wtorek, 30 września 2014

„Kto poślubi mojego syna?”

Niedziela, kawka w południe i pilot w ręku... Kawka pasuje do każdego programu telewizyjnego, może być film, reportaż, teleturniej czy zawody sportowe. 
Ja trafiłam na program: „Kto poślubi mojego syna?” Nie wiem kto wymyślił coś takiego... Kobiety walczą o mężczyznę, który ma sobie wybrać żonę, a raczej ma to za niego zrobić matka - żenada. 

Kiedyś królowie organizowali turnieje rycerskie, w których rycerze walczyli o rękę księżniczki. Dziś role się odwróciły...

Nie wiem co myśli sobie młoda kobieta idąc do takiego programu? Że zostanie gwiazdą? Prawdę mówiąc, gdybym była na miejscu jakiegokolwiek mężczyzny, nie zainteresowałabym kobietą, która wystąpiła w tym programie. Mężczyzna, za którego matka decyduje o wyborze partnerki też nie byłby dla mnie. Cały program, według mnie, ma na celu poniżenie kobiety.

Żenujące są też konkurencje, w których kobiety rywalizują. Na przykład - czy rozbierze się do nagiej sesji fotograficznej?  I taka „Mamuśka” bierze pod uwagę nie tylko sam fakt zdjęcia ubrania ale i czas, w jakim to nastąpi. Jeśli któraś z konkurentek zrobi to za szybko - „Mamuśka” jest bardzo zgorszona. 
Kolejna konkurencja, którą widziałam, to umiejętność zachowania się w restauracji. Trzeba było wykazać się wiedzą na temat sztućców i odpowiednio dobrać je do podawanych dań. Mamuśki oczywiście codziennie jedzą raki, czy ślimaki, więc synowe też powinny znać się na sposobie spożywania takich potraw. 

Miałam cierpliwość żeby jeszcze zobaczyć jak zachowują się na spacerze - jeden mężczyzna i cztery walczące ze sobą kobiety. Jedna przez drugą nadskakiwały temu mężczyźnie, jednocześnie zachwalając siebie, jakie są romantyczne, wyrozumiałe i jakie mają wszechstronne zainteresowania. 

Nie byłam w stanie obejrzeć całego programu, pomimo kubka z kawką o dużej pojemności, więc nie wiem jakie były w finale kryteria oceny i która z kobiet „wygrała”.Trudno to nawet nazwać zwycięstwem. Według mnie wygranymi na pewno były te kobiety, które nie dostały się w szpony takiej Mamuśki. 

Będąc kobietą, też podlegałam ocenie przyszłej teściowej, nie brałam jednak udziału w zawodach. Tak się złożyło w moim życiu, że gdy dobrze dogadywałam się z „przyszłą teściową”, to kandydat na partnera życiowego nie spełniał moich wymogów, a gdy kandydat był udany, to jego matka mniej.

O związku przede wszystkim powinni decydować ci, którzy ten związek tworzą, gdy wtrącają się osoby trzecie, związek nie najlepiej na tym wychodzi.

poniedziałek, 29 września 2014

Emigracja

Gdybym zdecydowała się emigrować, na pewno byłby to kraj gdzie nie zabrakło by mi kawki.

Kilka razy w życiu rozważałam taką możliwość, dwa razy byłam bardzo blisko wyjazdu do innego kraju. Okoliczności jednak tak się złożyły, że zostałam w kraju, gdzie się urodziłam. 
Znam dużo osób, które wyjechały do innego kraju. Jednym wiedzie się bardzo dobrze innym gorzej, więc nie ma reguły. Znam też osoby, które mieszkały w kilku krajach w życiu.
Decyzja o zamieszaniu w innym kraju powinna być bardzo przemyślana. Zgodnie ze starym przysłowiem „Co kraj, to obyczaj”. 

Różnice kulturowe mogą być czasem trudne do zaakceptowania. Osobiście nie bywałam w krajach drastycznie różniących się od mojego, jednak w tych, w których bywałam też spotkałam się z odmiennym traktowaniem różnych dziedzin życia. Nie tak, żeby mi to przeszkadzało, po prostu inaczej.
Ludzie często emigrują w poszukiwaniu lepszej pracy, lepszych warunków mieszkaniowych, a czasem ze względów matrymonialnych.

Niedawno oglądałam film dokumentalny o chińskiej grupie etnicznej Mosuo, w której kobiety decydują o tym, czy wyjdą za mąż, czy urodzą dzieci. Są osobami samodzielnymi i decydującymi, mężczyźni muszą się ich słuchać. Związki między kobietami i mężczyznami nazywają się „chodzonymi”, ponieważ mężczyzna nie mieszka z kobietą, która go wybrała lecz ze swoją matką, a do kobiety przychodzi na noc, gdy ona wyrazi taką chęć, do swojego domu wraca rano. Bardzo ciekawe rozwiązanie biorąc pod uwagę te „Mamuśki”, które nie mogą się rozstać ze swoimi synusiami... Podział ról w rodzinach jest bardzo ściśle określony, jednocześnie zapewniający opiekę dzieciom, osobom chorym, czy starszym. Ludzie z tego plemienia, głównie zajmują się uprawą ziemi. 

W moim kraju kobieta musi być silną osobą, by samej zdecydować o tym, czy wyjdzie za mąż lub czy urodzi dziecko. Kobieta, która sama o sobie decyduje, natychmiast jest oceniana negatywnie przez społeczeństwo. Mój kraj jest uzależniony od katolickich władz kościelnych, więc według nich, podstawowym obowiązkiem kobiety jest rodzenie i wychowywanie dzieci, nie koniecznie z pomocą ojców tych dzieci. 

Gdy ojciec porzuci dziecko, według tych władz, jest to zgodne z ich normami, natomiast kobieta, która nie chce urodzić dziecka, bądź je porzuci, zasługuje na karę i jest napiętnowana, wyklęta i.t.p. Czytając biblię katolików oraz dogmaty kościoła katolickiego można dokładnie poznać jaką rolę kościół katolicki wyznaczył kobiecie.
Oczywiście i na szczęście, coraz więcej kobiet w moim kraju wyzwala się spod tej „opieki”, jest jednak jeszcze spora grupa głosząca, co nie znaczy, że przestrzegająca, kościelne przykazania.

Trudno jest żyć w takim społeczeństwie, ale są kraje, gdzie jest gorzej niż w moim kraju. Kobiety traktowane są jak niewolnice, nie mają prawa głosu, a gdy próbują przeciwstawiać się mężczyznom - są dotkliwie bite, torturowane, a nawet zabijane. Zwłaszcza w krajach islamskich.

Mam koleżankę, która wyszła za mąż za obywatela Austrii, urodziła dwójkę dzieci. Ponieważ nie pracowała, a wychowywała dzieci, mąż traktował ja jak służącą, nie mogła sama nigdzie wychodzić, dochodziło nawet do przemocy z biciem włącznie. Na szczęście udało się jej uciec wraz z dziećmi, pod pozorem odwiedzin u koleżanki, która załatwiła jej przez ambasadę możliwość powrotu do kraju. Był to dosyć drastyczny przypadek i trudno po nim oceniać obywateli Austrii. Znam tam jeszcze kilka „mieszanych” rodzin, które żyją bez takich ekscesów.

Jedna z moich koleżanek poślubiła Tunezyjczyka. Pomimo, że był to Arab, nie musiała przyjąć jego wiary. Małżeństwo ich trwało kilka lat, urodziła się im córka, lecz małżeństwo nie przetrwało zbyt długo, rozwiedli się i koleżanka także wróciła do swojego kraju. Trochę mnie to zaskoczyło, bo słyszałam, że rozwód z Arabem nie jest prostą sprawą, zwłaszcza, gdy ma się z nim dziecko. Słyszałam o przypadkach, gdy kobieta nie miała możliwości rozstania się z mężem, który był Arabem, a jeśli już wyraził zgodę na rozwód - nie mogła zabrać dziecka.

Są kraje, zwłaszcza w Europie, w których wygodniej się żyje mając chociażby lepsze warunki mieszkaniowe. Mieszkania wynajmuje się, a nie kupuje na własność, ceny wynajmu są przystępniejsze w stosunku do zarobków, wielkości mieszkań są też bardziej funkcjonalne. W związku z tym, młodzi ludzie dosyć szybko się usamodzielniają, wynajmując mieszkanie wspólnie np. z koleżanką, czy kolegą szkolnym. W moim kraju taki zwyczaj dopiero raczkuje, na wynajęcie w ten sposób mieszkania decydują się osoby pracujące.

Pracę można znaleźć w każdym kraju, podstawą jest chęć do pracy. W krajach Europy zachodniej są wyższe stawki wynagradzania ale i wyższe wymagania względem pracowników. Koszty utrzymania są w takich proporcjach do zarobków, że ludzi stać na mieszkanie w godziwych warunkach, zapewnienie sobie opieki medycznej i letniego, a nawet także zimowego wypoczynku. 

W moim kraju, miesięczne wynagrodzenie, w większości przypadków ledwie pokrywa koszty utrzymania. Gdy wypadnie w miesiącu większy wydatek spowodowany nieoczekiwanym zdarzeniem losowym rodziny ratują się kredytami, które spłacają wiele lat, obniżając życiowe standardy głównie kosztem tańszego jedzenia.

Emigrować, czy nie emigrować? Trudno powiedzieć, zwłaszcza, że „Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”...

wtorek, 23 września 2014

Zawód - lekarz

Kawka jest dla mnie najlepszym lekarstwem, bez lekarza wiem kiedy mi pomoże. Nigdy nie pomyślałam, że może mi zaszkodzić. Tak powinno się myśleć także o lekarzu. Życie, niestety skłania do innych refleksji.

Od wieków przyzwyczailiśmy się,  że gdy coś nam dolega, idziemy do lekarza. Ponieważ nie zawsze lekarz pomaga, od kilku lat wspieramy się również wiedzą z internetu. Po przeczytaniu opinii lekarzy w internecie, okazuje się, że nie zawsze diagnoza jest prawidłowa, że leki nie zawsze są dobrze dobrane lub, że możemy sobie pomóc naturalnymi środkami. 

Rynek medyczny ostatnio zdominowały koncerny farmaceutyczne. Musiał nawet powstać Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych. Sama nazwa jest powalająca. Urzędnicy z tego urzędu są prawie jak lekarze, na wszystko mają pigułki. To najlepsi znawcy medycyny z jakimi się spotkałam. Pozwolę sobie na wskazówkę - SARKAZM! Ponieważ znam kilka osób z tego urzędu przerażenie mnie ogarnia co do ich rodzin.

Młoda kobieta z mojego najbliższego otoczenia, zawiedziona metodami leczenia, z którymi się zetknęła, sięgnęła do naturalnych sposobów wspomagających organizm w walce z chorobami. Okazało się, że nie musi truć się chemią, która lecząc jedną chorobę, wpędza w drugą. 

Zastanawiałam się dlaczego lekarze nie proponują pacjentom zmiany diety i naturalnych środków pozyskanych np. z roślin, tylko od razu aplikują silne środki farmakologiczne. Widząc w przychodniach przedstawicieli koncernów farmaceutycznych odpowiedź nasuwa się sama - bez farmaceutyków lekarze nie mieliby pracy!

Oczywiście lekarze są potrzebni, nie neguję ich istnienia. Mogliby tylko zadbać o pacjentów, a nie wypróbowywać na nich leki polecane przez firmy farmaceutyczne. Poprawna diagnoza to jest sztuką, dziwi mnie tylko, dlaczego pacjenci nie są szczegółowo badani? Jeśli lekarz nie potrafi prawidłowo zdiagnozować pacjenta, to jakim cudem jest lekarzem?
Szczegółowe badania diagnostyczne realizowane są w takiej ilości, że pacjenci zapisywani są na kilka lub kilkanaście lat! Niektórzy pewnie nie dożyją diagnozy...

Pamiętam kobietę, która w wieku 60 lat miała amputowaną pierś z powodu nowotworu. Lekarz, który ją operował zdecydował o podaniu jej po operacji antybiotyku, który był dość kosztowny. Mało brakowało, a zostałby wyrzucony z pracy. Usłyszał od swojego przełożonego, że osobom: „w tym wieku” nie podaje się tak drogich leków. 

Inny lekarz (leczący bliską mi osobę), przez trzy lata nie potrafił dobrać jej leków (mając tytuł doktora nauk medycznych w zakresie neurologii), doprowadzając drastycznego rozwoju choroby, którą przez trzy lata można było znacznie powstrzymać. 

Lekarz to człowiek, któremu powierzamy swoje życie, obdarzamy zaufaniem. Gdy kilku lekarzy nie potraktuje rzetelnie swojego zawodu, tracimy zaufanie do reszty wykonującej ten zawód. W efekcie chory człowiek, płacący przez większość życia składki na ubezpieczenie musi sobie radzić sam z chorobą. 

Ja w swoim życiu trafiłam, na szczęście, na lekarzy, którzy mi pomogli, dwa razy nawet uratowali mi życie, ale gdy rozmawiam z ludźmi, to większość jednak takiego szczęścia nie miała i nie ma.

Jest cała masa seriali pokazujących życie i pracę lekarzy. Pokazane są w nich różne postawy. Lekarze, wykonujący swój zawód z poczuciem spełniania misji niesienia pomocy ludziom i tacy, którzy traktują swoich pacjentów przedmiotowo, jako źródło zarobku. W realnym świecie jest podobnie. 

Serialowy świat różni się od realnego głównie scenografią. Większość przychodni, czy szpitali nadal wygląda dużo gorzej niż te, które pokazywane są w filmach. Warunki, w jakich pracują lekarze i sprzęt,  który mają do dyspozycji też w pewnym stopniu jest utrudnieniem wykonywania zawodu. Obserwuję jednak postępujące zmiany w tej dziedzinie zmierzające w dobrym kierunku, tylko czy dożyję efektów tych zmian?

niedziela, 21 września 2014

Mistrzowie

Mistrzem wśród napojów, według mnie, jest kawka. Jest cenionym napojem na całym świecie. Często występuje w reklamach, ale nie gwiazdorzy. Jest skromna i robi swoje - uprzyjemnia ranki i wieczory,  pobudza do działania.

Jest wiele dziedzin życia, które mają swoich mistrzów, najwięcej jednak jest ich w sporcie. Wczoraj nasza narodowa reprezentacja Siatkarzy została mistrzem świata. To wielki wyczyn, biorąc pod uwagę z kim wygrali i w jakim stylu.

Nie jestem wiernym kibicem Siatkarzy, cokolwiek wiem na temat zasad gry, znam kilka nazwisk członków naszej reprezentacji, ale najwyższy czas to zmienić. Wczorajszy mecz bardzo mi się podobał. Widać było od początku, że to grają mistrzowie. Brazylia była mistrzem świata od kilkunastu lat i nasza reprezentacja odebrała im ten tytuł. Podziękowania należą się całej naszej drużynie.

Radość jest ogromna i skłania do refleksji. Jeśli chodzi o sporty drużynowe,  to najwięcej mówi się o drużynie piłki nożnej, która od wielu lat nie odniosła sukcesu. Jej członkowie są za to bohaterami pierwszych stron gazet, portali internetowych, czy programów telewizyjnych, a ile wiemy o naszych Siatkarzach? Nie jesteśmy w stanie wymienić nawet ich nazwisk!

Po wczorajszym meczu sama zapamiętałam tylko kilka z nich: Mateusz Mika - był gwiazdą wczorajszego meczu, Mariusz Wlazły - dostał nawet nagrodę dla najlepszego zawodnika, Paweł Zagumny - najstarszy na boisku, ale gdy wszedł do gry, natychmiast wynik się poprawił. Zapamiętałam jeszcze Karola Kłosa - wyróżnionego najlepszego blokującego, Michała Winiarskiego - Kapitana naszej reprezentacji i Marcina Możdżonka.

Zawodników piłki nożnej znamy niemal wszystkich. Głównie z powodu powtarzania w mediach ich nazwisk, z różnych powodów. Są gwiazdami, osiągając wyniki wyłącznie w drużynach poza naszymi granicami. Dla nich kibice mają hymn „Nic się nie stało”, a Siatkarzom zaśpiewali nasz hymn narodowy tak, że chyba wszyscy mieli „ciary”.

Sporty drużynowe są trudne ze względu na to, że zawodnicy muszą się świetnie rozumieć, muszą być zgrani i przewidywać strategię drużyny przeciwnej. Nasza reprezentacja, przegrywając pierwszy set, była bardziej skupiona niż reprezentacja Brazylii. Zawodnicy brazylijscy, pod wpływem emocji, chwilami nie bardzo skupiali się na rozgrywkach, co przyczyniło się do przewagi naszej reprezentacji. Obie drużyny były bardzo dobre, wczoraj po prostu reprezentacja Polski była lepsza.

Zawód - polityk

Kawka swoim zapachem obiecuje mi niezwykłe doznania smakowe i zawsze dotrzymuje obietnic.

Pojęcie polityki jest definiowane i rozumiane na wiele sposobów. Wszystkie jednak sprowadzają się do zdobycia władzy nad innymi i rządzenia w grupie społecznej jaką tworzą mieszkańcy danego obszaru, mniejszego lub większego. Czy będzie to przedsiębiorstwo, miasto, czy kraj, zasady działania i zachowań są podobne. Osiągnięcie celów wyznaczonych przez organizacje polityczne, jest istotą działania polityka. 

Sztuka zdobywania władzy doczekała się wielu opracowań w literaturze, kierunków studiów oraz profesjonalnych doradców do spraw wizerunku politycznego, którzy uczą różnych metod manipulacji, potrzebnej do wywierania wpływu na wyborców. 

Moje obserwacje w tej dziedzinie życia pojawiły się gdy zaczęłam pracować gronie osób pełniących funkcje publiczne. Ponieważ pracuję w takich strukturach od 17 lat, miałam możliwość obserwowania różnych opcji politycznych. 

W mojej ocenie osoby piastujące funkcje publiczne niczym się między sobą nie różnią. Niewiele z tych osób chciało lub chce zrobić coś dla kraju, czy społeczeństwa, w którym funkcjonują. Bez względu na opcję polityczną będącą u władzy wszyscy zachowują się tak samo. 

Obejmując stanowisko, osoba, wybrana w wyborach, desygnowana przez swoją partię, zastaje zespół ludzi, z którymi współpracował poprzednik. Z reguły osoby, które wcześniej kierowały zespołami pracowników są wymieniane. Czasem nawet zdarza się, że nowi kierownicy mają odpowiednie kompetencje. Tak zwani „szeregowi pracownicy" bardzo rzadko są wymieniani, wszyscy przecież nie mogą być nowi,  bo ktoś musi być z doświadczeniem w wykonywaniu merytorycznej pracy. 

To mnie nauczyło, że najbezpieczniej jest pracować na stanowisku szeregowym. Podczas mojego siedemnastoletniego zatrudnienia opcje polityczne zmieniały się kilkukrotnie. Moi szefowie także. Nie zmieniał się tylko zakres moich obowiązków. Kończy się kadencja wybrana kilka lat temu, nie wszystkim podobały się decyzję rządzących, jestem bardzo ciekawa, kto wygra kolejne wybory. 

Dziwi mnie przy okazji wyborów frekwencja. Dużo ludzi wypowiada się krytycznie na temat władz, ale gdy pojawia się możliwość wybrania kogoś innego - nie idą głosować. 
Ostatnio Szkoci głosowali w referendum za oddzieleniem od Wielkiej Brytanii, frekwencja wyniosła prawie 85%, nie to co u nas, między 40, a 50%. Ludzie najpierw walczą o prawo głosu, a następnie z niego nie korzystają. 

Politycy starają się dobrze sprzedać, obiecują wiele, rzadko udaje się im spełnić te obietnice. Najgorsze jest to, że nie muszą. Najwyżej następnym razem przegrają i będą w opozycji, a przez czas kadencji zarobią niemałe pieniądze. 
Gdy byłam dzieckiem, najpierw słyszałam,  a później doświadczyłam na sobie, że osobom należącym do partii, wówczas komunistycznej, lepiej się wiodło, niż bezpartyjnym. Miałam znajomych, których rodzice, jedno lub oboje, należeli do partii rządzącej, nie brakowało im niczego. Moi rodzice byli bezpartyjni.  Organizacje partyjne dbały o swoich członków. Nie o wszystkich jednakowo. Tak jest i dziś. 

Obserwuję jak wiedzie się osobom należącym do partii politycznej. Znajdują się dla nich miejsca pracy, atrakcyjne i z wysokim wynagrodzeniem, mieszkania w przystępnych cenach. Dzieci polityków uczęszczają do renomowanych szkół, następnie rodzice znajdują im pracę i interes się kręci. 

Co musi zrobić polityk by dojść do władzy?  Otóż, przede wszystkim - musi znać odpowiednie osoby. Jeden pcha w górę drugiego, nazywają to „poparciem”. Czym trzeba się wykazać by zyskać poparcie?  Nie koniecznie kompetencjami. Na pewno spolegliwością wobec szefów, komplementowaniem ich poczynań, gotowością na każde skinienie i bezgraniczną lojalnością. 

Ja na polityka się nie nadaję, za bardzo widać po mnie uczucia, wole podtrzymać bezpartyjną tradycje rodzinną, chociaż ciężko muszę na wszystko zapracować.

czwartek, 18 września 2014

Wygląd, czy wnętrze?

Kawka, nawet najpiękniej wyglądająca nie zawsze jest smaczna. Czasem taka, która wygląda przeciętnie ma niebywały smak i aromat, a pięknie podana, w wytwornej zastawie, ozdobiona bitą śmietaną, kolorową posypką - nie spełnia oczekiwań smakowych.

Z ludźmi jest podobnie. Ocenianie rozpoczyna się od wyglądu, bo pierwsze, na co zwraca się uwagę to jest wygląd. Choć wygląd zewnętrzny nie powinien rzutować na wartość osoby, najczęściej tak się zdarza. Obserwując ludzi, słuchając wypowiedzi zauważyłam, że przeważnie mówią to, co chce usłyszeć rozmówca. 

Mężczyzna, którego partnerką jest piękna (choć to rzecz gustu) kobieta, nawet nie będzie usiłował zgłębiać jej wnętrza. Gdy natomiast partnerka nie jest zbyt urodziwa (to także rzecz gustu) można przypuszczać, że mężczyzna nie kierował się tylko wzrokiem przy wyborze. 

Podobnie jest z kobietami, chociaż rzadziej w pierwszej kolejności zwracają uwagę na męską urodę. Wydaje mi się, że, jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny, uwagę kobiety częściej zwróci zadbany mężczyzna, nawet jeśli nie jest zbyt urodziwy (kobiety także mają różne gusta), niż przystojniak z brudem za paznokciami czy tłustymi włosami.

Podobno mężczyźni są wzrokowcami i wygląd kobiety ma dla nich większe znaczenie niż jej wnętrze. Owszem, znam wielu takich mężczyzn. Lubią pokazać kolegom, jaka piękną kobietę mają u swego boku. Kobiety także lubią pochwalić się przystojniakiem. Niestety uroda nie zawsze idzie w parze z rozumem, prawdę mówiąc wolę spotykać się z mężczyzną, z którym mam o czym porozmawiać, niż z pięknym ćwierćinteligentem. 

Tak, na piękno można popatrzeć, to też przyjemność, tylko że na dłużej, to troszkę za mało. Poza tym piękni wymagają hołdów, sami nie starając się zbytnio. To moja obserwacja. 

Mam w pracy kolegę, który jest bardzo przystojnym mężczyzną. Nie jest to tylko moje zdanie ale również mojej koleżanki, która ma zupełnie odmienny od mojego gust. Wprawdzie znam go tylko z pracy ale mam wrażenie, że wygląd zewnętrzny nie przeszkadza mu być dobrym mężem i ojcem. Jego żona nie pracuje zawodowo, wychowuje dzieci. Nie wiem nawet jak wygląda. Nawet jeśli nie jest zbyt urodziwa, to ma w nim towarzysza życia, na którego może liczyć. 

Mam też innego kolegę, który mało, że nie jest przystojny, to w jego wyglądzie zewnętrznym nie znajduję niczego, co mogłoby się spodobać. Jest za to bardzo pogodny, dowcipny i koleżeński, ma żonę i dwójkę dzieci, a więc zapewne wnętrze, które porwało jakąś kobietę. 

Kobieta, pracująca na tym samym piętrze co ja, bardzo ładna brunetka, z pięknymi długimi włosami, zgrabna, na pewno podoba się mężczyznom. Jest tak wyniosła i zimna, że trudno jest z nią o czymkolwiek porozmawiać, poza „dzień dobry”, nie mam ochoty na wymianę innych zdań. Jakież musi mieć wnętrze?  Początkowo myślałam, że jest nowa, a więc nieśmiała, ale pracuję już kilka lat i zachowuje się tak samo, jakby bardzo się męczyła przebywając w naszym towarzystwie. 

Myślę, że wnętrze jest czasem bardziej pociągające niż wygląd zewnętrzny. Odkrywa się je zwykle powoli, potrafi zaskoczyć, zarówno pozytywnie, jak i negatywnie. Czasem można poznać kogoś interesującego, zanim się go zobaczy i wtedy jego wygląd zewnętrzny nie ma znaczenia. 

środa, 17 września 2014

Śmieci

Czy kawka generuje dużo śmieci? Tak, sprzedawana na wynos - na pewno. Fusy,  z przyrządzanej w domu, mogą być wykorzystane jako nawóz.

Codziennie widzę, jak ludzie śmiecą na ulicach i zastanawia mnie - czy nikt ich nie uczył do czego służą śmietniki??? Ja jestem nauczona, że jeśli nie ma w pobliżu śmietnika, niosę w ręku to, co mam do wyrzucenia, dopóki nie znajdę kosza na śmieci. Tego samego nauczyłam moje dziecko. Czy to takie trudne?

Wczoraj czekałam na autobus i widziałam jak mężczyzna w wieku około 20 lat jadł hamburgera, na opakowaniu znajdowało się logo McDonald. Po zjedzeniu hamburgera, opakowanie zwinął w kulkę i rzucił na chodnik, chociaż obok stał kosz na śmieci, po czym przydepnął, nie wiem w jakim celu...  Nie był sam, stał w towarzystwie kilku młodych osób, kobiet i mężczyzn. Nikt nie zwrócił uwagi na to, co zrobił, jakby to była normalna sprawa, rzucić śmieć pod nogi. Ciekawe, czy u siebie w domu też rzuca śmieci na podłogę?

Tak mamy wychowane młode pokolenie. Co nie znaczy, że starsze zachowuje się inaczej. Ludzie wyrzucają śmieci w różnych miejscach, nie przeznaczonych do tego celu. Najczęściej zaśmiecają lasy, gdzie jest miejsce na odpoczynek, relaks podczas zbierania grzybów, czy spacerów. Ostatnio słyszałam o mężczyźnie walczącym z kierowcami, którzy wyrzucają śmieci przez okno samochodu, brak mi słów. W zamierzchłych czasach, gdy pod domami znajdowały się rynsztoki, zdarzało się, że odpadki wyrzucane były przez okno, wydawało mi się, że przez lata społeczeństwo uczone było kultury, zmieniającej zachowanie na bardziej cywilizowane.

Nie potrafię tego zaakceptować. Tyle mówi się o ochronie środowiska, segregowaniu śmieci, recyklingu, w innych krajach udaje się nauczyć społeczeństwo, dlaczego w Polsce - nie? Idąc ulicą wszędzie widzę rozrzucone opakowania po różnych produktach: pudełka po papierosach, puszki i butelki po napojach, papierki po cukierkach, nawet pudełka po pizzy czy innych daniach sprzedawanych na wynos. U mnie pod domem, na trawnikach rzucane są takie opakowania. Podjeżdża samochód na parking, pasażerowie się posilają, następnie opakowania lądują na trawniku, a samochód odjeżdża. Trudno jest złapać „na gorącym uczynku” takie osoby, bo zapewne robią to, gdy nie ma nikogo w pobliżu.

Zastanawia mnie walka z właścicielami psów, które załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne na trawnikach. Przecież odchody psów podlegają biodegradacji, wystarczy, że spadnie deszcz, a puszki, butelki, pety papierosów, czy plastikowe pojemniki po jedzeniu, zostają... Oczywiście nie wygląda to pięknie gdy dwadzieścia psów załatwi się na jednym trawniku, zwłaszcza gdy nie jest za duży, ale prawdę mówiąc nie widziałam trawnika przepełnionymi psimi odchodami, a odpadkami pozostawionymi przez ludzi - owszem.

Segregacja śmieci bardzo mi się podoba, gdy można odzyskać cokolwiek z odpadów, to mniej zalega takich, które rozłożą się na wysypiskach bądź nie. Wszelkie opakowania zajmują w koszu na śmieci więcej miejsca niż odpadki spożywcze, więc lepiej je wyrzucać oddzielnie. Podobnie jest ze szkłem, które często przecina torby na śmieci i bezpieczniej jest je wyrzucać w oddzielnej torbie.

Kiedyś były punkty skupujące makulaturę, być może jeszcze gdzieś są, nie ma, niestety na ten temat informacji, a myślę, że powinna być w każdym budynku aby nie wrzucać papieru, który można powtórnie przetworzyć do ogólnych śmieci. 
Bardzo pożytecznym urządzeniem, pojawiającym się na masową skalę w prywatnych domach jest niszczarka do papieru. W ten sposób do śmieci nie trafiają dane osobowe, które mogłyby posłużyć przestępcom. Niektóre niszczarki mają także funkcje niszczenia kart kredytowych oraz CD i DVD. 

Cieszy mnie, że podejmowane są działania chroniące środowisko, szkoda tylko, że ciągle jeszcze zbyt mało ludzi angażuje się w takie działania.