sobota, 13 lutego 2016

Samotność nie jest karą

Nie muszę pić kawki w samotności ale nie przeszkadza mi, że czasem piję ją sama. Wolę pić ją samotnie niż w towarzystwie, które mnie irytuje. Picie kawki jest dla mnie przyjemnością, mogę więc ale nie muszę jej pić w towarzystwie.

Większość osób boi się samotności, znam jednak osoby, które samotność bardzo sobie cenią. Czasami zastanawiam się, czy nie jest to dobry wybór.

Spędzanie życia z osobą towarzyszącą nie zawsze jest sielanką, trzeba mieć mocne nerwy, cierpliwość i akceptować wady takiej osoby, a nie każdy jest w stanie spełniać te warunki.

Zauważyłam, że z wiekiem człowiek staje się mniej cierpliwy i tolerancyjny, wiele par rozstaje się nawet po wielu latach wspólnego życia.

Obecnie jest więcej możliwości by np. zamieszkać oddzielnie, więcej osób, a zwłaszcza kobiet jest niezależnych. Wiele osób, tłumacząc się kryzysem wieku średniego porzuca partnerów, z którymi przeżyli kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat, wiążąc się z osobami młodszymi o pokolenie lub o dwa pokolenia. 

Zauważyłam, że w większości przypadków mężczyźni szukają sobie młodszych partnerek, choć w ostatnich latach kobiety także wiążą się z dużo młodszymi partnerami. 

Oczywiście nie pozostaje to bez komentarzy otoczenia, bo ludzie przeważnie zamiast cieszyć się szczęściem innych, największą przyjemność mają w krytyce i szyderstwie.

Przekonałam się niejednokrotnie, że otoczeniu nigdy się nie dogodzi i przestałam przejmować się jego opiniami. 

Dlatego przede wszystkim należy myśleć o sobie i swoim życiu. Nie koniecznie bać się samotności, bo życie bez partnera nie zawsze oznacza samotność. 

sobota, 30 stycznia 2016

Szczerość

Kawka jest napojem doskonale pasującym do szczerych rozmów. Często umawiam się na kawkę by porozmawiać szczerze z przyjaciółmi na różne tematy.

Szczerość to cecha, którą bardzo cenię. Nie czuję się komfortowo gdy nie mogę szczerze mówić tego co myślę i czuję. Przekonałam się jednak niejednokrotnie, że nie zawsze warto być szczerym.

Zawierając znajomości mówię szczerze o sobie i jestem przekonana, że poznawane osoby także są szczere wobec mnie. Czas pokazał mi, że nie zawsze tak jest. Nie każdy człowiek ma czyste intencje, wiele osób wykorzystuje szczerość rozmówców przeciwko nim. Wielokrotnie się o tym przekonałam. Nawet gdy ludzie proszą o szczerą odpowiedź na zadawane pytanie często służy im to tylko do zdobycia informacji, których nie zdobyli by w inny sposób.

W większości przypadków moja szczerość powodowała kłopoty. Zdarzały się oczywiście sytuacje, gdy ktoś chciał na prawdę szczerej odpowiedzi i zwracał się do mnie zaznaczając, że po mnie spodziewa się szczerej odpowiedzi. Jeśli mam zaufanie do takiej osoby i wiem, że nie obrazi się na mnie jeśli powiem co myślę, a czasami nie będzie to miłe, wtedy szczerze odpowiadam.

Osobami szczerymi są zazwyczaj dzieci, one przeważnie mówią to co myślą. Często zdarza się to w sytuacjach, z których nie bardzo zadowoleni są rodzice, ponieważ powtarzają zasłyszane opinie rodziców, które szczerze wypowiedzieli nie biorąc pod uwagę, że dziecko powtórzy je w najmniej odpowiedniej chwili. 

Z wiekiem dzieci uczą się koloryzować opowiadając swoim rówieśnikom przeróżne historie na swój temat, widząc podziw w oczach rozmówców. Coraz bardziej wykorzystują wyobraźnię i coraz mniej trzymają się faktów.  Niektórym tak już zostaje...

W pracy szczerość także nie popłaca, zwłaszcza względem szefów. Życie nauczyło mnie, że nie należy mówić szefowi szczerze o sobie. Żeby nie wiem jak źle postępował szef - nie należy zwracać mu uwagi, jeśli powie się szefowi, że robi błąd,  można pożegnać się z podwyżką lub awansem na zawsze. Nie pomogą żadne starania ani wydajność. Szefowie skreślają osoby, które szczerze mówią co myślą, zapewne dlatego, że szkodzi to ich ego.

W rodzinie też nie zawsze szczerość jest wskazana, zwłaszcza wobec osób, które weszły do rodziny poprzez związki z naszymi krewnymi, bądź stały się naszą rodziną wniesioną przez współmałżonka. 
Zauważyłam, że dotyczy to zwykle teściowych i bratowych. Trochę to dziwne ale tak wynika z moich obserwacji. 

Trudno jest czasami powstrzymać swoje zdanie przy odpowiedzi, zwłaszcza gdy działamy w silnych emocjach lub mamy mało czasu na odpowiedź. W takich przypadkach często mówi się to, co może zadziałać w konsekwencji na naszą niekorzyść. Nawet jeśli osoba, która poczuje się urażona wypowiedzią i przeprosi się ją, niesmak pozostaje. 

Z moich obserwacji wynika, że szczerość częściej przysparza kłopotów niż kłamstwo. Wiem, że to strasznie brzmi, jednak otaczający nas świat głównie opiera się na kłamstwach i coraz mniej w nim szczerych ludzi...

czwartek, 19 listopada 2015

Zarządzanie bez słów

Zdarza mi się przemawiać do kawki przed lub w trakcie konsumpcji, chwalić jej smak, zapach i dobroczynny wpływ na moje samopoczucie. Czasem też złoszczę się gdy nagle rozleje się zmuszając do sporządzenia drugiej, w sumie świetnie się nam współpracuje od wielu lat.

Zupełnie inaczej wygląda ostatnio współpraca w różnych instytucjach pomiędzy pracownikami, a zarządzającymi. Przełożeni starają się jak najmniej rozmawiać ze współpracownikami, to moim zdaniem - zarzadzanie bez słów. Obserwuję takie zachowanie nie tylko w instytucji, w której pracuję, okazuje się, że moi znajomi odnoszą podobne wrażenie. 

Z jednej strony bardzo lubię być w pracy samodzielna, organizując sobie poszczególne prace, wolałabym jednak aby całość zadań była koordynowana w sposób dający pracownikom poczucie współpracy. 
Ukrywanie przed pracownikami celów działania i udzielanie  zdawkowych informacji powoduje, współpraca nigdy nie jest w pełni efektywna. 

Każdy pracownik wykonuje zadania kierując się głównie otrzymaniem korzyści z wykonywanej pracy - wynagrodzenia. Efekty pracy byłyby znacznie większe gdyby pracownikom znane były cele i strategia firmy. Przełożeni jednak taką wiedzę utrzymują w tajemnicy, z bliżej nie znanych powodów, traktując pracowników jak roboty przeznaczone do wykonywania poleceń bez wgłębiania się w istotę spraw.

Niektórzy pracownicy dowiadują się co szef miał na myśli, ale nie przekazują tej wiedzy innym mając wyraźny zakaz. Pracownicy wiedząc na wstępie o celu i strategii mogliby uczestniczyć w poszczególnych procesach swoim wsparciem czerpiąc z zasobów swojej wiedzy i doświadczenia nie mają jednak takiej szansy. 

Wykonywanie zadań oparte na domysłach obniża efektywność, szefowie stosujący taką taktykę chyba nie zdają sobie z tego sprawy. Nie działają w ten sposób na korzyść instytucji, w której pracują. Dezinformacja wśród pracowników tworzy bałagan i prowadzi często do konfliktów między pracownikami, a nawet sytuacji kryzysowych. 

Jeden pracownik obserwuje bacznie drugiego czy tamten przypadkiem nie wie więcej od niego, a jeśli wie to oznacza, że przełożeni mają do niego większe zaufanie i lepiej go traktują. To nie jest zdrowa sytuacja. Pracownik, który czuje się pokrzywdzony nie skupia się należycie na wykonywaniu obowiązków, cały czas myśli jak jest mu źle. To prowadzi do popełniania błędów, które w konsekwencji działają na szkodę nie tylko pracownika ale również firmy. 

Pracownik zaangażowany w cele i strategię działań zazwyczaj będzie dążył do osiągnięcia jak najlepszych wyników, by mieć swój udział w sukcesie firmy, gdy nie ma takiej możliwości nie specjalnie się stara, czuje, że jest wykorzystany i wynagrodzenie nie jest dla niego satysfakcjonujące. 

Z czasem w instytucji, w której wiedzę o strategii i planach działań posiada ścisłe grono zarządcze atmosfera staje się nie do zniesienia i pracownicy zaczynają odchodzić. W miejce doświadczonej kadry pojawiają się nowe osoby, które z marszu nie przejmą zadań poprzedników, konieczne są szkolenia i wdrożenie w przyjęte procesy. To także powoduje spowolnienie wykonywania zadań.
 
Zarządzanie bez słów, gdy polecenia wydaje się pracownikom ad hoc jednocześnie pozbawia pracowników szerszego i głębszego myślenia, poza tym ma działanie stresogenne. Z moich obserwacji wynika, że obecnie coraz więcej pracowników leczy się u psychiatrów co jeszcze kilkanaście lat temu nie miało miejsca. Dlaczego więc stosowane są takie metody zarządzania? 
 
Zamiast prężnej, kompetentnej i zaangażowanej kadry tworzą się grupy bezmyślnie, nie koniecznie dobrze wykonujące doraźne polecenia, zwiększające z dnia na dzień swoją frustrację. Dzieje się tak w wielu dziedzinach gospodarki w naszym kraju choć przykłady z innych krajów na świecie pokazują na czym polega sukces firmy - na współpracy.
 
Sukcesu nikt nie osiąga w pojedynkę, konieczna jest współpraca, nawet jeśli dąży się do osiągnięcia wyższego stanowiska. Kiedyś szef mojej Mamy powiedział bardzo mądre zdanie: gdy pniesz się w górę, to kłaniaj się wszyskim po drodze, bo gdy będziesz spadał, nikt nie poda ci ręki. Niestety niewiele osób myśli takimi kategoriami.

Rozmawiając ze współpracownikami często słyszę różne pomysły działań, które skróciłyby lub usprawniły procesy pracy, nie mają jednak szansy zaistnieć ponieważ nie rozmawia się z personelem wykonawczym, a jeśli nawet, to nie bierze się ich zdania ani pomysłów pod uwagę, to dla mnie jest niezrozumiałe. 
 
W mojej ocenie to strach przed utratą autorytetu i stanowiska powstrzymuje zarządzających przed bliską współpracą z personelem niższych szczebli. Kompleksy i rządza władzy nie są najlepszymi doradcami, warto się nad tym zastanowić. 

niedziela, 15 listopada 2015

Stop terrorowi!

Chciałbym moją kawkę zawsze pić w spokoju, czytając lub słuchając wiadomości z kraju i ze świata pozbawionego ataków terrorystycznych. Wiem, że jest to możliwe.

W piątek, 13 listopada miały miejsce kolejne ataki, tym razem w Paryżu. Zginęło mnóstwo niewinnych ludzi, jak w każdym z takich zamachów dotychczas.

Wiele krajów wyraziło swoją solidarność z Francją poprzez palenie zniczy pod drzwiami ambasady Francji, umieszczanie barw narodowych Francji na przeróżnych obiektach, to na pewno miłe dla obywateli tego kraju, tylko co dalej?

Modlitwy w niczym nie pomogą, ataki terrorystyczne dotknęły już wiele krajów, w tym ogromne światowe mocarstwa, które jeśli zjednoczyłyby się w walce szybko unicestwiłyby terrorystów. Tak, UNICESTWIŁY, bo terroryści to nie ludzie - to roboty zaprogramowane na zabijanie. Żadne rozmowy z nimi nie mają sensu. 

Jeśli widzimy, że od dziecka szkoli się przyszłych zamachowców wmawiając im chwałę po śmierci, obiecując nie wiadomo jakie korzyści z tego, że zginą w imię bogów (bez względu na to jaki to bóg), to już było wiele przykładów na to, że nie cofną się przed żadna metodą zabijania.

Zadziwiające jest to, że po 14 latach od ataku na WTC gdzie zginęły tysiące ludzi, takie mocarstwo jak USA dalej bawi się w podchody z kolejnymi grupami terrorystów. Zabezpieczenia przed atakami, zwiększone kontrole na granicach jak widać nie gwarantują bezpieczeństwa, to tylko półśrodki. Terroryści po prostu LUBIĄ zabijać! Są rządni krwi!

Po atakach, w których giną setki, a nawet tysiące ludzi widać jaką sprawia im to satysfakcję. To nieludzkie, oni nie mają ludzkich uczuć ich nie należy traktować jak ludzi. Nie można szanować życia kogoś, kto nie szanuje życia innych. Zastanawiam się kiedy obywatele atakowanych krajów, z przedstawicielami władzy na czele, zrozumieją, że zabezpieczenia i rozmowy to nie jest walka z terroryzmem. Ile niewinnych osób ma jeszcze zginąć by podjąć radykalne środki?

Wydawałoby się, że wojny nauczą czegoś ludzi, okazuje się, że nie! Mamy XXI wiek, rozwiniętą cywilizację, współpracę gospodarczą między krajami i morderców, którzy chcą to zniszczyć, jak można nie reagować na takie zachowanie?

Dopóki nie zginie ostatni terrorysta, nie możemy czuć się bezpiecznie w żadnym miejscu na Ziemi. Mamy jedno życie, które spędzone w ciągłym strachu staje się koszmarem, a wszystko to przez garstkę (w stosunku do całej ludzkości) POTWORÓW, których nie jesteśmy w stanie zniszczyć?

Uważam, że wszystkie kraje powinny się zjednoczyć i położyć temu kres.


sobota, 14 listopada 2015

Przystawka, danie główne czy przekąska?

Nie lubię pić kawki w biegu, co nie znaczy, że popijam przez bardzo długi czas, bo zimna kawka mi nie smakuje. Lubię pić powoli, poświęcając czas tylko jej, delektując się ulubionym smakiem. Mimo iż nie jest daniem głównym, przystawką ani przekąską, stanowi stały element w moim codziennym jadłospisie.

Zauważyłam, że ludzie w związkach traktują swoich partnerów podobnie jak potrawy i napoje, które spożywają. Wszystkie związki zaczynają się jak posiłki - przystawką, która sprawia, że nabieramy apetytu lub jesteśmy na wstępie nasyceni i nie mamy już ochoty na danie główne. Czasem łapiemy przekąskę, która nie zaspokoi głodu, a spowoduje na chwilę uczucie sytości.


Niektórzy lubią proste dania, nie wymagające wielu składników, bez wyszukanych przypraw, nie przywiązują wagi do zastawy, z której jedzą, miejsca, starając się nie poświęcać na posiłki zbyt wiele czasu. Są także smakosze, w ich kuchni znajduje się wiele różnych przypraw, dodatków, celebrują zarówno przygotowanie posiłku jak i samo spożycie.

Każdy ma inne upodobania smakowe. Ostre potrawy nie wszystkim smakują, niektórzy wolą dania łagodne. Jedni urozmaicają swój jadłospis, próbują nowych, nieznanych smaków, drudzy mogą codziennie jeść to samo - np. kanapkę z szynką, czy pomidorową na śniadanie i schabowy na obiad. 

Mamy zwolenników wykwintnych restauracji i barów szybkiej obsługi, nie brakuje też amatorów barów serwujących posiłki podróżującym samochodami.

Obserwując ludzi zauważyłam, że traktują związki jak potrawy, które lubią. Znam pary, którym wystarcza, że są ze sobą, każdy dzień i posiłek, spożywany o stałej porze wygląda podobnie. Znam także pary, które starają się codziennie inaczej spędzać czas, podejmują przeróżne wyzwania, próbują różnych potraw. Zdarza się, że jedni i drudzy przeżywają ze sobą większą część życia, jeśli przyjęte przez nich menu odpowiada obu stronom.


Znam też osoby zmieniające partnerów z różną częstotliwością i z różnych powodów. Dla niektórych jest to chęć poznania wielu smaków, dla innych ciągłe poszukiwanie tego jedynego, niepowtarzalnego, a jeszcze inni po wielu próbach dochodzą do wniosku, że nic im nie smakuje. 

Nie bez przyczyny porównałam związki do potraw. Ostatnio usłyszałam od jednej osoby: wiesz czym różni się związek od szybkiego numerka? W związku kobieta jest zaangażowana, mężczyzna w obu przypadkach angażuje się jednakowo. 
To by oznaczało, że pomimo starań kobiet w kuchni większość mężczyzn wciąż potrzebuje przekąsek, które wzbogacą ich menu.

Może dlatego tak wiele związków rozpada się, bo trudno jest dobrać menuktóre odpowiadałoby jednocześnie obu partnerom?

niedziela, 8 listopada 2015

Jazda na dramacie

Kawka w moim życiu ma swoje miejsce od kilku dziesięcioleci. Towarzyszy mi w różnych sytuacjach życiowych, tych gorszych staram się nie wspominać.

Zauważyłam, że ostatnio osoby publiczne  do swoich życiorysów zaczęły dokładać życiowe porażki, kłopoty ze zdrowiem zarówno swoje jak i swoich bliskich. Zwierzają się w mediach ze swoich dramatycznych przeżyć o różnej skali dramatyzmu. Zastanawiam się w jakim celu? Czy oczekują współczucia? Nie jesteśmy współczującym narodem, więc?

Codziennie w różnych serwisach pojawiają się wiadomości o chorobach czy śmierci bliskich różnych znanych osób, rozwodach rodziców, o molestowaniu seksualnym, o dzieciństwie w biedzie. Zastanawiam się czemu ma to służyć? Czy już nie wystarczy skupić się na wykonywaniu swojego zawodu? Czy teraz do osiągnięcia sukcesu potrzebne jest podanie mediom informacji o nieszczęściach? 
 
Wydaje mi się, że osiągnięcie sukcesu powinno zależeć od własnych zdolności czy predyspozycji. Niestety ostatnio ludzie najczęściej znani są nie dzięki swoim dokonaniom, a udzielanym informacjom o dramatycznych okolicznościach ze swojego życia. Zauważyłam, że im bardziej dramatyczna informacja tym większy  rozgłos.
 
Jesteśmy zazdrosnym i zawistnym narodem, trudno nam jest cieszyć się z sukcesu innych, zwłaszcza gdy samemu niczego się nie osiągnie ale budowanie sukcesu czy rozgłosu na cierpieniu najbliższych jest dość niskie. W każdym razie mnie to nie przekonuje. 
 
Może tym wszystkim udzielającym informacji o swich problemach chodzi o ukazanie siebie jako zwykłego szarego człowieka, któremu pomimo przeszkód udaje się osiągnąć sukces?
Jeśli nie udaje się zdobyć uznania to może chociaż współczucie? 
 
Czy większe uznanie w oczach odbiorców zyska aktorka/aktor, Czy wykonawcy muzyki podając dramatyczne fakty ze swojego życia, które różne media rozgłoszą?
 
Prawdę mówiąc, jeśli mam wyrazić swoje zdanie na temat czyjejś twórczości czy jakichkolwiek talentów to nie ma dla mnie żadnego znaczenia stan rodzinny takiej osoby czy dramaty jakich ta osoba doświadczyła. 
 
Każdy ma jakieś przeżycia, pracodawcy nie biorą, a przynajmniej nie powinni brać ich pod uwagę przy ocenie jakości pracy, ustalaniu wysokości wynagrodzenia  lub awansach.

Z drugiej strony - jeśli na rodzinnych powiązaniach czy odpowiednich znajomościach można coś ugrać, to dlaczego nie na dramatach?

niedziela, 4 października 2015

Budowa cepa

Kawka nie jest skomplikowanym do sporządzenia napojem, wymaga jednak znajomości proporcji w zależności od upodobania mocy, słodyczy oraz innych dodatków wpływających na końcowy efekt smakowy.

Obserwując zachowania ludzi doszłam do wniosku, że kobiety są bardziej skomplikowane od mężczyzn. Przez wieki kształtowania osobowości mężczyźni skupili się jedynie na polowaniu, a kobiety na całej reszcie.

Otóż, mężczyzna, jak ktoś kiedyś powiedział - jest prosty jak budowa cepa. Cep to przyrząd do młócenia, składa się z dwóch kijów połączonych skórzanym rzemieniem, konstrukcja zatem skomplikowana nie jest. Nie jest moim celem obrażanie kogokolwiek, a raczej ułatwienie zrozumienia postępowania mężczyzn.

Większość gatunków żyjących na Ziemi składa się z dwóch uzupełniających się wzajemnie płci, z których jedna, z udziałem drugiej wydaje na świat potomstwo. Wśród zwierząt obserwuje się zachowania podobne do tych, które występują także u ludzi. Samiec stara się o względy samicy by zostawić po sobie potomstwo. Samica gdy już je urodzi opiekuje się nim, karmi, chroni, przygotowując do samodzielnego życia. Zazwyczaj zajmuje się potomstwem sama bo samiec szuka następnej, która także urodzi jego potomków. Niektóre gatunki samców zdobywają pożywienie, bronią terytorium i czasem biorą udział w opiece nad młodymi.

Zauważyłam, że większość mężczyzn stara się o kobiety nie tylko w celu pozostawienia po sobie jak największej ilości potomstwa, głównym celem jest zapewnienie sobie wygodnej obsługi i zaspokojenie potrzeb seksualnych.

Zdobywanie pożywienia przestało być głównym zajęciem mężczyzn, skończyła się w związku z tym era polowań na zwierzęta, które są w większości hodowane w celach konsumpcyjnych. Polowanie natomiast mężczyźni mają we krwi i polują na kobiety, samochody i gadżety.

Słuchając rozmów moich znajomych mężczyzn zaobserwowałam trzy podstawowe tematy. Na pierwszym miejscu jest seks - zdobycze, techniki, miejsca i czas. Kolejnym tematem są samochody - osiągi, mandaty za przekroczenie prędkości, krytyka zachowania kierowców  (sami zazwyczaj są mistrzami) i ewentualnie naprawy.

Tak na prawdę, w większości przypadków zajmują się wyłącznie pracą zawodową  (jeśli ją mają) i zaspokajaniem swoich potrzeb. Jeśli zaspokajają, przy okazji potrzeby kobiety, to tylko dlatego by kobieta zaspokoiła ich potrzeby seksualne. 

Kobiety chcą być kochane, adorowane i komplementowane. Myślą, że tym poświęcającym się dla nich mężczyznom zależy na ich wnętrzu... Zadziwia mnie to, że całe wieki doświadczeń jeszcze nie uświadomiły kobietom, że role jakie im mężczyźni wyznaczają stworzyli tylko i wyłącznie po to, by je sobie podporządkować.

Odwiedzając fora internetowe czy portale społecznościowe poznaję różne opinie kobiet na temat mężczyzn i mężczyzn na temat kobiet i trudno jest mi się pogodzić z ilością pogardy, poniżenia i względem często najbliższych osób. Zupełnie jakby następstwem partnerki lub partnera było późniejsze publiczne pastwienie się nad nią lub nad nim. 

Niestety, więcej jest krytycznych wypowiedzi mężczyzn na temat partnerek niż kobiet na temat partnerów, często są chamskie i wulgarne, zupełnie jakby mężczyźni nie mieli uczuć tylko samą chuć. Wystarczy przejrzeć kilka stron zawierających tak zwane memy, podobno zabawne. Żaden z twórców takich dowcipów nie zastanawia się jak może łatwo zranić kogoś.

Oczywiście tylko kobiety muszą mieć do siebie dystans i poczucie humoru na swój temat, cytując jedną z moich ulubionych felietonistek: mężczyzna to bardzo delikatna konstrukcja. Jeden niefortunny żart i napięcie opada. I cała reszta.

Zauważyłam, że dla większości mężczyzn, których poznałam w swoim życiu podstawą dobrego samopoczucia jest dobry seks. Jeśli nie zapewnia go partnerka, z którą się związali - znajdą sobie inną, choćby na chwilę. Takie podejście - proste - mam potrzebę więc ją zaspokajam, bez zastanawianiem się nad konsekwencjami (np. przypadkową ciążą) mają tylko mężczyźni. 

Kobiety rzadko mają tak proste i lekkie podejście do seksu. Przeważnie potrzebują zapewnienia o uczuciach, nie chcą ograniczać się do jednorazowego spotkania. Bliskość w łóżku powoduje nadzieję na coś więcej niż tylko seks. Dlatego tak często czują się zranione gdy mężczyzna opuszcza sypialnię i nie wraca. Jeśli zostaje na dłużej przeważnie dlatego, że nie chce mu się szukać w danym momencie. Co nie oznacza, że zostanie na zawsze.

Zrozumienie i pogodzenie się z tymi mechanizmami znacznie ułatwia życie.