypadkach, nawet członkowie rodziny nie mają pojęcia (albo nie chcą mieć), że wśród nich znajdują się osoby, którym potrzebna jest pomoc. Nie koniecznie pomoc finansowa.

Zauważyłam, że występuje tendencja odsuwania się od osób, które mają jakiekolwiek kłopoty. To przykre.

Zauważyłam również, że chętnie wykorzystuje się pomoc np. rodziców, a gdy ta pomoc nie jest już potrzebna - zostawia się rodziców samych, niech sobie radzą...

Jak już wspomniałam, staram się radzić sobie, zebrane doświadczenia życiowe nauczyły mnie jak to robić. Obserwuję jednak osoby w swoim wieku, które w wielu, dla mnie prostych, sytuacjach, nie potrafią sobie poradzić, a nawet nie chcą sobie radzić, czekają aż pomoc sama do nich przyjdzie.

Nie znoszę być zmuszaną do czegokolwiek, dotyczy to również niesienia pomocy. 

Ostatnio czytając posty nawołujące do pomagania odnoszę wrażenie, że jestem zmuszana do pomagania. Komentarze pod takimi postami wyzywające wręcz osoby, które nie zamierzają pomóc, z różnych powodów, zniechęcają do niesienia pomocy.

Treść takich postów, zazwyczaj, zawiera słowo śmierć, by wzmocnić siłę prośby lub drastyczne zdjęcia, obok których nie można przejść obojętnie. Działa to na osoby wrażliwe, które, jeśli nie mogą pomóc odchorowują swoją niemoc, mając wręcz poczucie winy, bo nie pomogą.

Oczywiście wielokrotnie zdarza się, że znajdują się osoby, które pomagają i należą się im podziękowania za pomoc. Nie powinno się jednak mieszać z błotem (jak ma to miejsce na różnych forach internetowych, czy pod postami na portalach społecznościowych) osób, które z różnych powodów, nie odpowiadają na prośby.

sobota, 7 października 2017

Urocze zdjęcia

Rzadko robię zdjęcia mojej kawce, a jeżeli już zrobię i wstawię na jakikolwiek portal społecznościowy, Kawka na nim znajduje się w całości, może dlatego nie są to urocze zdjęcia...

Zauważyłam ostatnio, że zdjęcia, przedstawiające fragmenty rąk lub nóg noworodków wstawiane na portale społecznościowe zazwyczaj nazywane są uroczymi, co w nich takiego uroczego? Trudno mi to zrozumieć...

Gdy moja Córka wstawiła kiedyś swoje zdjęcia z dzieciństwa, na których była w całości, nikt nie skomentował tych zdjęć: urocza, chociaż naprawdę wygląda na nich uroczo. Może gdyby pokazała kawałek ręki lub nogi, znalazłby się uroczy wielbiciel.

Kilka razy wzięłam na serio zapowiedź zdjęcia: urocza córka lub syn jakiejś znanej osoby i po kliknięciu w taką zapowiedź widziałam piętę, palce czy łokieć. Przestałam więc zaglądać pod takowe zapowiedzi.

Rozumiem, że ludzie cieszą się swoim potomstwem i chcą się nim pochwalić. Zdjęcie rączki dziecka trzymającego palec rodzica, to takie urocze - dziecko potrafi trzymać palec... Fragment wózka na spacerze - jakie to urocze... Nosidełko u ojca - oczywiście również urocze...

Określenia urocze używają przeważnie ludzie udostępniający zdjęcia celebryckich bobasów, rzadko widuję zdjęcia podpisane przez rodziców: oto moje urocze dziecko. To raczej zachwyceni fani komentują w ten sposób. Nie znają chyba innych określeń. A może teraz jest moda naużywanie określenia urocze?

Kiedyś bardzo często używano określenia zajebiste, może było to zbyt wulgarne określenie i zastąpiono je uroczym? W każdym razie u mnie nastąpił przesyt jednego i drugiego.

niedziela, 3 września 2017

Służbowe mieszkanie

Myślę, że kawka smakuje równie dobrze we własnym, jak i wynajętym czy służbowym mieszkaniu.

Nie każdego stać na kupno własnego mieszkania, wiele osób wynajmuje więc od właścicieli, płacąc wkład do spółdzielni mieszkaniowych lub korzystając z mieszkań należących do pracodawców. 

Kiedyś pracodawcy budowali nie tylko domy, a całe osiedla dla swoich pracowników. Były także hotele robotnicze, w których pracownicy mieszkali nawet po kilka osób w jednym pokoju i na niedzielę jeździli do swoich rodzin. 

Mieszkania służbowe były przeważnie dla specjalistów, na których pracodawcy szczególnie zależało, mieszkali w nich ze swoimi rodzinami.

Po zmianach ustrojowych w moim kraju, niektóre służbowe mieszkania można było od pracodawcy wykupić, niektórzy z tego skorzystali mając na to fundusze, a inni nie dysponując odpowiednimi funduszami pozostali w mieszkaniach służbowych licząc na to, że nabędą prawa do własności przez zasiedzenie, zwłaszcza ci, którzy mieszkali w takich mieszkaniach kilkadziesiąt lat.

Ostatnio czytałam o jednym bloku, z którego mają być wysiedlani mieszkańcy, którzy nie wykupili mieszkań po znacznie obniżonych cenach. Nie są już pracownikami, a emerytami, nie wykupią teraz mieszkań, będą musieli się wyprowadzić.

To oczywiście straszne, że u schyłku życia trzeba wyprowadzić się z mieszkania, w którym spędziło się większość życia, ale trzeba być dość beztroskim by nie myśleć jak będzie się się mieszkało na starość.

Nikt w szkołach nie uczy jak należy zabezpieczyć sobie starość, nikt też nie uczy jak zabezpieczyć sobie młodość... Ważniejsza jest historia, biologia czy ostatnio religia... W mojej rodzinie rodzice uczyli dzieci pracy, zwracając uwagę na rolę pracy w zapewnieniu utrzymania, czy kupnie mieszkania.

Mam w swoim najbliższym otoczeniu osoby, które w takim służbowym mieszkaniu mieszkają. Są już na emeryturze. Nie wiadomo czy też nie znajdą się w takiej sytuacji, że będą musieli się wyprowadzić. Może nie dożyją takiej sytuacji, bo oboje mają ponad 80 lat. Mając dosyć wysokie dochody nie pomyśleli by mieszkanie wykupić, decyzja o wyprowadzeniu może pojawić się w każdej chwili.

Mieszkanie służbowe daje możliwości by oszczędzić na własne, ludzie rzadko o tym myślą, mieszkają i już, jak w swoim, a później płaczą bo muszą się wyprowadzić i nie mają dokąd...

Dziecięcy hałas

Kiedy siadam do mojej porannej, czy popołudniowej kawki, chciałabym wypić ją w spokoju, ewentualnie słuchając wiadomości, ulubionej muzyki lub oglądając jakiś ciekawy film.

Mieszkając w mieście, w budynku składającym się z kilkudziesięciu lokali, z podwórkiem służącym wszystkim mieszkańcom, zarówno dorosłym jak i dzieciom, trzeba liczyć się z tym, że będziemy słyszeli przeróżne odgłosy.
Ostatnio zobaczyłam w jednym z portali społecznościowych ogłoszenie dotyczące hałasujących dzieci, których rodzice mieliby być eksmitowani z mieszkań z powodu hałasujących pociech.

Byłam kiedyś dzieckiem, każdy kiedyś był. Rodzice wychowując mnie, zwracali uwagę na kulturę wobec sąsiadów. Mówienie: dzień dobry, przepraszam, proszę, do widzenia stawało się odruchem. 

Podobnie było z głośnością rozmów, wiedzieliśmy, że rozmowa może odbywać się z taką głośnością, która nie przeszkadzałaby innym. Zarówno w domu, w sklepie, na ulicy, czy w środkach lokomocji, a zwłaszcza gdy bawimy się na podwórku. Nigdzie nie należało krzyczeć. W ten sam sposób nauczyłam swoje dziecko.

Obecnie chyba żadne z rodziców nie uczy swojego dziecka poszanowania innych ludzi, tak, jakby świat wokół nie istniał. 

Dzieci krzyczą podczas zabawy, gdy dorastają krzyczą do siebie na ulicy, w autobusie czy tramwaju, a jako dorośli krzyczą do siebie w każdym miejscu.

Zdecydowałam się ostatnio na wymianę drzwi od mieszkania na maksymalnie wyciszające, gdyż sąsiedzi prowadzą dosyć głośne, czasem wulgarne dyskusje na klatce schodowej, których nie mam ochoty słuchać i które kilkukrotnie obudziły mnie w środku nocy. 

Może to drastyczne posunięcie - eksmisja z mieszkania za hałasujące dzieci, ale skoro rodzice nie będą zmuszeni do zapanowania nad głośnością swoich dzieci, to jaki wrzaskliwy naród z nich wyrośnie? Dzieci mają się wykrzyczeć, młodzież musi się wyszumieć, a osoby, które zwyczajnie chciałyby odpocząć muszą stosować zatyczki do uszu?

A co z hałasującymi dorosłymi sąsiadami? Również eksmisja? Może trzeba dobierać mieszkańców wg hałaśliwości? Tylko jak to sprawdzać?

sobota, 5 sierpnia 2017

Sortowanie

Każdy ma swoje ulubione i nielubiane osoby lub rzeczy. Dotyczy to także miejsc, potraw, muzyki, filmów, garderoby, zwierząt, roślin, w zasadzie wszystkiego z czym się stykamy na codzień. Stali czytelnicy mojego bloga wiedzą, że uwielbiam kawkę, a nie lubię herbaty.

Nie wykrzykuję jednak nienawistnych epitetów pod adresem herbaty tylko dlatego, że mi nie smakuje. Posiadam w domu herbatę, ponieważ mam znajomych, którzy nie piją kawki, lubią herbatę, szanuję ich gust. Świat byłby nudny gdyby wszystkim podobało się to samo.

W dzieciństwie czytałam bajki, w jednej z nich dwa narody prowadziły wojnę tylko dlatego, że w jednym kraju jaja na miękko zaczynało się jeść ze strony z czubkiem, a w drugim z tej bardziej owalnej.

Odnoszę wrażenie, że w moim kraju nastąpił podobny podział społeczeństwa. Opcja rządząca nazywa ludzi, którzy nie podzielają ich przekonań gorszym sortem, sami uważają się za naród wybrany.

Ze strony owego wybranego narodu padają coraz gorsze wyzwiska pod adresem gorszego sortu, z niepokojem czekam do czego może doprowadzić takie zachowanie. Podburzanie ludzi przeciw sobie może doprowadzić do tragedii, historia zna takie przypadki, również w moim kraju.

Nastroje wśród znajomych, w rodzinach, w pracy stają się coraz bardziej napięte, strach odezwać się na jakikolwiek temat. Zaburza się w ten sposób racjonalne myślenie, myśli się tylko jak sobie nie zaszkodzić, by np. nie tracić pracy, nie wywołać spięć w rodzinie, jeszcze trochę i strach będzie wyjść na ulicę...

Zadziwia mnie ile jest osób, które dają się wciągnąć w to podżeganie przeciwko mającym inne zdanie, inny kolor skóry, inny gust czy inną narodowość. Zupełnie jakby nie mieli własnego rozumu. Zupełnie nie czerpią wiedzy z historii dokąd może doprowadzić takie zachowanie.

Korzystam z portali społecznościowych i czytając niektóre wpisy moich znajomych ogarnia mnie przerażenie, że znam takie osoby i mogą mi one zagrażać. To strasznie smutne...

Czy koniecznie trzeba się opowiedzieć po którejś stronie? Czy zawsze trzeba wybierać mniejsze zło? Staram się nie wypowiadać na stronach internetowych, wiem, że każda wypowiedź może być wykorzystana przeciwko mnie, właśnie dlatego nie publikuję pod własnym nazwiskiem...

Nie uważam się za gorszą tylko dlatego, że nie schlebiam nikomu. Wiem, że to najlepsza droga do sukcesu ale trudno, wolę patrzeć na swoje odbicie w lustrze bez obrzydzenia.

niedziela, 16 lipca 2017

Narażanie życia

Pijąc kawkę, nie ryzykuję utratą zdrowia lub życia. Jest to w miarę bezpieczna czynność. Można się ewentualnie poparzyć, ale nie tak aby stracić życie.

Coraz częściej czytam o ludziach, którzy w różnych okolicznościach tracą życie. Oczywiście nie mam tu na myśli okoliczności, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Ludzie, nie rozumiem dlaczego, sami narażają swoje życie na takie niebezpieczeństwa, które trudno jest przeżyć.

Życie, to najcenniejsze co mamy, czy narażanie się na jego utratę ma sens? 

Skoki: na bungee, ze spadochronem, na główkę do wody i tym podobne rozrywki powodują skok adrenaliny, w szczęśliwym zakończeniu, jednak czasami kończą się tragicznie. Dziś przeczytałam, że zginął kolejny człowiek skaczący ze spadochronem, który chwilę przed skokiem zrobił sobie zdjęcie. Trudno mi żałować ofiar takich wyczynów, oni sami siebie nie żałują, więc dlaczego ja mam żałować?

Jeśli ktoś rozpędza się samochodem do 200 km/h to chyba powinien się spodziewać, że coś może mu przeszkodzić i wyląduje np. na drzewie? Mój Ojciec był zawodowym kierowcą, za kółkiem przejeździł 40 lat, nie miał żadnego wypadku, nawet stłuczki. Można? Można.

Jeśli wspinasz się w górach powinieneś się liczyć z tym, że spadniesz. Góry są piękne ale również śmiertelnie niebezpieczne. Ludzie beztrosko wybierają się na szczyty, a ich beztroska wiele kosztuje służby ratownicze, które z narażeniem swojego życia spieszą z pomocą.

Ostatnio przeżyłam chwile grozy, bo palił się sąsiedni budynek i bałam się, że ogień może przenieść się na budynek, w którym mieszkam. Dwie godziny stałam w oknie i obserwowałam pracę strażaków z niepokojem myśląc czy już się ubierać i uciekać jak najdalej. Na szczęście strażacy ogień ugasili i słysząc, że nie ma już zagrożenia poszłam spać. Nie rozumiem natomiast ludzi, którzy biegną w stronę pożaru by zobaczyć jak się pali...

Podobnie ludzie zachowują się w sytuacjach przeróżnych katastrof - biegną zobaczyć. Pokazują później w telewizji, lub piszą w prasie jak zginęli przypadkowi gapie. Warto zobaczyć z bliska?

Sporo osób zginęło robiąc sobie selfie, czytałam o takich wypadkach wielokrotnie, zginąć dla zdjęcia? I jak tu żałować takich ofiar?

Pisałam już o bezmyślności, widocznie ciągle jeszcze za mało się o tym mówi i pisze. Ludzie zachowują się tak, jakby byli nieśmiertelni, po tylu doświadczeniach, o których się słyszy i czyta, to zadziwiające...

niedziela, 9 lipca 2017

Żarty z nieszczęścia

Przy takim temacie trudno pić kawkę, bo ciśnienie i tak skacze.

Jestem wesołą osobą, lubię żarty na różne tematy. Niektóre żarty są jednak niesmaczne, a nawet mocno bulwersujące. Mam na myśli żarty z przemocy, nieszczęścia czy śmierci.

Osoby,  które żartują z siebie, ze swoich niepowodzeń, chorób, orientacji seksualnych zdobywają sympatię tych, którzy taką postawę nazywają dystansem do siebie


Nikt się nie zastanawia nad tym, że dla takiej osoby, która żartuje z siebie, najczęściej przykro jest wzbudzać swoim nieszczęściem wesołość innych. Taka osoba chce być tylko akceptowaną, lubianą i w większości sytuacji taka strategia powoduje zamierzony skutek. Jednak gdy taka osoba jest sama, często przeżywa te salwy śmiechu i płacze...


Gdy otoczenie żartuje sobie z zachowań, które są przestępstwami karalnymi, a osoba, która takowych doświadczyła lecz tego nie ujawnia, z różnych powodów, odbiera je jako wyśmiewanie jej osobistych cierpień. Nie wybucha śmiechem z pozostałymi, gdyż jej to najzwyczajniej nie bawi. Nawet jeśli się uśmiecha, to ten uśmiech wiele ją kosztuje...

Mając wśród osób bliskich, czy znajomych, osobę, która jest alkoholikiem, trudno jest słuchać żartów na temat alkoholu i dobrze się przy nich bawić. Podobnie można się czuć słuchając żartów z chorób, które dotykają nas lub bliskich nam osób.


Spotykam się z opowiadanymi dowcipami z gwałtu czy przemocy domowej, opowiadanymi głównie przez mężczyzn, którzy takiej przemocy nie doświadczyli, a raczej byli jej sprawcami. Ostatnio pojawiło się również wiele dowcipów na temat pedofilii, ofiarom takich przestępstw na pewno nie jest do śmiechu gdy je słyszą. Mnie także, pomimo iż nie jestem ofiarą.


Wiele jest również dowcipów na temat znęcania się mężów nad żonami, czy to może być zabawne???


Gdy zwróci się uwagę osobie opowiadającej takie dowcipy, odpowiada natychmiast, zapewne nie zastanawiając się nawet, że to tylko takie żarty... Ciekawe, czy gdyby został zgwałcony lub pobity, to potrafiłby się z tego śmiać?

Wiele nieszczęśliwych wypadków wygląda śmiesznie i śmiejemy się z nich. Ktoś się potknie i przewróci, spadnie z krzesła, uderzy głową lub inną częścią ciała. Większość filmów komediowych opiera się na takich gagach

Pamiętam jak kiedyś byłam w kiepskim nastroju i poszłam do wypożyczalni video, chciałam wypożyczyć jakiś zabawny film. Zaproponowano mi dwa - Kim jest Harry Crumb? i Naga broń. Ubawiłam się oglądając te filmy, głównie ze scen jakie opisałam wcześniej. Ale życie to nie film.

Zauważyłam, że ostatnio pod postami na portalach społecznościowych, podających wiadomości o czyjejś chorobie, czy śmierci pojawiają się wyśmiewające komentarze. 

Dokąd zmierzają tacy żartownisie? Przypomnę tylko stare przysłowie - kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Tak się bowiem często zdarza, że osoby wyśmiewające innych, dotykane są podobnymi doświadczeniami.

piątek, 23 czerwca 2017

Godzina przed i dzień po

Kawka dobrze mnie nastraja na cały dzień. Czasem nie muszę jej pić w południe bo atmosfera w pracy wystarczająco podwyższa mi ciśnienie. Na szczęście, jeszcze, nie kupuje się jej na receptę ale biorąc pod uwagę ostatnie decyzje ustawodawców w moim kraju, to kto wie...

Właśnie kobiety w moim kraju zostały pozbawione antykoncepcji ratunkowej. Tak zwana pigułka dzień po została ustawowo dopuszczona do sprzedaży jedynie na receptę od lekarza.

Tym samym kobiety zostały zmuszone do rodzenia bez względu na to czy chcą czy nie. Jeśli zostaną zgwałcone - muszą urodzić dziecko oprawcy! Tak wygląda polityka prorodzinna w moim kraju. Mam nadzieję,że najpierw spotka to żony i córki naszych decydentów.

W kraju, gdzie większość dzieci jest wychowywane przez samotne matki, gdzie kobiety nawet w związkach małżeńskich są zmuszane do uprawiania seksu, gdzie nie walczy się z przemocą domową, gdzie już coraz częściej znajduje się noworodki w śmietnikach, bo nie ma możliwości skorzystania z aborcji, prezydent podpisuje taką ustawę! Zrobił sobie prezent na dzień ojca.

Mężczyźni za to, mają dostęp, bez recepty, do tabletek, tak zwanych godzinę przed, które powodują erekcję. Mogą gwałcić ze zdwojoną siłą. Kobiety pozostały bez szans.

To ma być wolność? Dla kogo? Takiego prześladowania kobiet w moim kraju nie było odkąd żyję, a jestem dojrzałą kobietą i wiele pamiętam. Jeśli rządzący myślą, że w ten sposób zachęcą kobiety do rodzenia dzieci, to gratuluję pomysłowości.

Udało się władzy skłócić ze sobą wszystkich. Prawicę z lewicą, katolików z ateistami, wreszcie kobiety z mężczyznami. Co będzie następne? Powybijamy się sami, nie potrzeba terrorystów.

Dzień ojca

Nie zawsze relacje z ojcem pozwalają na wspólne wypicie kawki, ja czasem miałam taką okazję ale znam osoby, które nawet nie chcą mieć takiej okazji...

Tak się składa, że w swoim życiu znałam więcej ojców, których nie interesowały ich dzieci, niż takich, którzy byli zaangażowani w wychowanie swoich pociech.

Kiedy kobieta zachodzi w ciążę, reakcja ojca dziecka nie zawsze jest pozytywna. Mam wrażenie, że mężczyźni chcą zostawić po sobie potomstwo ale nie chcą się  nim zajmować. Nie chcą tracić czasu na wychowywanie, skąpią środków na utrzymanie dziecka, po prostu nie chcą się angażować... Sama kobieta w ciąży już nie jest atrakcyjna dla partnera w większości przypadków.

Oczywiście zdarzają się wyjątki. Ojcowie, którzy korzystają z urlopów rodzicielskich czy wychowawczych ale, z reguły, ma to miejsce wtedy, gdy matka dziecka zarabia więcej niż ojciec i zwyczajnie nie opłaca się by pobierała 80% wynagrodzenia lub, w przypadku urlopu wychowawczego, nie pobierała go wcale.

Z moich obserwacji wynika, że większość dzieci ma ojców tylko w akcie urodzenia bo w ich życiu nie są obecni.

Wiele par rozstaje się zaraz po urodzeniu dziecka, a znam nawet takie, które rozstały się zanim dziecko się urodziło. Kobieta rozstaje się tylko z mężczyzną, dziecko zostaje przy niej do końca życia. Mężczyzna natomiast rozstaje się z kobietą i z dzieckiem.

To kobieta musi, tak musi, poświęcić całą resztę swojego życia na wychowanie dziecka. Całą resztę bo jej wysiłek nie dotyczy tylko okresu zanim dziecko stanie się dorosłe. W wielu przypadkach pomaga dziecku gdy założy swoją rodzinę, np. urodzi dziecko i, tradycyjnie, zostanie z nim sama...

Ojcowie, czasem, kupią dziecku zabawkę i uważają, że to utrzyma więź z dzieckiem, bo z wychowywaniem to nie ma nic wspólnego.

Najwygodniejsi tatusiowie zrywają z dziećmi wszelkie kontakty, tłumacząc się tym, że nie chcą mieć kontaktów z ich matkami, jakie to dojrzałe...

Kobiety, jeśli chodzi o opiekę nad dzieckiem są pod społeczną presją. Kobieta jeśli porzuci swoje dziecko to jest: potworem, suką (jest wiele obelżywych określeń), natomiast ojciec porzucający dziecko jest po prostu niedojrzały...
Nawet organa sądownicze nie ścigają ojców, którzy nie płacą alimentów na swoje dzieci, a w swoim sądowniczym slangu, kobiety ubiegające się o zasądzenie alimentów od ojców swoich dzieci nazywają alimenciarami - to podłe!
 
Zauważyłam także, że gdy pozostawione dzieci są dziewczynkami, to wyrastają z nich silne kobiety, natomiast jeśli pozostawieni są chłopcami, to albo są kompletnymi nieudacznikami, albo są zależni od swoich żon lub partnerek, bo nie potrafią samodzielnie podejmować decyzji.

Po takich rozważaniach aż się chce świętować...

wtorek, 6 czerwca 2017

Życie publiczne

Nawet jeśli poranną kawkę piję w samotności, to wychodząc do pracy włączam się do życia publicznego.

Począwszy od komunikacji publicznej, gdzie muszę się zmierzyć z hałaśliwymi pasażerami (drące się dzieci, młodzież głośno i wulgarnie rozprawiająca o swoich problemach) poprzez unoszący się zapach kebaba oraz innych aromatycznych potraw i napojów, często wstępnie przetrawionych (zwłaszcza rankiem), po korzystanie z przestrzeni publicznej oraz instytucji pożytku publicznego.

Kiedyś dzieci wychowywało się przekazując im sposoby zachowywania w różnych sytuacjach, zarówno w domu, jak i w szkole, na ulicy, w parku, w sklepie, w tramwaju czy autobusie.

Nie przypominam sobie żebym się darła na cały głos gdziekolwiek. Nawet gdy bawiłam się z dziećmi na podwórku, wiedziałam, że muszę iść do domu jeśli chcę coś powiedzieć Mamie, a nie drzeć się: Mamoooooooo!!! w nieskończoność, jak to dziś robią dzieci na osiedlach. Szczerze mówiąc szlag mnie trafia gdy całe dnie słyszę te nawoływania, zwłaszcza w weekend, kiedy chciałabym odpocząć.

Wiedziałam również, jako dziecko, że w tramwaju, autobusie czy sklepie nie prowadzi się głośnych dyskusji bo może to komuś przeszkadzać. Dziś nie tylko dzieci hałasują. Rozmowy telefoniczne w miejscach publicznych prowadzą ludzie tak głośno, żeby wszyscy wokół słyszeli. Dwadzieścia lat temu powodem zapewne było pochwaleniem się telefonem komórkowym, co jest powodem obecnie - nie mam pojęcia... 

Jeśli jestem w miejscu publicznym, w którym moja rozmowa przez telefon mogłaby komuś przeszkadzać, to odbieram telefon informując rozmówcę, że oddzwonię jak będę mogła rozmawiać.  Zdarza się, że ktoś, kto do mnie dzwoni ma coś pilnego do przekazania lub ma do mnie pytanie, na które muszę odpowiedzieć natychmiast, nie muszę odpowiadać jak najgłośniej... Naprawdę, rozmówca usłyszy mnie nawet gdy będę mówił cicho.

Zaśmiecone ulice, parki, wszelkie pojazdy komunikacji, świadczą o tym, że dzieci nie uczy się zachowań w miejscach publicznych. Nie rozumiem jak można rzucić jakikolwiek śmieć na ulicy, nawet jeśli nie ma kosza w pobliżu. Obecnie ludzie nie mają z tym problemu, kończy taka osoba jeść kebaba i papier wraz z serwetką rzuca za siebie albo wyrzuca przez okno samochodu. Kto takiego osobnika wychowywał? Ciekawe czy u siebie w domu też tak się zachowuje i brnie przez sterty papierów na podłodze.

Kolejne miejsce gdzie ludzie zachowują się gorzej niż zwierzęta to toalety publiczne. Każdy chciałby zastać toaletę publiczną czystą i pachnącą, dlaczego więc po sobie takiej nie zostawia? To takie trudne? Powtórzę się - w domu też tak robi?

Ludzi cechuje ostatnio totalny egoizm. Obserwuję to wszędzie. Kiedyś przyjęte było, że chodzi się prawą stroną chodnika by nie wpadać na ludzi idących w przeciwnym kierunku. Teraz ludzie chodzą we wszystkich kierunkach jednocześnie, wpadając na siebie wzajemnie i złorzecząc, bo pewnie tak jest łatwiej i przyjemniej.

Jeśli ktoś ma samochód, to najważniejsze, jest by miał gdzie zaparkować. Oczywiście jak najbliżej miejsca zamieszkania, pracy czy sklepu, do którego się wybiera. 
Gdy leje deszcz, to oczywiście kierowca samochodu nie zwraca uwagi na fontanny wody jakie rozbryzguje wokół zalewając od stóp do głów pieszych... Na niego się nie leje... A wystarczyłoby żeby zauważył, że nie jest sam na ulicy będącej przeważnie drogą publiczną.

Jestem kobietą, dosyć uporządkowaną, nie znoszę szukania, więc przeważnie wiem gdzie mam swoje rzeczy. Irytują mnie zatem kobiety, przez które tracę czas. Takie, które żeby zapłacić za cokolwiek muszą przeszukać całą torebkę aby znaleźć portfel, które przy wejściu do metra przewalają na wszystkie strony swoją torebkę po czytniku biletów aż załapie sygnał z biletu. Czy nie prościej jest wyjąć z przepastnej torebki bilet zanim podejdzie się do bramki? Nie tworzyłyby się korki przy wejściu.

Kolejny przejaw bezmyślnego egoizmu - rozmowy na środku chodnika w przejściach pomiędzy budynkami lub półkami sklepowymi. Czy to brak wyobraźni czy egoizmu?

Można by tak wymieniać bez końca...

Lubię obserwować zwierzęta, nie zauważyłam żeby tak sobie wzajemnie uprzykrzały życie jak ludzie. Może warto z nich wziąć przykład?

niedziela, 14 maja 2017

Psycholog czy psychopata?

Spotkanie z psychologiem nie odbywa się przy kawce ale z psychopatą zdarza się. Zainteresowałam się psychologią wiele lat temu, pochłonęłam wiele książek z tej dziedziny by zrozumieć ludzkie zachowania. Nie miałam zamiaru studiować tego kierunku, potraktowałam go jak hobby.

W ostatnich latach przybyło specjalistów w dziedzinie psychologii. Jest to bardzo modny, obok socjologii, kierunek studiów. Wykształceni w tym kierunku specjaliści uważają się za znawców ludzkiej psychiki i upoważnionych do kierowania życiem innych. Człowiek według tych specjalistów nie jest w stanie sam decydować o swoim życiu.

Kiedyś, gdy ktoś miał problem życiowy, rozmawiał z rodzicami, rodzeństwem, przyjaciółmi lub znajomymi. Teraz ludzie wzajemnie nie mają dla siebie czasu i chyba w związku z brakiem takich naturalnych doradców - udają się do specjalisty psychologa.

Psycholog problemu nie rozwiąże, przeprowadzi kilka mądrych testów, na podstawie których powie pacjentowi jaką ma osobowość, jakie ma wady, zalety, doprowadzi do głębszej depresji i w końcu wyśle do psychiatry po leki.

Według moich obserwacji psycholog przyjmujący pacjentów w przychodni, czy w swoim prywatnym gabinecie to mniejsze zło niż psycholog zatrudniony na innym stanowisku, wymagającym jedynie wyższego wykształcenia bez względu na ukończony kierunek studiów. 

Mam kilkoro takich znajomych i zauważyłam, że swoje umiejętności, zdobyte na studiach z psychologii wykorzystują w pracy nie zawsze w szczytnych celach. Skupiają się na manipulowaniu ludźmi, szukają w podległych służbowo współpracownikach słabych punktów by ich deprecjonować. 
Swoje wyuczone umiejętności stosują równie skutecznie w stosunku do swoich szefów. Doskonale potrafią się sprzedać by wynegocjować dla siebie wysokie stanowisko i wynagrodzenie. Nie muszą mieć merytorycznej wiedzy, wystarczy, że odpowiednio podadzą swoją wiedzę, sprawiając oczekiwane wrażenie. Brak kompetencji wychodzi najczęściej w sytuacjach kryzysowych.

Jedno, co mają zapewne wyuczone do perfekcji to okazywana pewność siebie. Nawet gdy nie mają odpowiednich kompetencji na zajmowanym stanowisku, to potrafią wykorzystać pracowników dla swojej chwały.

Gdy pracownik zorientuje się, że jest jedynie wykorzystywany, a sam nie ma takiej pewności siebie jak szef, pracuje dla chwały szefa popadając w depresję. Szefowie zazwyczaj są w takich przypadkach bardzo przyjacielscy dla takich wartościowych dla siebie pracowników. 
Czasami dadzą większą o kilka złotych premię, okażą zainteresowanie zdrowiem takiego pracownika, kłopotami rodzinnymi. Udając zainteresowanie poklepią po ramieniu, nawet podadzą chusteczkę do nosa w odpowiedniej chwili.

Jednak to tylko taka gra na emocjach, upewnienie pracownika, że zawsze może liczyć na zaprzyjaźnionego szefa, który nawet nie zająknie się by poniżyć pracownika dla swoich korzyści.

Pracuję już dość długo, miewałam różnych szefów, mam zatem skalę porównawczą i mogę na jej podstawie stwierdzić, że szef z wykształceniem psychologicznym to bardziej psychopata niż psycholog.

Tacy specjaliści od psychologii mogliby wykorzystać swoją wiedzę w dobrej wierze i np. zbudować zgrany zespół, w którym każdy mógłby się wykazać zdolnościami jakie posiada, na czym skorzystałby i szef i pracownicy. Niestety, łatwiej szefowi-psychologowi zbudować wrogie relacje miedzy pracownikami. 

Wiedza, niekoniecznie prawdziwa, o swoich pracownikach, dostarczona przez donosicieli, którzy chcą zabłysnąć przed szefem, pomaga mu w kierowaniu zespołem. To nie jest zdrowe i efektywne zarządzanie ludźmi.

Praca w ciągłym stresie, obawa przed najdrobniejszym błędem, który za chwilę dotrze do szefa pocztą pantoflową, nie może być efektywną. Pracownik wykonujący swoją pracę pod presją, nie będzie tak efektywny jak ten, który jest zrelaksowany i może jasno myśleć. Zdawałoby się, że szef-psycholog powinien to wiedzieć, a jednak tak nie jest...

Należałoby się zastanowić czy potrzeba nam tylu wykształconych psychologów, którzy bardziej są psychopatami...

sobota, 29 kwietnia 2017

Książki w niełasce

Książka, kawka i, często, papieros do kompletu, to obrazek, na którym wielu z nas mogłoby się znaleźć... w latach 60', 70', 80', a nawet 90'. Telewizja, komputery i internet zmieniły ten obrazek w dzisiejszym świecie. Dzisiaj to bubble tea albo latte, smartphone i e-papieros.

Codziennie słyszę jak spada w moim kraju czytelnictwo, jak wielki procent populacji w ubiegłym roku nie przeczytało żadnej książki i jaka, w związku z tym, jest to tragedia. Chyba ci zagorzali czytelnicy nie znają znaczenia słowa tragedia. A będąc tak oczytanym, raczej powinni znać.

Mam znajomą, która pochłania treści książek słuchając audiobooków i chwali się na Facebooku ilością przeczytanych książek. Przepraszam ale słuchanie to nie to samo co czytanie. Mogę w takim razie powiedzieć, że przeczytałam codzienną prasę bo wysłuchałam wiadomości w radio lub obejrzałam w telewizji. Podchodząc w ten sposób mogę również powiedzieć, że przeczytałam Harrego Pottera, bo obejrzałam wszystkie sfilmowane książki.

Lubię czytać książki, kiedyś czytałam codziennie. Podkreślę - kiedyś. Były wtedy trzy programy w radio, dwa programy w telewizji, nie wszyscy mieli telefony więc kontakt z ludźmi był również ograniczony, a co za tym idzie - mieliśmy dużo więcej czasu, który trzeba było czymś wypełnić. Dziś każdy ma dostęp do różnych treści w telefonie, który działa jak łącznik ze światem. Zamiast czytać wymyślone przez autorów historie, wolę poczytać o tym, co realnie dzieje się na świecie. Czy to oznacza, że nie czytam???

Określanie inteligencji ludzi po ilości przeczytanych książek to bzdura. Znam osoby, które niemal zaczytują się do nieprzytomności, a nie potrafią się poprawnie wysłowić.

Znałam kobietę, której mieszkanie do połowy wypełnione było książkami. Sama wyrażała się językiem z błędami kłującymi w uszy, a gdy ktoś w jej obecności użył słowa, którego nie znała, obrażała się lub kłóciła się z nim, bo nie rozumiała co się do niej mówi. 

Takich przykładów znam wiele więc teza o inteligencji wynikającej z czytania książek nie przekonuje mnie.

Wydaje mi się, że promowanie czytelnictwa wynika z ogromu zalegających książek na półkach księgarni i w magazynach wydawnictw. Coraz więcej ludzi pisze książki, a coraz mniej jest chętnych do czytania. Może warto nad tym pomyśleć, że druk na papierze, to w obecnym świecie jest przeżytkiem. 

Pojawiły się czytniki e-booków, które zajmują mniej miejsca, można nosić przy sobie i w każdej chwili poczytać. Nie wiem czy statystyki czytelnictwa obejmują tę formę, biorąc pod uwagę ochronę środowiska, myślę, że wydawanie książek będzie podążało raczej w tym kierunku.

Audiobooki to także wygodne rozwiązanie, można słuchać książki i np. pracować w tym czasie, tak, jak słucha się muzyki.

Narzucanie czytelnictwa, w sposób, który obserwuję, powoduje odwrotny skutek - zniechęcenia. Obrażanie ludzi, którzy nie czytają książek, mówiąc, że czytelnicy są mądrzejsi nie przekona do czytania. Tak samo jak przekonywanie, że czytelnictwo pobudza wyobraźnię. Autorzy książek raczej tę wyobraźnię mieli zanim cokolwiek napisali, przedstawili swoją wyobraźnię w książce... więc to według mnie słaby argument.

Wśród ludzi myślących samodzielnie, czytelnictwo nie spowoduje zmiany poglądów. Dostęp do informacji w obecnym czasie dostarcza zarówno tematów do przemyśleń, dyskusji, a także inspiracji.

Nie jestem wrogiem książek, jestem natomiast przeciwko zmuszaniu do czegokolwiek. Lubię słuchać muzyki, wręcz jestem od tego uzależniona ale nie zmuszam nikogo do słuchania tego, co sama preferuję. Wkładam słuchawki, by nie przeszkadzać innym. Gości pytam czy mogę włączyć muzykę gdy przyjdą do mnie w odwiedziny.

Czytelnikom radzę odróżnić dwa słowa: zachęcić i zmusić. Niech pozwolą podjąć samodzielną decyzję.

Przytoczę swoją historię, jak przekonałam swojego męża do czytania. Otóż siedziałam sobie na kanapie i czytałam Wszystko czerwone Joanny Chmielewskiej. Jest to komedia kryminalna. Mój mąż był zajęty kładzeniem tynku na remontowanej ścianie w kuchni. 
Podczas czytania co chwilę wybuchałam śmiechem. Czego on zupełnie nie rozumiał.
- Jak można tak się śmiać z tego co się czyta? - pytał.
Powiedziałam mu, że mogę przeczytać co mnie tak śmieszy. Zaczęłam mu czytać tę książkę, śmiał się razem ze mną. Zrobiło się późno, więc przerwałam w pewnym momencie czytanie i poszłam spać. On natomiast, do rana czytał, aż skończył te książkę. 

Od tej książki zaczął intensywne czytanie wszystkich książek jakie miałam, później zaczął wypożyczać książki z biblioteki. Nie musiałam wypowiedzieć ani słowa zachęcającego go do czytania. Czy stał się bardziej inteligentny od tego czytania? Nie wydaje mi się...

Obserwuję natomiast jak zmuszając do czytania można skutecznie zniechęcić. Zaczyna się już w szkole podstawowej - lektura obowiązkowa. Sama nazwa powoduje bunt. Czy nie lepiej byłoby podać problem, o którym chce się podyskutować na lekcji, proponując zapoznanie się z nim w różnych źródłach? Każdy uczeń poszukałby sobie lektury, w której znajdzie proponowany temat i podzieliłby się swoim znaleziskiem z resztą klasy.

Ciekawość świata, to powinno się rozbudzać w dzieciach, by miały chęci do nauki, a nie zmuszać do czytania.

Znam kobietę, która uwielbia czytać, do tego stopnia, że od 15 lat nie może znaleźć pracy, będąc z zawodu księgową. Siedzi sobie taka bezrobotna w domu i czyta. Nie ma z czego się utrzymać, pomagają jej sędziwi rodzice którzy nauczyli ją czytać. Ciekawe co zrobi, gdy tych rodziców zabraknie, chyba zaczyta się na śmierć...

Drodzy czytelnicy, dziękuję Wam bardzo, że pomimo tylu treści w internecie zaglądacie do moich postów. Staram się poruszać różne tematy. Takie, które mnie nurtują, obok których nie mogę przejść obojętnie, które mnie inspirują i wzbudzają emocje, zarówno pozytywne, jak i negatywne.

Moje publikacje nie niszczą lasów, zajmują pamięć na serwerze. Zamierzałam wydać je kiedyś w formie książki, dziś widzę jaki to głupi pomysł.

niedziela, 2 kwietnia 2017

Podróbki

Kawa zbożowa, to taka podróbka naturalnej kawki. Nigdy mi nie smakowała. Nie kupuję kawki z nieznanych źródeł, więc mam pewność, że jest prawdziwa. Podobnie z innymi produktami.

W latach 70' i 80' można było w moim kraju kupić np. wyroby czekoladopodobne, okropne w smaku. Pojawił się również materiał imitujący oryginalny jeans i wiele innych produktów przypominających oryginalne wyroby nie mających wiele wspólnego z oryginałami. Miałam nadzieję, że obecnie, gdy jest powszechny dostęp do oryginałów, takich podróbek już nie będzie w sprzedaży, niestety, myliłam się.

Wczoraj oglądałam program o świetnie rozwiniętym przemyśle podróbek perfum. Osobiście nie kupuję, chociaż są sprzedawane po bardzo atrakcyjnych, niskich cenach, jak to podróbki.

Towary tak zwane luksusowe, są podrabiane i sprzedawane po dużo niższych cenach niż oryginały. Ludzie, których nie stać na kupienie oryginału chcą poczuć tę odrobinę luksusu i kupują podróbki.

Producenci oryginalnych towarów zdają sobie sprawę z rynku podróbek i swoje wyroby starają się wyróżniać: swoim logo, odpowiednio je pakując, używając zabezpieczeń. Producenci podróbek starają się jak najwierniej odtwarzać oryginały, korzystają jednak z najtańszych materiałów, więc jakość podróbek znacznie odbiega od jakości oryginałów.

Zapach podrobionych perfum utrzymuje się 2-3 godziny, a nie jak oryginału nawet 24 godziny. Podobnie jest z jakością podróbek butów, odzieży, czy torebek. Niskiej jakości materiały wytrzymują często tylko jedno pranie, a buty rozpadają się po kilku spacerach, nie zniechęca to, niestety, nabywców takich towarów.

Nie zawsze cena jest zaletą. Kupuję często korzystając z obniżek cen na sezonowych wyprzedażach. To sposób zaopatrzenia się w oryginalne towary po przystępnych cenach. Mam pewność, że oryginalne wyroby długo mi posłużą, a nie muszę mieć wszystkich nowości modowych.

Znam osoby, które są skłonne pojechać nawet za granicę, by tanio kupić podróbkę torebki znanej marki i nie są to osoby o skromnych dochodach. Pamiętam także jedną z naszych parlamentarzystek, która pokazywała się z podróbką torebki znanej marki, to żałosne.

Oczywiście zdarzają się przypadki nieświadomego zakupu jakiejś podróbki. Może to mieć miejsce podczas zakupów przez internet. Zawłaszcza wtedy, gdy kupuje się w nieznanym sklepie, który zachęci niska ceną. Mnie wtedy zapala się czerwona lampka podejrzliwości i wnikliwie sprawdzam taki sklep ale wiem też, że dużo osób nabiera się na takie niskocenowe oferty.

Nie chcę by na mnie zarabiali twórcy podróbek, to zwykłe złodziejstwo. Kradną pomysły firm, które zatrudniają projektantów, zarówno wyrobów jak i opakowań, prowadzą badania jakości, płacą za patenty i przede wszystkim PŁACĄ PODATKI. Producenci podróbek to czarny rynek. Nie mam zamiaru tego wspierać.

Wiadomo, że większość fasonów ubrań, butów, torebek jest podobna. Jedni producenci podglądają innych. Każdy twórca jednak chce stworzyć coś, co będzie się wyróżniać, co sprawi, że jego dzieło będzie jedyne i niepowtarzalne, oryginalne.

Nie jestem osobą, która na siłę chce się wyróżniać. Nie lubię jednak gdy np. moda narzuca mi sposób w jaki mam się ubierać. Najbardziej cenię sobie wygodę, dlatego nie noszę szpilek, wole sportowe buty. Nie noszę torebek by mieć wolne ręce tylko plecak. Wolę kurtkę z kapturem bo nie lubię nosić parasolki.

Cenię twórców za ich pomysłowość, sama także jestem pomysłową osobą i wiem jak to jest gdy ktoś przypisuje sobie mój pomysł i na tym zarabia. Wokół jest wielu takich cwaniaków, którzy potrafią tylko wymyślić jak okraść drugiego człowieka.

Artyści w większości nie myślą o zabezpieczeniu swoich praw autorskich, ani o uzyskaniu odszkodowania za to, że ktoś podrabia ich wyroby. To z reguły delikatni i wrażliwi ludzie, rzadko myślą o patentach. 

Jeśli firma jest już uznana na rynku, produkuje drogie, luksusowe wyroby, ma zapewne i sztab prawników dbających o ich interesy. Nie są to jednak firmy istniejące rok czy dwa. Wypracowanie uznania rynku nie jest tak łatwe jak wyprodukowanie podróbki, trwa wiele lat i wymaga ciężkiej pracy. Świństwem więc jest kopiowanie takich wyrobów, wytwarzanie ich w dużo niższej jakości i sprzedawanie bez opodatkowania.

Należy się zatem zastanowić, przed kupieniem podróbki za niższą cenę, czy sami chcielibyśmy być w taki sposób okradzeni.

sobota, 18 marca 2017

Zemsta

Kawkę lubię gorącą, a zemsta, podobno, najlepiej smakuje na zimno.

 Jest także, wg George'a Orwela - aktem wynikającym z bezsilności, który znika wraz ze zniknięciem poczucia bezsilności. 

Możliwe. Zaobserwowałam jednak, że niektórzy nie pozbywają się chęci zemsty nigdy. Pielęgnują tę chęć, rozwijają, napawają się samą myślą, że odegrają się na kimś, kto wyrządził im krzywdę. Tworzą czasem zawiłą intrygę, która ma sprawić, że osoba lub osoby, na których taki mściciel chce się zemścić, będą cierpiały przynajmniej równie mocno jak on, a nawet bardziej.

Każdy kiedyś pałał żądzą zemsty, sama niejednokrotnie miałam takie zamiary. Doświadczenia życiowe, które zbieram od najmłodszych lat, nauczyły mnie, że nie warto się mścić. Życie często odpłaca za nas osobom, które nas skrzywdzą i nie warto brudzić sobie rąk zemstą. Wystarczy uzbroić się w cierpliwość.

Najczęściej chęcią zemsty pałają porzuceni kochankowie. Obserwuję jak kobiety i mężczyźni, po rozstaniu z partnerem, który znalazł sobie inny obiekt uczuć, układają misterny plan zemsty. To złe podejście. Poczucie własnej wartości, w takiej sytuacji, mówi mi w takiej sytuacji: nie wie co traci.

Historie wojen o kobiety zostały opisane w wielu dziełach literackich. Niektóre z nich zostały sfilmowane. W takich wojnach ginęło wiele ludzi, co było zupełnie bez sensu.

W moim kraju niedawno zmienił się rząd. Niestety, wiele osób wchodzących w jego skład, zdaje się realizować program zemsty na poprzednikach. Nie wychodzi na tym dobrze ani mój kraj, ani większość jego obywateli. Zaciekłość mścicieli zdaje się przybierać na sile z każdym dniem, co mnie przeraża. Strach pomyśleć do czego doprowadzi rozwój takiej sytuacji. 

Nie chciałabym, by w moim kraju, gdzie ostatnio szerzy się nienawiść do tak zwanego gorszego sortu, ludzi nie podzielających przekonań partii rządzącej, o odmiennym światopoglądzie, doszło do wojny domowej.

Posłużę się cytatem z Williama Shakespeare'a: wiele można zdziałać nienawiścią, a jeszcze więcej miłością.

środa, 22 lutego 2017

Surowo wzbronione

Picie kawki jeszcze nie jest zabronione w moim kraju. Piętrzą się jednak ostatnio zakazy dotyczące coraz większej ilości dziedzin życia, więc nie wiadomo kiedy taki zakaz może wpaść do głowy ekipie rządzącej.

W 1989 roku, podobno, mój kraj odzyskał wolność obalając komunizm. W 2015 roku, obywatele zachęceni zasiłkiem na każde dziecko, którzy poszli na wybory, zdecydowali, że chcą powrotu systemu komunistycznego.  

Po wyborach, szybko okazało się, że zasiłek nie będzie na każde dziecko ale mleko się rozlało...

Zaczęły natomiast pojawiać się pomysły na przeróżne zakazy. Zaczęto od zakazów dla kobiet (o ironio! szefowa rządu jest kobietą!). Blisko było wprowadzenie całkowitego zakazu aborcji, a więc zmuszeniu kobiet do urodzenia każdego spłodzonego dziecka bez względu na to, czy kobieta jest to w stanie przeżyć, czy nie. Bez względu na stan mającego się urodzić dziecka, zmuszając kobiety do rodzenia zdeformowanych płodów, dzieci z gwałtów, skazując kobiety na mękę i śmierć. Fala protestów skłoniła rząd do wycofania się z tego pomysłu.

Rząd jednak nie całkiem się wycofał z ograniczenia wolności dla kobiet, właśnie uchwalono ustawę zakazującą sprzedaży, bez recepty, tak zwanej tabletki dzień po, która ratuje przed niechcianą ciążą.

Wszystko to z troski o rodziny...

Coraz częściej pojawiają się informacje o porzuconych noworodkach, niektórym udaje się przeżyć. Na pewno będą szczęśliwymi, dorastając w domach dziecka,  będą wdzięczni za ocalenie obecnemu rządowi, nie znając swoich matek, które nie miały wyboru. Nie chcę być złym prorokiem, ale takie przypadki będą się zdarzać coraz częściej.

Zakaz handlu w niedzielę, to też jeden z pomysłów. W niedzielę trzeba iść do kościoła i dać na tacę, a nie a zakupy, bez względu na to czy masz kiedy je zrobić, czy nie. Podaż jest odpowiedzią na popyt. Gdyby ludzie nie robili zakupów w niedzielę, sklepy nie byłyby otwarte ale kierują się zapewne badaniem rynku i skoro jest taka potrzeba handlowcy ją zaspokajają. 
Argumenty mówiące o tym, że obsługa sklepów pracuje siedem dni w tygodniu do mnie nie przemawiają. Kodeks pracy dokładnie określa jakie przerwy w pracy powinien mieć każdy pracownik. Z tego co wiem Państwowa Inspekcja Pracy bardzo często kontroluje czas pracy i nakłada wysokie kary na pracodawców, którzy tych przepisów nie przestrzegają. 

Kolejny, to zakaz słuchania muzyki podczas jazdy na rowerze. Chyba dlatego, by słyszeć sygnały kolumny rządowej, która ma zamiar nas wyprzedzić łamiąc przepisy. Z tego samego powodu, być może, zabroni się także noszenia okularów przeciwsłonecznych, bo można nie zauważyć świateł sygnalizacyjnych takiej kolumny. 

Jakoś nie przekonuje mnie, że wprowadzenie tego zakazu zwiększy bezpieczeństwo rowerzystów. Nie jeżdżę na rowerze, za to uprawiam nordic walking, wyłącznie ze słuchawkami. Po pierwsze nie mam ochoty słuchać hałasu ulicy, a po drugie łatwiej mi odebrać telefon nie przerywając marszu. Mnie też zabronią?

Wspomnę jeszcze o zakazie wypowiadania się w negatywny, czy dowcipny sposób o dokonaniach obecnego rządu. Formalnie taki zakaz nie został wydany, jednak słyszałam i czytałam o wyciąganiu konsekwencji wobec osób, które robią sobie żarty z ostatniej katastrofy rządowej limuzyny.
Trudno nie robić sobie żartów skoro osoby odpowiedzialne w naszym kraju za ochronę VIP-ów nie podchodzą poważnie do swoich obowiązków. 

Tak mi się skojarzyło - w filmie Ostatni dzwonek, Jacek Wójcicki śpiewa w mistrzowski sposób tekst Obwieszczenia Rady Państwa o stanie wojennym. Mam nadzieję, że nie dojdzie ponownie do wydania takich dekretów, ale pewności mieć nie można.

wtorek, 21 lutego 2017

Samodzielne myślenie

Kawka działa pobudzająco, nie tylko do działania, także do myślenia.

Grupy trzymające władzę, we wszystkich krajach, kształtują myślenie swoich wyborców. Sugerują co należy uważać za właściwe, a co nie. Bez względu na wartości jakie dla ogółu są najlepsze, podają swoje wytyczne w taki sposób, by ludzie myśleli, że to ich wybór i większość ludzi tak właśnie myśli.

O ile władza ustawodawcza i wykonawcza, w swoich obietnicach, mniej lub bardziej trzyma się realiów, o tyle władze kościelne, od zarania dziejów, kształtują umysły ludzkie bazując na niestworzonych wymysłach. W obu przypadkach najważniejsze jest tak ukształtować ludzkie umysły, by myślały w określony sposób, sprzyjający korzyściom rządzących.

Wierzący w cuda, są zdolni oddawać swoje zarobione pieniądze w zamian za obietnice zbawienia (cokolwiek to znaczy), natomiast wierzący w obietnice dotyczące lepszego życia (cokolwiek to znaczy), oddają swoje głosy w wyborach, co skutkuje oddaniem władzy w ręce tym, którzy obiecają najwięcej korzyści.

Dostęp do wiedzy, również kontrolowany dotychczas, powoli wymyka się spod kontroli. Dzięki popularno-naukowym programom w telewizji oraz dostępie do informacji w internecie, coraz więcej ludzi zaczyna się zastanawiać w co i komu tak naprawdę wierzyć. Dowodzą temu organizowane coraz częściej demonstracje ludzi niezadowolonych z decyzji podejmowanych przez rządy. Jeszcze ludzie nie demonstrują przeciwko kościołowi, choć to zapewne wkrótce nastąpi.

Władza upada zazwyczaj wtedy, gdy jej bezczelność sięgnie zenitu. Obserwowałam to już w swoim życiu, w tej chwili widzę jak galopuje w tym kierunku. Zastanawiam się tylko jak długo to potrwa. Chyba jeszcze za mało ludziom zabrali - władza i kościół.

Ile jeszcze musi minąć czasu, by większość zaczęła samodzielnie i logicznie myśleć? Trudność polega na tym, że nikt, nigdzie tego nie uczy. 

Od najwcześniejszych lat nasze myślenie musi być komuś podporządkowane. Najpierw musimy myśleć tak, jak nasi rodzice, później dochodzą wymagania nauczycieli, kościoła, następnie pracodawcy i rządu. 

Jest zatem w życiu człowieka czas ma samodzielne myślenie?
Gdy nie myślimy tak, jak rodzice - jesteśmy wyrodnymi dziećmi. 
Gdy nie myślimy tak, jak nauczyciele - nie skończymy żadnej szkoły, bo od tego uzależnione są oceny. 
Gdy nie myślimy tak, jak pracodawca - stracimy pracę, a zatem źródło utrzymania, to wielkie ryzyko. 
Wyrażanie odmiennego zdania niż ma rząd, to także ryzyko, znam konsekwencje, jakie ponieśli na przestrzeni lat ci, którzy buntowali się przeciwko rządom.

W chwili obecnej jeszcze można mieć odmienne zdanie niż kościół, nie wiadomo tylko jak długo. Myślę, że do płonących stosów już nie wrócimy, ale całkiem pewna nie jestem obserwując nienawiść w katolickich oczach.

Poznając wytyczne nowego programu nauczania, który ma być wdrożony już w tym roku jestem przerażona poziomem, zakresem i właśnie wskazaniami sposobu myślenia dla dzieci i młodych ludzi. 
Mam nadzieję, że będą się dokształcać we własnym zakresie, jak ja, w czasach komuny. 
Oby tylko rodzice nie zabronili im samodzielnie myśleć.

niedziela, 5 lutego 2017

Hodowla darmozjadów

Gdy wstaję rano, sama robię sobie kawkę, nie wołam by ktoś mi ja zrobił i podał, z góry wiem, że najlepsza jest gdy sama ją przyrządzę. Przez lata dochodziłam do doboru odpowiadających mi jak najbardziej składników by była dla mnie najsmaczniejsza.

Zauważyłam ostatnio, że niektórzy ludzie chcieliby dostawać wszystko co najlepsze bez żadnego wysiłku. Kojarzy mi się to z pewną sceną z jednej z bajek, w której stado mew potrafi wykrzykiwać tylko: daj, daj, daj...

Z moich obserwacji wynika, że najwięksi narzekacze nie podejmują żadnych wysiłków by zmienić swoje życie na satysfakcjonujące, mają tylko pretensje do wszystkich wokół za swój ciężki los.

Ostatnio, rozmawiałam z jedną z takich osób, która czeka na propozycję pracy od kilku (jeśli nie kilkunastu) lat. To dziwne, ale czeka. Nie podnosi swoich kwalifikacji bo uważa, że ma wystarczające. Nie uczy się nawet obsługi komputera, a jest to obecnie podstawowa umiejętność wymagana przez pracodawców, nawet przy niezbyt skomplikowanych pracach. Czeka na pracodawcę, który zapuka do drzwi i zaproponuje pracę. Wiem, że to śmieszne i niedorzeczne ale czeka. Usłyszałam, że to rząd powinien zapewnić jej pracę. 

Żyję na tym świecie już parę lat i miałam możliwość obserwacji co najmniej kilku rządów w moim kraju. Żaden z nich nie zapewniał nikomu pracy jeśli człowiek sam nie podejmował działań w tej sprawie. Nie rozumiem jak dorosła, zdawało by się, osoba może myśleć w ten sposób? 

Często rozmawiam z ludźmi w różnych okolicznościach, słyszę podobne historie i podobne oczekiwania. Zastanawiam się wtedy skąd ci ludzie czerpią wzorce? Wygląda to tak, jakby byli zupełnie pozbawieni samodzielnego myślenia, jakby nie mieli pomysłu na swoje życie i jakby czekali aż ktoś za nich zdecyduje, pozałatwia wszystko, a oni dostaną gotowe rozwiązania. Zupełnie jak te mewy z bajki dla dzieci.

W pracy także spotykam się z podobnymi postawami. Niektórzy pracownicy oczekują, że pracodawca poza wynagrodzeniem, które wypłaca powinien sam pilnować wszystkich spraw pracownika, zwłaszcza związanych z przywilejami. Często dziwią się, że nie dostają czegoś z automatu (to ulubione określenie pracowników), że muszą spełnić jakieś warunki albo chociażby zwrócić się na piśmie żeby otrzymać należny przywilej. Na zdziwienie pracownika, że nie otrzymał czegoś z automatu odpowiadam, że z automatu można dostać serie pod ścianą. To może zbyt drastyczne ale uświadamia, że nic samo się nie dzieje.

Nie dziwi mnie takie zachowanie dzieci, dopiero uczą się jak wygląda świat dorosłych, ale po dorosłych spodziewam się więcej. Dzieci wierzą w bajki i często bujają w obłokach, dorośli powinni raczej twardo stąpać po Ziemi. 

Ludzie wspinający się po szczeblach kariery zawodowej też wydają się być bardziej roszczeniowi. Osiągając stanowiska kierownicze przede wszystkim oczekują wysokich zarobków zapominając o funkcjach jakie pełni się obejmując kierując ludźmi. Najważniejsze to zająć kierowniczy stołek, praca zorganizuje się sama.

Coraz młodsze osoby pchają się do kierowania nie mając pojęcia o organizacji pracy, podziale obowiązków między pracownikami, a nawet sposobie w jaki ma być wykonana praca. Powtarzają modne ostatnio określenia: proces, projekt, innowacja nie potrafią jednak zastosować ich w pracy.

Zauważyłam, że doświadczenie jest lekceważone, wręcz źle widziane. Młodzi szefowie nie słuchają pracowników, którzy wypracowali sprawdzone metody, uważają je za przestarzałe ale jednocześnie nie proponują sensownych, nowych rozwiązań. 

Ostatnio rozdawane są pieniądze ludziom posiadającym dzieci. Matkom nie opłaca się pracować bo zasiłek uzależniony jest od wysokości dochodu. Wynagrodzenie za wychowanie dziecka zostało skalkulowane na 500 złotych miesięcznie, dodam, że drugiego dziecka, bo wychowanie pierwszego nie wymaga wynagrodzenia. Zadziwiający jest dla mnie sposób myślenia rządu. Zapewne chodzi jedynie o kupienie elektoratu...

Krzyczą o wsparciu dla najbiedniejszych, tylko nie tędy droga... Z rozdawania pieniędzy nigdy nie wychodziło nic dobrego. Należałoby tak zmotywować ludzi do pracy, z której mogliby się utrzymać, by chcieli pracować, a nie czekali aż państwo coś im da. 

Poświęciłam rodzinę (kończyłam studia pracując), by zapewnić sobie pracę, która pozwoli na utrzymanie siebie i rodziny, a teraz mam utrzymywać osoby, które nie pracują by wychowywać dzieci? To niesprawiedliwe względem osób, które podobnie jak ja, dokładały wszelkich starań pracując, by zapewnić sobie i bliskim utrzymanie.

Państwo rozdaje niepracującym środki z podatków, które płacą pracujący obywatele, a ostatnio słyszę i czytam, że ludziom, którzy pracują mają być odbierane wypracowane przywileje, to według mnie nie jest w porządku.

W wielu zakładach pracy przywileje za pracę takie jak dodatek za wieloletnią pracę, zwany potocznie dodatkiem stażowym już został zabrany. Nagrody jubileuszowe, będące docenieniem wieloletniej pracy, bo wypłacane są za staż powyżej 20 lat pracy, również w wielu zakładach pracy zniknęły, wkrótce zapewne znikną we wszystkich.

Za to pojawią się pewnie nowe zasiłki dla olbrzymiej grupy ludzi, którym, zwyczajnie nie opłaca się pracować...

Następne pokolenia uczone są życia na koszt państwa. Komuna wróciła, choć większość z nas myślała, że była wystarczającą nauczką...

sobota, 28 stycznia 2017

Emerytura

Nie mogę się doczekać kiedy będę miała uprawnienia by rozpocząć nowe życie na emeryturze. Mam nadzieję, że będzie mnie stać na picie codziennej kawki, bo bez niej nie wyobrażam sobie wypoczynku po wielu latach pracy.

Ostatnio przeczytałam wypowiedź jednej z pań posłanek, że osoby z niską emeryturą są same sobie winne, gdyż nie zdobyły wykształcenia i w związku z tym nie osiągnęły wystarczająco wysokich zarobków, by mieć taką emeryturę, z której spokojnie można się utrzymać.

Częściowo się nawet z nią zgadzam, każde wynagrodzenie wymaga wysiłku. Zdobywanie wiedzy, wraz z dokumentami, które w jakimś stopniu ją potwierdzają i są wymagane przez pracodawców nie przychodzi łatwo. Okupione jest poświęceniem czasu, często środków na opłacenie studiów czy różnych kursów uprawniających do wykonywania zawodu. Jedni podejmują się takich poświeceń, inni uważają, że wszystko powinno im się należeć tylko za to, że się urodzili...

Decyzja o zakończeniu zatrudnienia i przejściu na emeryturę dla wielu osób jest jednak bardzo trudna. Zwłaszcza dla osób, które lubią swoją pracę, nie wyobrażają sobie co będą robiły mając do dyspozycji tyle wolnego czasu. Znam osoby, które zakończyły swoje życie zawodowe i wpadły w depresję z powodu braku kontaktów z ludźmi, który, pracując, zazwyczaj był dość intensywny.

Niedawno rozmawiałam z kobietą, która w wieku 65 lat, a więc mając już uprawnienia emerytalne, boi się reorganizacji w pracy, ponieważ w jej wyniku może zostać zwolniona. Tłumaczyłam jej, że lepiej skorzystać z przywileju w tych okolicznościach i zdecydować się na odejście na zasłużoną emeryturę. Myślę, że 40 ze swoich przeżytych 65 lat, które przepracowała i wysokość jej emerytury pozwoli żyć na całkiem przyzwoitym poziomie. Więc czym tu się martwić?

Mając bardzo różnorodne zainteresowania, nie sądzę bym się nudziła gdy zakończę swoje życie zawodowe. Znam też osoby, które bardzo czynnie spędzają wolny czas na emeryturze, to jest ich nowe życie.

Wiele kobiet będąc na emeryturze zajmuje się swoimi wnukami i jest to dla nich takie drugie macierzyństwo. Poczucie, że jest się potrzebnym niektórym bardzo pomaga.

W chwili obecnej panuje trend młodości. Starszych i doświadczonych pracowników wymienia się na młode, przebojowe kadry, bez względu na ich doświadczenie, czy raczej jego brak. Bardzo rzadko zdarzają się sytuacje gdy starszy pracownik pracuje równolegle z młodym, zdobywającym doświadczenie. 

Wydaje mi się, że pracodawców zwyczajnie nie stać na zatrudnienie dwóch osób na tym samym stanowisku tylko po to, by młodszy czegoś się nauczył od starszego. Poza tym młodzi ludzie mają bardzo wysokie mniemanie o sobie, są przekonani, że swobodnie poradzą sobie ze wszystkimi zadaniami. W praktyce różnie to wygląda...

Obserwuję co dzieje się w moim kraju, sytuacja jest bardzo niepewna. Elity rządzące dbają wyłącznie o własne interesy bezmyślnie rozdając pieniądze. W krótkim czasie doprowadzą do bankructwa i nie będzie środków na emerytury dla tych młodych ludzi, którzy obecnie są u progu kariery zawodowej.

Generalnie wydaje się obowiązywać zasada - jak najwięcej korzystać z życia tu i teraz, a na starość - jakoś będzie...

czwartek, 12 stycznia 2017

Damskie czy męskie?

Nie spotkałam się z różnicowaniem kawki ze względu na płeć. Tę samą kawkę piją zarówno kobiety, jak i mężczyźni, nie ma też znaczenia sposób przyrządzania. Ja przynajmniej nie spotkałam się z kawką dla kobiet ani z kawką dla mężczyzn.

Inaczej ma się sprawa podziałów ze względu na płeć w różnych dziedzinach życia. Zaobserwowałam, że te podziały zaczęły się zacierać wiele lat temu i cały czas ten proces trwa.

Odważne kobiety zaczęły wprowadzać zmiany w ubiorze. Zauważyły wygodę ubiorów męskich i zamiast sukien zaczęły nosić spodnie. Firmy odzieżowe obecnie produkują coraz więcej towarów unisex.

Sama przez wiele lat nosiłam męskie kurtki zimowe z powodu ich funkcjonalności (dużo różnych kieszonek) i sposobu zapinania. Otóż, nie rozumiem dlaczego damskie części odzieży (kurtki, bluzki, spodnie) trzeba zapinać i rozpinać lewą ręką, podczas gdy męskie - prawą. 
Może zaczęto by produkować odzież w podziale dla prawo i leworęcznych? To miałoby sens, bo nie wszystkie kobiety są leworęczne i nie wszyscy mężczyźni są praworęczni.

W tym sezonie zimowym postanowiłam kupić sobie damską kurtkę zimową, bo podobał mi się kolor. Nigdy więcej! Kurtki damskie mają olbrzymie kaptury, zupełnie jakby kobiety miały gigantyczne głowy o średnicy 30 cm. Zakładając taki kaptur zasłania on całą twarz i nie sposób w nim iść podczas deszczu, silnego wiatru czy śniegu - nie wiem kto to wymyślił... W męskich kurtkach kaptury są o wiele mniejsze, funkcjonalne.

Buty... Pisałam w jednych z wcześniejszych postów o szpilkach, w których chodzą kobiety, niszcząc sobie stopy. Mężczyznom to nie grozi, dla nich produkuje się wygodne buty. Buty na obcasach noszą przeważnie mężczyźni, którzy chcą być wyżsi.

Zegarki damskie zawsze były mniejsze od męskich, ostatnio to się (na szczęście) zmieniło. Korzystając z zegarka na rękę, który ma cyferblat o średnicy jednego centymetra nie jest wygodne, bo ledwo widać wskazanie godziny. Wiele kobiet zegarki na rękę traktuje jak biżuterię i nie jest dla nich ważne czy widać która jest godzina. Ja jestem wygodna - lubię widzieć nie podnosząc nadgarstka do oka. Od kilku lat, gdy wzrok zaczął mi się psuć, noszę męski zegarek, bo lepiej widzę na nim godzinę. Zauważyłam jednak, że obecnie można kupić damski zegarek różnej wielkości.

Samochody też są damskie i męskie. Dla kobiet poleca się małe samochody, które jednak są mniej bezpieczne w starciu np. z ciężarówką. Nie mają żadnych szans. Dla mężczyzn są przewidziane duże, masywne auta. O ile jeszcze 50 lat temu było to dla mnie zrozumiałe, bo duże i ciężkie samochody trudniej się prowadziło, kierownica nie posiadała wspomagania, ciężko zmieniało się biegi... Obecnie jest wiele usprawnień, kobiety świetnie radzą sobie z prowadzeniem dużych samochodów.

Mam nadzieję, że te różnice będą się zacierały coraz bardziej, chociaż tradycjonaliści sztywno trzymają się swoich zasad, często obrażając i wyśmiewając osoby, które te zasady łamią.

Nie mam nic przeciwko temu, by kobiety ubierały się w garderobę przeznaczoną dla mężczyzn, ani by mężczyźni ubierali się w garderobę przeznaczoną dla kobiet. Nie ograniczają mnie wskazówki producentów. Nie czuję się mniej kobieco nosząc męski zegarek, czy kurtkę. Dla mnie przede wszystkim liczy się wygoda i funkcjonalność. 

Odnoszę wrażenie, że podział na rzeczy damskie i męskie miał podkreślić delikatność i słabość kobiet, który we współczesnym świecie nie ma racji bytu. Współczesne kobiety na każdym kroku pokazują jak stają się coraz silniejsze, co nie znaczy, że stają się mężczyznami. Mężczyźni, którzy noszą  odzież, czy ozdoby uważane za kobiece nie stają się kobietami...