niedziela, 4 października 2015

Budowa cepa

Kawka nie jest skomplikowanym do sporządzenia napojem, wymaga jednak znajomości proporcji w zależności od upodobania mocy, słodyczy oraz innych dodatków wpływających na końcowy efekt smakowy.

Obserwując zachowania ludzi doszłam do wniosku, że kobiety są bardziej skomplikowane od mężczyzn. Przez wieki kształtowania osobowości mężczyźni skupili się jedynie na polowaniu, a kobiety na całej reszcie.

Otóż, mężczyzna, jak ktoś kiedyś powiedział - jest prosty jak budowa cepa. Cep to przyrząd do młócenia, składa się z dwóch kijów połączonych skórzanym rzemieniem, konstrukcja zatem skomplikowana nie jest. Nie jest moim celem obrażanie kogokolwiek, a raczej ułatwienie zrozumienia postępowania mężczyzn.

Większość gatunków żyjących na Ziemi składa się z dwóch uzupełniających się wzajemnie płci, z których jedna, z udziałem drugiej wydaje na świat potomstwo. Wśród zwierząt obserwuje się zachowania podobne do tych, które występują także u ludzi. Samiec stara się o względy samicy by zostawić po sobie potomstwo. Samica gdy już je urodzi opiekuje się nim, karmi, chroni, przygotowując do samodzielnego życia. Zazwyczaj zajmuje się potomstwem sama bo samiec szuka następnej, która także urodzi jego potomków. Niektóre gatunki samców zdobywają pożywienie, bronią terytorium i czasem biorą udział w opiece nad młodymi.

Zauważyłam, że większość mężczyzn stara się o kobiety nie tylko w celu pozostawienia po sobie jak największej ilości potomstwa, głównym celem jest zapewnienie sobie wygodnej obsługi i zaspokojenie potrzeb seksualnych.

Zdobywanie pożywienia przestało być głównym zajęciem mężczyzn, skończyła się w związku z tym era polowań na zwierzęta, które są w większości hodowane w celach konsumpcyjnych. Polowanie natomiast mężczyźni mają we krwi i polują na kobiety, samochody i gadżety.

Słuchając rozmów moich znajomych mężczyzn zaobserwowałam trzy podstawowe tematy. Na pierwszym miejscu jest seks - zdobycze, techniki, miejsca i czas. Kolejnym tematem są samochody - osiągi, mandaty za przekroczenie prędkości, krytyka zachowania kierowców  (sami zazwyczaj są mistrzami) i ewentualnie naprawy.

Tak na prawdę, w większości przypadków zajmują się wyłącznie pracą zawodową  (jeśli ją mają) i zaspokajaniem swoich potrzeb. Jeśli zaspokajają, przy okazji potrzeby kobiety, to tylko dlatego by kobieta zaspokoiła ich potrzeby seksualne. 

Kobiety chcą być kochane, adorowane i komplementowane. Myślą, że tym poświęcającym się dla nich mężczyznom zależy na ich wnętrzu... Zadziwia mnie to, że całe wieki doświadczeń jeszcze nie uświadomiły kobietom, że role jakie im mężczyźni wyznaczają stworzyli tylko i wyłącznie po to, by je sobie podporządkować.

Odwiedzając fora internetowe czy portale społecznościowe poznaję różne opinie kobiet na temat mężczyzn i mężczyzn na temat kobiet i trudno jest mi się pogodzić z ilością pogardy, poniżenia i względem często najbliższych osób. Zupełnie jakby następstwem partnerki lub partnera było późniejsze publiczne pastwienie się nad nią lub nad nim. 

Niestety, więcej jest krytycznych wypowiedzi mężczyzn na temat partnerek niż kobiet na temat partnerów, często są chamskie i wulgarne, zupełnie jakby mężczyźni nie mieli uczuć tylko samą chuć. Wystarczy przejrzeć kilka stron zawierających tak zwane memy, podobno zabawne. Żaden z twórców takich dowcipów nie zastanawia się jak może łatwo zranić kogoś.

Oczywiście tylko kobiety muszą mieć do siebie dystans i poczucie humoru na swój temat, cytując jedną z moich ulubionych felietonistek: mężczyzna to bardzo delikatna konstrukcja. Jeden niefortunny żart i napięcie opada. I cała reszta.

Zauważyłam, że dla większości mężczyzn, których poznałam w swoim życiu podstawą dobrego samopoczucia jest dobry seks. Jeśli nie zapewnia go partnerka, z którą się związali - znajdą sobie inną, choćby na chwilę. Takie podejście - proste - mam potrzebę więc ją zaspokajam, bez zastanawianiem się nad konsekwencjami (np. przypadkową ciążą) mają tylko mężczyźni. 

Kobiety rzadko mają tak proste i lekkie podejście do seksu. Przeważnie potrzebują zapewnienia o uczuciach, nie chcą ograniczać się do jednorazowego spotkania. Bliskość w łóżku powoduje nadzieję na coś więcej niż tylko seks. Dlatego tak często czują się zranione gdy mężczyzna opuszcza sypialnię i nie wraca. Jeśli zostaje na dłużej przeważnie dlatego, że nie chce mu się szukać w danym momencie. Co nie oznacza, że zostanie na zawsze.

Zrozumienie i pogodzenie się z tymi mechanizmami znacznie ułatwia życie.

czwartek, 10 września 2015

Po chrześcijańsku

Dobrze, że kościół nie dyktuje jaką kawkę można pić, a jakiej nie. Często czarna, mocna kawka nazywana jest szatanem i nie wiem czy jest dozwolonym napojem dla katolików.

Co jakiś czas pojawiają się takie artykuły ja ten: http://wiadomosci.onet.pl/religia/seks-wiara-bog-mara-wywiad/zynj86

Przez wiele lat, a nawet wieków, kościół głosił: nie zabijaj, nie kradnij itp. mordując jednocześnie miliony ludzi i grabiąc ich majątki, nie rozumiem więc czemu ma być autorytetem w jakiejkolwiek sprawie.

Podobno kościelne nauki głoszą że należy miłować bliźniego, wydaje mi się jednak, że ten bliźni koniecznie musi być katolikiem, bo jeśli jest to osoba niewierząca lub wyznaje inną religię - jest wrogiem. Nawet jeśli osoba jest jeszcze wierząca, a szanuje inny światopogląd - także jest wrogiem.
 
Nienawistny ton jakim wypowiadają się katolicy o innych przybiera coraz ostrzejszą barwę zbliżając się do agresji na poziomie islamistów. Nawet między najbliższymi osobami. W kościołach karmią się nienawiścią, wychodzą z nią na ulicę machając krzyżami - to chore. Islamiści ścinają niewiernym głowy, katolicy torturowali i palili niewiernych żywcem na stosach. Sama nie wiem co gorsze...

Myślę, że osób wierzących będzie sukcesywnie ubywać, ludzie są coraz bardziej świadomi i przestają wierzyć w bajki. To budujące, bo ile lat można karmić się bajkami? Życie to nie bajka. 

Kościół doskonale zdaje sprawę z sytuacji, widzi zagrożenie dla swojej stabilnej, dotychczas, sytuacji finansowej, rosnącej, pomimo piętrzenia utrudnień, liczby osób wypisujących się z jego struktur i malejącej  decydujących się na ochrzczenie dziecka.

Wydaje mi się, że to kwestia jednego-dwóch pokoleń i kościół przestanie istnieć. Próbuje zatem rozpaczliwie utrzymać się u władzy, mając jeszcze potężny, aczkolwiek coraz starszy elektorat.  Wśród swoich znajomych mam coraz więcej osób, które przestają wierzyć w bóstwa, mam też i takie, które żarliwie się modlą i wierzą, że te modły pomogą w różnych sprawach.

Nie podoba mi się, że kościelni funkcjonariusze, utrzymujący się z pieniędzy wyłudzonych od nieświadomych ludzi nastawiają ich przeciwko innym, to podłe i bezczelne. Jakim prawem uważają się za nadludzi? Dziwi mnie, że ludzie tak dają sobą manipulować, w XXI wieku...

Poniżanie ludzi, którzy mają odmienne poglądy, różne orientacje seksualne, style ubierania się, spędzania wolnego czasu, wierzą w inne bóstwa, a nawet wykonujących zawody, które kościołowi się nie podobają -  to bulwersujące zachowania, które, mam nadzieję, przyczynią się do rychłego końca tej instytucji.

Każdy ma prawo do życia według swojego upodobania, do prywatności, a także do wyboru partnera życiowego. 

niedziela, 30 sierpnia 2015

Miłość czy majątek?

Moje uczucia do kawki także nie są bezinteresowne. Oczekuję doznań smakowych, zapachowych i pobudzenia do działania. Postanowiłam zaakcentować moje upodobanie do tego napoju pisząc bloga pod tytułem Kawka do łóżka właśnie dla tego napoju.
Zauważyłam, że osoby, które chcą wszystkich uszczęśliwiać same szczęśliwe nie są. Wygląda to na chęć zwrócenia uwagi na siebie i na swoje potrzeby. Uszczęśliwiając innych osoby takie liczą, że trud włożony w pomoc innym wróci do nich, jednak bardzo rzadko tak się dzieje.
Sama, gdy komuś dzieje się krzywda - odruchowo myślę w jaki sposób mogę mu pomóc. Pomimo wielu doświadczeń niewdzięczności ze strony osób, którym pomogłam, nie  zawsze potrafię powstrzymać się od reakcji.
Asertywności trzeba się nauczyć, nie jest to łatwe, zwłaszcza w stosunku do osób najbliższych, warto podjąć starania dla własnego lepszego samopoczucia.

Obserwując różne związki - koleżeńskie, przyjacielskie, partnerskie czy też rodzinne, zauważyłam, że osoby, które chcą jak najwięcej uzyskać potrafią się spiąć nawet na wiele lat i udawać gotowych pomóc każdej sytuacji. Gdy tylko coś nie idzie zgodnie z ich oczekiwaniami, stają się agresywne, nagle ich pomocna dłoń cofa się, a nawet jest skłonna skrzywdzić osobę, którą określały jako najbliższą, najdroższą i najukochańszą.

Ostatnio zetknęłam się z taką sytuacją - dwoje ludzi, z bagażem doświadczeń. Kobieta rozwiedziona z alkoholikiem, mężczyzna, rozwiedziony z chorą psychicznie żoną.
Kobieta atrakcyjna, samodzielna i niezależna finansowo, posiadająca własne mieszkanie, dobrą pracę na kierowniczym stanowisku i mężczyzna posiadający jedynie sprawne ręce do różnych robót, pracujący fizycznie w jednym z dużych zakładów przemysłowych na trzy zmiany. Oboje posiadający dorosłe, samodzielne dzieci. Poznali się przez wspólnego znajomego, który stwierdził, że do siebie pasują i może warto poznać ich ze sobą.

Oczarowany mężczyzna przez kilkanaście lat gotów był na wszelkie poświecenia aby tylko zostać przyjętym przez kobietę i jej rodzinę. Kobieta, zapewniała mieszkanie, wypoczynek wakacyjny, kupiła samochód (nie posiadając prawa jazdy), którym razem jeździli, działkę, gdzie wypoczywali.

Dotrwali razem do emerytury i kobieta zgodziła się na zawarcie związku małżeńskiego, podpisując wcześniej, u notariusza, rozdzielność majątkową. Wielokrotnie uświadamiała mężczyznę, że to, czego dorobiła się sama, zanim go poznała będzie należało tylko do niej i jej dzieci.


Mężczyzna zdawał się zgadzać z decyzjami kobiety w sprawie zgromadzonych przez nią dóbr. Kobieta podjęła decyzję by przepisać własność mieszkania na jedno ze swoich dzieci. Reakcja mężczyzny na ten fakt potwierdziła jego uczucia do niej.
- Jeśli tak ma być - to ja odchodzę - powiedział - wyprowadzam się natychmiast.
- Przecież nikt cie nie wyrzuca - powiedziała córka - będziecie nadal tu mieszkać, do końca życia.
- Nie będę mieszkał w mieszkaniu, które nie będzie należało do mojej żony - powiedział mężczyzna.
- Nie podejmuj pochopnych decyzji - powiedział syn kobiety - przecież jesteście razem ponad dwadzieścia lat.
- Zostanę tylko w przypadku - powiedział mężczyzna - gdy decyzja będzie cofnięta.

Wszystkie poprzednie ustalenia runęły, liczyło się tylko to, kto jest właścicielem mieszkania. Okazało się, że mężczyzna, który przyszedł do kobiety z przysłowiowymi gołymi rękami, rości sobie prawa do własności kobiety pomimo jej wcześniejszych oświadczeń dotyczących spraw majątkowych.

Z jego zachowania wynikało, że za swoją pomoc oczekiwał wymiernych korzyści, choć przez ponad dwadzieścia lat korzystał ze wszystkich dóbr zgromadzonych samodzielnie przez kobietę. 

Założył, że będzie żył dłużej od kobiety (nie wiem na jakiej podstawie) i zostanie wyrzucony przez dzieci z mieszkania, gdy zostanie sam. Zapewnienia jej dzieci, że tak się nie stanie okazały się niewystarczające.

- Całe życie komuś pomagam - mówił rozgoryczony - chciałbym mieć coś dla siebie z życia.

Zapomniał chyba, że właśnie przez ponad dwadzieścia lat miał wiele więcej z życia od tego co sam mógłby sobie zapewnić. Swoim zachowaniem pokazał jak na prawdę wglądają jego uczucia, na czym najbardziej mu zależy. 
Przez lata spędzone z kobietą starał się wypracować o sobie opinię kochającego męża, który swoją pomocą zarabia na majątek żony, pomimo jej zabezpieczenia w postaci podpisanej rozdzielności majątkowej.

Przychodzi mi na myśl piosenka Izabeli Trojanowskiej Nic za nic - wszystko da się wycenić. Uczucia nie mają znaczenia, bo nie zapewnią utrzymania ani dachu nad głową.

sobota, 25 lipca 2015

In vitro

Przy porannej kawce czytałam przeróżne wiadomości. Kawka, jak zawsze - wyborna, wiadomości - już nie bardzo...

Dowiedziałam się, między innymi, że jakiś kardynał nie chce odprawić mszy za ustępującego prezydenta, bo ten podpisał ustawę w sprawie stosowania in vitro. Ach ten kościół i jego poglądy...

Na co komu ta msza za prezydenta? Chyba przede wszystkim kościołowi, by zainkasować należność za jej odprawienie. Z drugiej strony - może w końcu nasze władze przestaną wciskać księży z kropidłami na każde wydarzenie.

Co do in vitro, uważam, że ludzie powinni mieć wybór, podobnie jak przy decyzji o aborcji, to nie są decyzje, które ma podejmować kościół! Kościół niech sobie decyduje, który ksiądz, czy która zakonnica ma mieć dziecko. Mają swoje struktury, to niech sobie tworzą własne zasady dotyczące swoich struktur. Prezydent nie decyduje o dzieciach duchownych, dlaczego kościół ma decydować o dzieciach świeckich obywateli?

Dla mnie metoda pozaustrojowego zapłodnienia to możliwość dla osób, które nie mogą mieć dzieci poczynając je w naturalny sposób, a bardzo by chcieli. Nie widzę niczego złego w tym, że nauka wychodzi na przeciw takim ludziom. Oczywiście należy dostosować prawo, by nie pojawiały się nadużycia i w tym celu powstała ustawa.

Kościelni przedstawiciele wypowiadają się w temacie in vitro nie mając przysłowiowego bladego pojęcia na czym polega ten proces. Co więcej - krzewią tę swoją niewiedzę z ambon, oświecając ciemnych ludzi, którzy powtarzają te brednie na łamach katolickich (i nie tylko) gazet, w katolickich rozgłośniach radiowych i stacjach telewizyjnych.

Ludzie nawet nie zadają sobie trudu by zgłębić wiedzę w tym temacie. Zainteresowałam się tą metodą nie dlatego, że chciałam z niej skorzystać, nie miałam takiej potrzeby, chciałam wiedzieć po prostu jak to wygląda. Ciekawska ze mnie osóbka.Żeby mieć zdanie na jakiś temat, należy się z nim zapoznać. 

Ciekawość pomogła ludzkości rozwijać się, zejść z drzewa lub wyjść z jaskini - jak kto woli. Niektórzy wolą dreptać w miejscu, a inni wolą iść na przód, należę do tych drugich. Cieszy mnie, że jest coraz więcej osób zgłębiających wszechstronną wiedzę, dobrze jest pamiętać, że kto nie idzie na przód - ten się cofa.

sobota, 18 lipca 2015

Strach przed fochem

Nie doświadczyłam nigdy focha ze strony kawki i nie wiem jak mógłby wyglądać... Na wszelki wypadek wypowiadam się o niej w samych superlatywach i nawet gdy się rozleje, nie robię jej wyrzutów, a raczej sobie.

Z ludźmi sprawa ma się inaczej. Ryzykiem jest zwrócić uwagę komuś, kto podejmuje decyzję w naszych sprawach, np. szefowi w pracy, foch takiej osoby może pogorszyć nasze położenie.

Nie radzę zwracać uwagi osobie, która przygotowuje dla nas posiłek, można mieć niemal pewność, że czegoś dosypie lub doleje.

Przekonałam się także o zgubnych skutkach szczerości i nie ma znaczenia czy dana osoba życzy sobie szczerości z naszej strony czy nie. Rzadko zdarza się, że ktoś chce usłyszeć szczerą opinię, raczej woli usłyszeć potwierdzenie własnego zdania.

Nigdy nie lubiłam udawać i nie za dobrze mi wychodziło sztuczne zachowanie. Na mojej twarzy natychmiast widać emocje, które czuję. Walczę z tym, bo mój rozmówca, zanim wypowiem swoje zdanie, wie czy będzie pozytywne, czy negatywne. Moi bliscy gdy chcą poznać moją opinię w jakiejś sprawie, wiedzą, że powiem to, co myślę.

Niektórzy cenią sobie szczere wypowiedzi ale z moich obserwacji wynika, że większość woli pozostać w nieświadomości niż poznać brutalną niekiedy prawdę.

Powiedzieć koleżance lub koledze, że źle wygląda z jakiegokolwiek powodu często wywołuje focha z jej lub jego strony pomimo dobrych intencji z naszej strony. Nawet gdy ktoś wyraźnie prosi o nasze zdanie, w odpowiedzi na naszą opinię można spotkać się z fochem. 

Kilka lat temu jedna z bliskich mi osób, wiedząc jak reaguję gdy coś mi się nie podoba zaprosiła mnie do siebie, założyła futro z norek i zapytała jak w nim wygląda. 
- Fatalnie - powiedziałam - Jest za duże, głowa wyrasta ci z kołnierza, masz szerokie bary i wyglądasz w nim jak niedźwiedź.
- Dlatego poprosiłam ciebie o zdanie - powiedziała - koleżanka chce mi sprzedać to futro i twierdzi, że wspaniale w nim wyglądam. Wiedziałam, że ty powiesz mi szczerze czy rzeczywiście tak jest. 

Ostatnio, jedna z bliskich mi osób została namówiona by wzięła sobie do towarzystwa kota. Znając jej sytuację, wiedziałam, że nie jest to najlepszy pomysł. Starałam się delikatnie wyperswadować jej ten pomysł, bo wiem, że koty wchodzą wszędzie. Wspinają się po meblach, wchodzą na stół, zjadają pozostawione na stole jedzenie, drapią meble i.t.p.
Moje uwagi na nic się nie zdały, kot zamieszkał pod jednym dachem ze szczęśliwą panią i panem, który jest bardzo wyczulony na wszelkie bakterie. Już widzę, oczami wyobraźni, kota spacerującego po stole lub blacie w kuchni, na którym przygotowuje się jedzenie i higienicznego pana, którego szlag trafi, bo takich sytuacji nie przewidział... Nie chcąc narazić się na focha postanowiłam nie wypowiadać się więcej w tym temacie, poczekam kiedy sami przyznają mi rację.

Nie uważam się za najmądrzejszą na świecie, zdarza mi się podejmować błędne decyzje, potrafię jednak, nawet po wielu latach, przyznać się do błędu. Zdarzyło mi się odszukać osobę, którą obdarzyłam fochem po kilku latach, przeprosić ją i przyznać rację, do dziś jesteśmy w dobrych stosunkach. 

Wiele osób próbowało mnie ostrzec przed zgubnymi skutkami związku z moim byłym partnerem. Jedną z nich była moja bardzo bliska przyjaciółka. Byłam tak zakochana, że nie chciałam słuchać nikogo, nawet jej. Zerwałam z nią kontakt. Po kilku latach, gdy przekonałam się, że miała rację, napisałam do niej list z przeprosinami za mojego focha. Przyjaciółka oczywiście doskonale mnie zrozumiała i nasza przyjaźń trwa nadal.

Foch to potoczne określenie obrażania się, nie koniecznie mającego sens. Najczęściej strzelają focha dzieci, którym rodzice czegoś zabraniają. Przeważnie, prędzej czy później, wyrasta się z takich zachowań. Nie każdemu jednak to się udaje. O ile jednak z fochem dziecka można sobie poradzić, to z dorosłym bywa gorzej. Przekonałam się,  że nie należy być zbyt szczerym, bo więcej można stracić niż zyskać. 

czwartek, 16 lipca 2015

Wychowanie fizyczne

Kawka pobudza do działania, do ćwiczeń również. Miło jest napić się kawki również po ćwiczeniach, np. w nagrodę za dobre wyniki.

Kiedyś ludzie więcej się ruszali, chodzili pieszo, bo nie każdy miał swój pojazd, zdobywali pożywienie uprawiając ziemię lub polując, żeby ogrzać się w domu musieli narąbać drewna lub przynieść węgla... Obecnie korzystamy z wielu udogodnień, co eliminuje ruch. Prace fizyczne wykonują maszyny, przemieszczamy się komunikacja lub samochodami, zakupy zamawiamy przez internet oszczędzając czas i siły, w zamian większość czasu spędzamy siedząc.


Dzieci kiedyś bawiły się na podwórkach grając w różne gry zręcznościowe, dziś grają w gry komputerowe siedząc w domu. Brak ruchu bardzo źle wpływa na stan zdrowia. Nawet sportowcy, po zakończeniu kariery, gdy nie trenują już intensywnie jak wtedy, gdy przygotowywali się do zawodów podupadają na zdrowiu.


Wykonując codziennie nawet podstawowe ćwiczenia, można utrzymać organizm w dobrej kondycji do późnej starości, potwierdza to spora grupa ludzi w podeszłym wieku, którzy starają się jak najwięcej ruszać.


Niedawno przeczytałam: Co dziesiąty uczeń zwolniony na stałe z WF-u http://m.interia.pl/fakty/news,nId,1848906? z moich doświadczeń wiem, że powodem nie zawsze są schorzenia. 

Zarówno dzieci jak młodzież nie chcą uczestniczyć w zajęciach WF-u nie tylko z powodu złego samopoczucia. Zdarza się, że wzajemnie dokuczają sobie z powodu wyglądu. 

Gdy byłam dzieckiem, dzieci także dokuczały sobie wzajemnie, ale nie na taką skalę jak obecnie. Nie ma miejsca dla osób, których sylwetka odbiega od bliżej nieokreślonej normy. O ile mniej dokucza się osobom z niedowagą, to dla osób z nadwagą nie ma litości. Nie zachęci się w ten sposób do ćwiczeń. Osoby, których wygląd jest wulgarnie wyszydzany, nie chcą ćwiczyć w grupie która je wyśmiewa i trudno się dziwić.

Sama, będąc dzieckiem nie miałam takich problemów, wyśmiewana byłam jednak gdy nie radziłam sobie z niektórymi ćwiczeniami sprawnościowymi, czy każdy musi mieć talent gimnastyczny? Czy każdy musi być szybkim biegaczem? Czy każdy musi mieć umiejętności w grach zespołowych?

Oczywiście, podczas takich zajęć można wyłowić młode talenty sportowe, podobnie jak w innych dziedzinach nauki - matematyka, fizyka czy chemia. Nie powinno to jednak oznaczać, że uczniowie nie wyróżniający się konkretnymi zdolnościami mają być wyśmiewani.

Gdy zaczęłam uprawiać nordic walking, moje marsze również były komentowane. Najczęściej słyszałam: zgubiła pani narty? Takim komentarzom często towarzyszył śmiech. Mając słuchawki i dosyć głośną muzykę w uszach, nie zawsze słyszałam co jest takiego śmiesznego w moim marszu z kijkami, z czasem przestałam na nie zwracać uwagę. 
Coraz więcej osób uprawia ten rodzaj sportu, coraz więcej osób biega, ale trudno mi powiedzieć czy mniej jest obecnie komentarzy na temat uprawiających tego rodzaju sporty na ulicach.

Jeśli ktoś chce uprawiać sport, to będzie go uprawiał, nawet gdy jako dziecko nie ma ku temu zdolności, nie powinno się jednak nikogo zniechęcać, a szyderstwa rzadko motywują do jakichkolwiek działań, częściej powodują zaniechanie i wycofanie. Warto zastanowić się nad powodami niechęci, a nawet strachu przed lekcjami W-Fu w szkołach.

niedziela, 5 lipca 2015

Dobra żona = dobra kucharka

Kawkę do łóżka mogę przyrządzić sobie sama, generalnie najbardziej smakuje mi kawka, którą sama sobie zrobię. 

Nie oczekuję od partnera żeby mi gotował, dlatego nie rozumiem dlaczego mężczyźni jako podstawowy wymóg przy wyborze partnerki stawiają jej umiejętność gotowania. To żenujące. W skrócie można stwierdzić, że mężczyźni nie potrzebują partnerki życiowej, seksualnej, czy chociażby przyjaciółki. Potrzebują kucharki, sprzątaczki i niańki do dzieci, które spłodzą.

Właśnie przeczytałam newsa o zaręczynach jednego z gwiazdorów telewizyjnych. Pozwolił swojej przyszłej narzeczonej wybrać pierścionek! Ma gest... W jednym z wywiadów na pytanie czego oczekuje od przyszłej żony odpowiedział, że byłoby cudownie gdyby umiała gotować (na pierwszym miejscu), musi być zawsze uśmiechnięta (z nad garów zapewne), trochę zwariowana (np. rzucać talerzami?), dobra (cóż za ogólne pojęcie) i tolerancyjna (wszystko wybaczać i podzielać zdanie męża?). 

Dojrzały 35 letni kawaler, zapewne dopieszczony przez mamusię, szuka drugiej mamusi, tylko młodszej. Chyba tylko po to, by móc z nią uprawiać seks, z tym, że nie na pewno, bo tolerancyjna żona powinna zaakceptować kochanki...

Z wypowiedzi różnych znajomych wnioskuję, że ludzie wiążą się ze sobą by razem dobrze zjeść. Całe życie podporządkowują jedzeniu.

- Co na śniadanie?
- Co na obiad?
- Co na kolację?

Podstawa małżeńskich dialogów. Czy na prawdę dwoje ludzi nie ma pomysłów na spędzanie ze sobą czasu? Kobiety, które są w związkach z mężczyznami nawet rozmawiając między sobą wymieniają się przepisami kulinarnymi, a wydawałoby się, że świat idzie na przód...

Słyszałam, że mężczyźni są świetnymi kucharzami, prowadzą nawet programy kulinarne. Kobiety również takie prowadzą. Co ciekawe, pokazywani są szefowie kuchni, którzy częściej krzyczą na swoich pracowników, używając niejednokrotnie wulgarnych wyzwisk i są to zarówno kobiety jak mężczyźni. Nie najlepiej zatem kojarzy mi się sztuka kulinarna...

Każdy związek zawierany jest w celu czerpania wzajemnych korzyści, żeby był udany, korzyści dla obu stron powinny być jednakowe. Jednakowy powinien być także wysiłek wkładany przez każdą ze stron. Warto wymieniać się codziennymi czynnościami, by nie odczuwać wykorzystywania przez drugą stronę.