Kawa zbożowa, to taka podróbka naturalnej kawki. Nigdy mi nie smakowała. Nie kupuję kawki z nieznanych źródeł, więc mam pewność, że jest prawdziwa. Podobnie z innymi produktami.
W latach 70' i 80' można było w moim kraju kupić np. wyroby czekoladopodobne, okropne w smaku. Pojawił się również materiał imitujący oryginalny jeans i wiele innych produktów przypominających oryginalne wyroby nie mających wiele wspólnego z oryginałami. Miałam nadzieję, że obecnie, gdy jest powszechny dostęp do oryginałów, takich podróbek już nie będzie w sprzedaży, niestety, myliłam się.
Wczoraj oglądałam program o świetnie rozwiniętym przemyśle podróbek perfum. Osobiście nie kupuję, chociaż są sprzedawane po bardzo atrakcyjnych, niskich cenach, jak to podróbki.
Towary tak zwane luksusowe, są podrabiane i sprzedawane po dużo niższych cenach niż oryginały. Ludzie, których nie stać na kupienie oryginału chcą poczuć tę odrobinę luksusu i kupują podróbki.
Producenci oryginalnych towarów zdają sobie sprawę z rynku podróbek i swoje wyroby starają się wyróżniać: swoim logo, odpowiednio je pakując, używając zabezpieczeń. Producenci podróbek starają się jak najwierniej odtwarzać oryginały, korzystają jednak z najtańszych materiałów, więc jakość podróbek znacznie odbiega od jakości oryginałów.
Zapach podrobionych perfum utrzymuje się 2-3 godziny, a nie jak oryginału nawet 24 godziny. Podobnie jest z jakością podróbek butów, odzieży, czy torebek. Niskiej jakości materiały wytrzymują często tylko jedno pranie, a buty rozpadają się po kilku spacerach, nie zniechęca to, niestety, nabywców takich towarów.
Nie zawsze cena jest zaletą. Kupuję często korzystając z obniżek cen na sezonowych wyprzedażach. To sposób zaopatrzenia się w oryginalne towary po przystępnych cenach. Mam pewność, że oryginalne wyroby długo mi posłużą, a nie muszę mieć wszystkich nowości modowych.
Znam osoby, które są skłonne pojechać nawet za granicę, by tanio kupić podróbkę torebki znanej marki i nie są to osoby o skromnych dochodach. Pamiętam także jedną z naszych parlamentarzystek, która pokazywała się z podróbką torebki znanej marki, to żałosne.
Oczywiście zdarzają się przypadki nieświadomego zakupu jakiejś podróbki. Może to mieć miejsce podczas zakupów przez internet. Zawłaszcza wtedy, gdy kupuje się w nieznanym sklepie, który zachęci niska ceną. Mnie wtedy zapala się czerwona lampka podejrzliwości i wnikliwie sprawdzam taki sklep ale wiem też, że dużo osób nabiera się na takie niskocenowe oferty.
Nie chcę by na mnie zarabiali twórcy podróbek, to zwykłe złodziejstwo. Kradną pomysły firm, które zatrudniają projektantów, zarówno wyrobów jak i opakowań, prowadzą badania jakości, płacą za patenty i przede wszystkim PŁACĄ PODATKI. Producenci podróbek to czarny rynek. Nie mam zamiaru tego wspierać.
Wiadomo, że większość fasonów ubrań, butów, torebek jest podobna. Jedni producenci podglądają innych. Każdy twórca jednak chce stworzyć coś, co będzie się wyróżniać, co sprawi, że jego dzieło będzie jedyne i niepowtarzalne, oryginalne.
Nie jestem osobą, która na siłę chce się wyróżniać. Nie lubię jednak gdy np. moda narzuca mi sposób w jaki mam się ubierać. Najbardziej cenię sobie wygodę, dlatego nie noszę szpilek, wole sportowe buty. Nie noszę torebek by mieć wolne ręce tylko plecak. Wolę kurtkę z kapturem bo nie lubię nosić parasolki.
Cenię twórców za ich pomysłowość, sama także jestem pomysłową osobą i wiem jak to jest gdy ktoś przypisuje sobie mój pomysł i na tym zarabia. Wokół jest wielu takich cwaniaków, którzy potrafią tylko wymyślić jak okraść drugiego człowieka.
Artyści w większości nie myślą o zabezpieczeniu swoich praw autorskich, ani o uzyskaniu odszkodowania za to, że ktoś podrabia ich wyroby. To z reguły delikatni i wrażliwi ludzie, rzadko myślą o patentach.
Jeśli firma jest już uznana na rynku, produkuje drogie, luksusowe wyroby, ma zapewne i sztab prawników dbających o ich interesy. Nie są to jednak firmy istniejące rok czy dwa. Wypracowanie uznania rynku nie jest tak łatwe jak wyprodukowanie podróbki, trwa wiele lat i wymaga ciężkiej pracy. Świństwem więc jest kopiowanie takich wyrobów, wytwarzanie ich w dużo niższej jakości i sprzedawanie bez opodatkowania.
Należy się zatem zastanowić, przed kupieniem podróbki za niższą cenę, czy sami chcielibyśmy być w taki sposób okradzeni.
niedziela, 2 kwietnia 2017
sobota, 18 marca 2017
Zemsta
Kawkę lubię gorącą, a zemsta, podobno, najlepiej smakuje na zimno.
Jest także, wg George'a Orwela - aktem wynikającym z bezsilności, który znika wraz ze zniknięciem poczucia bezsilności.
Możliwe. Zaobserwowałam jednak, że niektórzy nie pozbywają się chęci zemsty nigdy. Pielęgnują tę chęć, rozwijają, napawają się samą myślą, że odegrają się na kimś, kto wyrządził im krzywdę. Tworzą czasem zawiłą intrygę, która ma sprawić, że osoba lub osoby, na których taki mściciel chce się zemścić, będą cierpiały przynajmniej równie mocno jak on, a nawet bardziej.
Każdy kiedyś pałał żądzą zemsty, sama niejednokrotnie miałam takie zamiary. Doświadczenia życiowe, które zbieram od najmłodszych lat, nauczyły mnie, że nie warto się mścić. Życie często odpłaca za nas osobom, które nas skrzywdzą i nie warto brudzić sobie rąk zemstą. Wystarczy uzbroić się w cierpliwość.
Najczęściej chęcią zemsty pałają porzuceni kochankowie. Obserwuję jak kobiety i mężczyźni, po rozstaniu z partnerem, który znalazł sobie inny obiekt uczuć, układają misterny plan zemsty. To złe podejście. Poczucie własnej wartości, w takiej sytuacji, mówi mi w takiej sytuacji: nie wie co traci.
Historie wojen o kobiety zostały opisane w wielu dziełach literackich. Niektóre z nich zostały sfilmowane. W takich wojnach ginęło wiele ludzi, co było zupełnie bez sensu.
W moim kraju niedawno zmienił się rząd. Niestety, wiele osób wchodzących w jego skład, zdaje się realizować program zemsty na poprzednikach. Nie wychodzi na tym dobrze ani mój kraj, ani większość jego obywateli. Zaciekłość mścicieli zdaje się przybierać na sile z każdym dniem, co mnie przeraża. Strach pomyśleć do czego doprowadzi rozwój takiej sytuacji.
Nie chciałabym, by w moim kraju, gdzie ostatnio szerzy się nienawiść do tak zwanego gorszego sortu, ludzi nie podzielających przekonań partii rządzącej, o odmiennym światopoglądzie, doszło do wojny domowej.
Posłużę się cytatem z Williama Shakespeare'a: wiele można zdziałać nienawiścią, a jeszcze więcej miłością.
Jest także, wg George'a Orwela - aktem wynikającym z bezsilności, który znika wraz ze zniknięciem poczucia bezsilności.
Możliwe. Zaobserwowałam jednak, że niektórzy nie pozbywają się chęci zemsty nigdy. Pielęgnują tę chęć, rozwijają, napawają się samą myślą, że odegrają się na kimś, kto wyrządził im krzywdę. Tworzą czasem zawiłą intrygę, która ma sprawić, że osoba lub osoby, na których taki mściciel chce się zemścić, będą cierpiały przynajmniej równie mocno jak on, a nawet bardziej.
Każdy kiedyś pałał żądzą zemsty, sama niejednokrotnie miałam takie zamiary. Doświadczenia życiowe, które zbieram od najmłodszych lat, nauczyły mnie, że nie warto się mścić. Życie często odpłaca za nas osobom, które nas skrzywdzą i nie warto brudzić sobie rąk zemstą. Wystarczy uzbroić się w cierpliwość.
Najczęściej chęcią zemsty pałają porzuceni kochankowie. Obserwuję jak kobiety i mężczyźni, po rozstaniu z partnerem, który znalazł sobie inny obiekt uczuć, układają misterny plan zemsty. To złe podejście. Poczucie własnej wartości, w takiej sytuacji, mówi mi w takiej sytuacji: nie wie co traci.
Historie wojen o kobiety zostały opisane w wielu dziełach literackich. Niektóre z nich zostały sfilmowane. W takich wojnach ginęło wiele ludzi, co było zupełnie bez sensu.
W moim kraju niedawno zmienił się rząd. Niestety, wiele osób wchodzących w jego skład, zdaje się realizować program zemsty na poprzednikach. Nie wychodzi na tym dobrze ani mój kraj, ani większość jego obywateli. Zaciekłość mścicieli zdaje się przybierać na sile z każdym dniem, co mnie przeraża. Strach pomyśleć do czego doprowadzi rozwój takiej sytuacji.
Nie chciałabym, by w moim kraju, gdzie ostatnio szerzy się nienawiść do tak zwanego gorszego sortu, ludzi nie podzielających przekonań partii rządzącej, o odmiennym światopoglądzie, doszło do wojny domowej.
Posłużę się cytatem z Williama Shakespeare'a: wiele można zdziałać nienawiścią, a jeszcze więcej miłością.
środa, 22 lutego 2017
Surowo wzbronione
Picie kawki jeszcze nie jest zabronione w moim kraju. Piętrzą się jednak ostatnio zakazy dotyczące coraz większej ilości dziedzin życia, więc nie wiadomo kiedy taki zakaz może wpaść do głowy ekipie rządzącej.
W 1989 roku, podobno, mój kraj odzyskał wolność obalając komunizm. W 2015 roku, obywatele zachęceni zasiłkiem na każde dziecko, którzy poszli na wybory, zdecydowali, że chcą powrotu systemu komunistycznego.
Po wyborach, szybko okazało się, że zasiłek nie będzie na każde dziecko ale mleko się rozlało...
Zaczęły natomiast pojawiać się pomysły na przeróżne zakazy. Zaczęto od zakazów dla kobiet (o ironio! szefowa rządu jest kobietą!). Blisko było wprowadzenie całkowitego zakazu aborcji, a więc zmuszeniu kobiet do urodzenia każdego spłodzonego dziecka bez względu na to, czy kobieta jest to w stanie przeżyć, czy nie. Bez względu na stan mającego się urodzić dziecka, zmuszając kobiety do rodzenia zdeformowanych płodów, dzieci z gwałtów, skazując kobiety na mękę i śmierć. Fala protestów skłoniła rząd do wycofania się z tego pomysłu.
Rząd jednak nie całkiem się wycofał z ograniczenia wolności dla kobiet, właśnie uchwalono ustawę zakazującą sprzedaży, bez recepty, tak zwanej tabletki dzień po, która ratuje przed niechcianą ciążą.
Wszystko to z troski o rodziny...
Coraz częściej pojawiają się informacje o porzuconych noworodkach, niektórym udaje się przeżyć. Na pewno będą szczęśliwymi, dorastając w domach dziecka, będą wdzięczni za ocalenie obecnemu rządowi, nie znając swoich matek, które nie miały wyboru. Nie chcę być złym prorokiem, ale takie przypadki będą się zdarzać coraz częściej.
Zakaz handlu w niedzielę, to też jeden z pomysłów. W niedzielę trzeba iść do kościoła i dać na tacę, a nie a zakupy, bez względu na to czy masz kiedy je zrobić, czy nie. Podaż jest odpowiedzią na popyt. Gdyby ludzie nie robili zakupów w niedzielę, sklepy nie byłyby otwarte ale kierują się zapewne badaniem rynku i skoro jest taka potrzeba handlowcy ją zaspokajają.
Argumenty mówiące o tym, że obsługa sklepów pracuje siedem dni w tygodniu do mnie nie przemawiają. Kodeks pracy dokładnie określa jakie przerwy w pracy powinien mieć każdy pracownik. Z tego co wiem Państwowa Inspekcja Pracy bardzo często kontroluje czas pracy i nakłada wysokie kary na pracodawców, którzy tych przepisów nie przestrzegają.
Kolejny, to zakaz słuchania muzyki podczas jazdy na rowerze. Chyba dlatego, by słyszeć sygnały kolumny rządowej, która ma zamiar nas wyprzedzić łamiąc przepisy. Z tego samego powodu, być może, zabroni się także noszenia okularów przeciwsłonecznych, bo można nie zauważyć świateł sygnalizacyjnych takiej kolumny.
Jakoś nie przekonuje mnie, że wprowadzenie tego zakazu zwiększy bezpieczeństwo rowerzystów. Nie jeżdżę na rowerze, za to uprawiam nordic walking, wyłącznie ze słuchawkami. Po pierwsze nie mam ochoty słuchać hałasu ulicy, a po drugie łatwiej mi odebrać telefon nie przerywając marszu. Mnie też zabronią?
Wspomnę jeszcze o zakazie wypowiadania się w negatywny, czy dowcipny sposób o dokonaniach obecnego rządu. Formalnie taki zakaz nie został wydany, jednak słyszałam i czytałam o wyciąganiu konsekwencji wobec osób, które robią sobie żarty z ostatniej katastrofy rządowej limuzyny.
Trudno nie robić sobie żartów skoro osoby odpowiedzialne w naszym kraju za ochronę VIP-ów nie podchodzą poważnie do swoich obowiązków.
Tak mi się skojarzyło - w filmie Ostatni dzwonek, Jacek Wójcicki śpiewa w mistrzowski sposób tekst Obwieszczenia Rady Państwa o stanie wojennym. Mam nadzieję, że nie dojdzie ponownie do wydania takich dekretów, ale pewności mieć nie można.
W 1989 roku, podobno, mój kraj odzyskał wolność obalając komunizm. W 2015 roku, obywatele zachęceni zasiłkiem na każde dziecko, którzy poszli na wybory, zdecydowali, że chcą powrotu systemu komunistycznego.
Po wyborach, szybko okazało się, że zasiłek nie będzie na każde dziecko ale mleko się rozlało...
Zaczęły natomiast pojawiać się pomysły na przeróżne zakazy. Zaczęto od zakazów dla kobiet (o ironio! szefowa rządu jest kobietą!). Blisko było wprowadzenie całkowitego zakazu aborcji, a więc zmuszeniu kobiet do urodzenia każdego spłodzonego dziecka bez względu na to, czy kobieta jest to w stanie przeżyć, czy nie. Bez względu na stan mającego się urodzić dziecka, zmuszając kobiety do rodzenia zdeformowanych płodów, dzieci z gwałtów, skazując kobiety na mękę i śmierć. Fala protestów skłoniła rząd do wycofania się z tego pomysłu.
Rząd jednak nie całkiem się wycofał z ograniczenia wolności dla kobiet, właśnie uchwalono ustawę zakazującą sprzedaży, bez recepty, tak zwanej tabletki dzień po, która ratuje przed niechcianą ciążą.
Wszystko to z troski o rodziny...
Coraz częściej pojawiają się informacje o porzuconych noworodkach, niektórym udaje się przeżyć. Na pewno będą szczęśliwymi, dorastając w domach dziecka, będą wdzięczni za ocalenie obecnemu rządowi, nie znając swoich matek, które nie miały wyboru. Nie chcę być złym prorokiem, ale takie przypadki będą się zdarzać coraz częściej.
Zakaz handlu w niedzielę, to też jeden z pomysłów. W niedzielę trzeba iść do kościoła i dać na tacę, a nie a zakupy, bez względu na to czy masz kiedy je zrobić, czy nie. Podaż jest odpowiedzią na popyt. Gdyby ludzie nie robili zakupów w niedzielę, sklepy nie byłyby otwarte ale kierują się zapewne badaniem rynku i skoro jest taka potrzeba handlowcy ją zaspokajają.
Argumenty mówiące o tym, że obsługa sklepów pracuje siedem dni w tygodniu do mnie nie przemawiają. Kodeks pracy dokładnie określa jakie przerwy w pracy powinien mieć każdy pracownik. Z tego co wiem Państwowa Inspekcja Pracy bardzo często kontroluje czas pracy i nakłada wysokie kary na pracodawców, którzy tych przepisów nie przestrzegają.
Kolejny, to zakaz słuchania muzyki podczas jazdy na rowerze. Chyba dlatego, by słyszeć sygnały kolumny rządowej, która ma zamiar nas wyprzedzić łamiąc przepisy. Z tego samego powodu, być może, zabroni się także noszenia okularów przeciwsłonecznych, bo można nie zauważyć świateł sygnalizacyjnych takiej kolumny.
Jakoś nie przekonuje mnie, że wprowadzenie tego zakazu zwiększy bezpieczeństwo rowerzystów. Nie jeżdżę na rowerze, za to uprawiam nordic walking, wyłącznie ze słuchawkami. Po pierwsze nie mam ochoty słuchać hałasu ulicy, a po drugie łatwiej mi odebrać telefon nie przerywając marszu. Mnie też zabronią?
Wspomnę jeszcze o zakazie wypowiadania się w negatywny, czy dowcipny sposób o dokonaniach obecnego rządu. Formalnie taki zakaz nie został wydany, jednak słyszałam i czytałam o wyciąganiu konsekwencji wobec osób, które robią sobie żarty z ostatniej katastrofy rządowej limuzyny.
Trudno nie robić sobie żartów skoro osoby odpowiedzialne w naszym kraju za ochronę VIP-ów nie podchodzą poważnie do swoich obowiązków.
Tak mi się skojarzyło - w filmie Ostatni dzwonek, Jacek Wójcicki śpiewa w mistrzowski sposób tekst Obwieszczenia Rady Państwa o stanie wojennym. Mam nadzieję, że nie dojdzie ponownie do wydania takich dekretów, ale pewności mieć nie można.
wtorek, 21 lutego 2017
Samodzielne myślenie
Kawka działa pobudzająco, nie tylko do działania, także do myślenia.
Grupy trzymające władzę, we wszystkich krajach, kształtują myślenie swoich wyborców. Sugerują co należy uważać za właściwe, a co nie. Bez względu na wartości jakie dla ogółu są najlepsze, podają swoje wytyczne w taki sposób, by ludzie myśleli, że to ich wybór i większość ludzi tak właśnie myśli.
O ile władza ustawodawcza i wykonawcza, w swoich obietnicach, mniej lub bardziej trzyma się realiów, o tyle władze kościelne, od zarania dziejów, kształtują umysły ludzkie bazując na niestworzonych wymysłach. W obu przypadkach najważniejsze jest tak ukształtować ludzkie umysły, by myślały w określony sposób, sprzyjający korzyściom rządzących.
Wierzący w cuda, są zdolni oddawać swoje zarobione pieniądze w zamian za obietnice zbawienia (cokolwiek to znaczy), natomiast wierzący w obietnice dotyczące lepszego życia (cokolwiek to znaczy), oddają swoje głosy w wyborach, co skutkuje oddaniem władzy w ręce tym, którzy obiecają najwięcej korzyści.
Dostęp do wiedzy, również kontrolowany dotychczas, powoli wymyka się spod kontroli. Dzięki popularno-naukowym programom w telewizji oraz dostępie do informacji w internecie, coraz więcej ludzi zaczyna się zastanawiać w co i komu tak naprawdę wierzyć. Dowodzą temu organizowane coraz częściej demonstracje ludzi niezadowolonych z decyzji podejmowanych przez rządy. Jeszcze ludzie nie demonstrują przeciwko kościołowi, choć to zapewne wkrótce nastąpi.
Władza upada zazwyczaj wtedy, gdy jej bezczelność sięgnie zenitu. Obserwowałam to już w swoim życiu, w tej chwili widzę jak galopuje w tym kierunku. Zastanawiam się tylko jak długo to potrwa. Chyba jeszcze za mało ludziom zabrali - władza i kościół.
Ile jeszcze musi minąć czasu, by większość zaczęła samodzielnie i logicznie myśleć? Trudność polega na tym, że nikt, nigdzie tego nie uczy.
Od najwcześniejszych lat nasze myślenie musi być komuś podporządkowane. Najpierw musimy myśleć tak, jak nasi rodzice, później dochodzą wymagania nauczycieli, kościoła, następnie pracodawcy i rządu.
Jest zatem w życiu człowieka czas ma samodzielne myślenie?
Gdy nie myślimy tak, jak rodzice - jesteśmy wyrodnymi dziećmi.
Gdy nie myślimy tak, jak nauczyciele - nie skończymy żadnej szkoły, bo od tego uzależnione są oceny.
Gdy nie myślimy tak, jak pracodawca - stracimy pracę, a zatem źródło utrzymania, to wielkie ryzyko.
Wyrażanie odmiennego zdania niż ma rząd, to także ryzyko, znam konsekwencje, jakie ponieśli na przestrzeni lat ci, którzy buntowali się przeciwko rządom.
W chwili obecnej jeszcze można mieć odmienne zdanie niż kościół, nie wiadomo tylko jak długo. Myślę, że do płonących stosów już nie wrócimy, ale całkiem pewna nie jestem obserwując nienawiść w katolickich oczach.
Poznając wytyczne nowego programu nauczania, który ma być wdrożony już w tym roku jestem przerażona poziomem, zakresem i właśnie wskazaniami sposobu myślenia dla dzieci i młodych ludzi.
Mam nadzieję, że będą się dokształcać we własnym zakresie, jak ja, w czasach komuny.
Oby tylko rodzice nie zabronili im samodzielnie myśleć.
Grupy trzymające władzę, we wszystkich krajach, kształtują myślenie swoich wyborców. Sugerują co należy uważać za właściwe, a co nie. Bez względu na wartości jakie dla ogółu są najlepsze, podają swoje wytyczne w taki sposób, by ludzie myśleli, że to ich wybór i większość ludzi tak właśnie myśli.
O ile władza ustawodawcza i wykonawcza, w swoich obietnicach, mniej lub bardziej trzyma się realiów, o tyle władze kościelne, od zarania dziejów, kształtują umysły ludzkie bazując na niestworzonych wymysłach. W obu przypadkach najważniejsze jest tak ukształtować ludzkie umysły, by myślały w określony sposób, sprzyjający korzyściom rządzących.
Wierzący w cuda, są zdolni oddawać swoje zarobione pieniądze w zamian za obietnice zbawienia (cokolwiek to znaczy), natomiast wierzący w obietnice dotyczące lepszego życia (cokolwiek to znaczy), oddają swoje głosy w wyborach, co skutkuje oddaniem władzy w ręce tym, którzy obiecają najwięcej korzyści.
Dostęp do wiedzy, również kontrolowany dotychczas, powoli wymyka się spod kontroli. Dzięki popularno-naukowym programom w telewizji oraz dostępie do informacji w internecie, coraz więcej ludzi zaczyna się zastanawiać w co i komu tak naprawdę wierzyć. Dowodzą temu organizowane coraz częściej demonstracje ludzi niezadowolonych z decyzji podejmowanych przez rządy. Jeszcze ludzie nie demonstrują przeciwko kościołowi, choć to zapewne wkrótce nastąpi.
Władza upada zazwyczaj wtedy, gdy jej bezczelność sięgnie zenitu. Obserwowałam to już w swoim życiu, w tej chwili widzę jak galopuje w tym kierunku. Zastanawiam się tylko jak długo to potrwa. Chyba jeszcze za mało ludziom zabrali - władza i kościół.
Ile jeszcze musi minąć czasu, by większość zaczęła samodzielnie i logicznie myśleć? Trudność polega na tym, że nikt, nigdzie tego nie uczy.
Od najwcześniejszych lat nasze myślenie musi być komuś podporządkowane. Najpierw musimy myśleć tak, jak nasi rodzice, później dochodzą wymagania nauczycieli, kościoła, następnie pracodawcy i rządu.
Jest zatem w życiu człowieka czas ma samodzielne myślenie?
Gdy nie myślimy tak, jak rodzice - jesteśmy wyrodnymi dziećmi.
Gdy nie myślimy tak, jak nauczyciele - nie skończymy żadnej szkoły, bo od tego uzależnione są oceny.
Gdy nie myślimy tak, jak pracodawca - stracimy pracę, a zatem źródło utrzymania, to wielkie ryzyko.
Wyrażanie odmiennego zdania niż ma rząd, to także ryzyko, znam konsekwencje, jakie ponieśli na przestrzeni lat ci, którzy buntowali się przeciwko rządom.
W chwili obecnej jeszcze można mieć odmienne zdanie niż kościół, nie wiadomo tylko jak długo. Myślę, że do płonących stosów już nie wrócimy, ale całkiem pewna nie jestem obserwując nienawiść w katolickich oczach.
Poznając wytyczne nowego programu nauczania, który ma być wdrożony już w tym roku jestem przerażona poziomem, zakresem i właśnie wskazaniami sposobu myślenia dla dzieci i młodych ludzi.
Mam nadzieję, że będą się dokształcać we własnym zakresie, jak ja, w czasach komuny.
Oby tylko rodzice nie zabronili im samodzielnie myśleć.
niedziela, 5 lutego 2017
Hodowla darmozjadów
Gdy wstaję rano, sama robię sobie kawkę, nie wołam by ktoś mi ja zrobił i podał, z góry wiem, że najlepsza jest gdy sama ją przyrządzę. Przez lata dochodziłam do doboru odpowiadających mi jak najbardziej składników by była dla mnie najsmaczniejsza.
Zauważyłam ostatnio, że niektórzy ludzie chcieliby dostawać wszystko co najlepsze bez żadnego wysiłku. Kojarzy mi się to z pewną sceną z jednej z bajek, w której stado mew potrafi wykrzykiwać tylko: daj, daj, daj...
Z moich obserwacji wynika, że najwięksi narzekacze nie podejmują żadnych wysiłków by zmienić swoje życie na satysfakcjonujące, mają tylko pretensje do wszystkich wokół za swój ciężki los.
Ostatnio, rozmawiałam z jedną z takich osób, która czeka na propozycję pracy od kilku (jeśli nie kilkunastu) lat. To dziwne, ale czeka. Nie podnosi swoich kwalifikacji bo uważa, że ma wystarczające. Nie uczy się nawet obsługi komputera, a jest to obecnie podstawowa umiejętność wymagana przez pracodawców, nawet przy niezbyt skomplikowanych pracach. Czeka na pracodawcę, który zapuka do drzwi i zaproponuje pracę. Wiem, że to śmieszne i niedorzeczne ale czeka. Usłyszałam, że to rząd powinien zapewnić jej pracę.
Zauważyłam ostatnio, że niektórzy ludzie chcieliby dostawać wszystko co najlepsze bez żadnego wysiłku. Kojarzy mi się to z pewną sceną z jednej z bajek, w której stado mew potrafi wykrzykiwać tylko: daj, daj, daj...
Z moich obserwacji wynika, że najwięksi narzekacze nie podejmują żadnych wysiłków by zmienić swoje życie na satysfakcjonujące, mają tylko pretensje do wszystkich wokół za swój ciężki los.
Ostatnio, rozmawiałam z jedną z takich osób, która czeka na propozycję pracy od kilku (jeśli nie kilkunastu) lat. To dziwne, ale czeka. Nie podnosi swoich kwalifikacji bo uważa, że ma wystarczające. Nie uczy się nawet obsługi komputera, a jest to obecnie podstawowa umiejętność wymagana przez pracodawców, nawet przy niezbyt skomplikowanych pracach. Czeka na pracodawcę, który zapuka do drzwi i zaproponuje pracę. Wiem, że to śmieszne i niedorzeczne ale czeka. Usłyszałam, że to rząd powinien zapewnić jej pracę.
Żyję na tym świecie już parę lat i miałam możliwość obserwacji co najmniej kilku rządów w moim kraju. Żaden z nich nie zapewniał nikomu pracy jeśli człowiek sam nie podejmował działań w tej sprawie. Nie rozumiem jak dorosła, zdawało by się, osoba może myśleć w ten sposób?
Często rozmawiam z ludźmi w różnych okolicznościach, słyszę podobne historie i podobne oczekiwania. Zastanawiam się wtedy skąd ci ludzie czerpią wzorce? Wygląda to tak, jakby byli zupełnie pozbawieni samodzielnego myślenia, jakby nie mieli pomysłu na swoje życie i jakby czekali aż ktoś za nich zdecyduje, pozałatwia wszystko, a oni dostaną gotowe rozwiązania. Zupełnie jak te mewy z bajki dla dzieci.
W pracy także spotykam się z podobnymi postawami. Niektórzy pracownicy oczekują, że pracodawca poza wynagrodzeniem, które wypłaca powinien sam pilnować wszystkich spraw pracownika, zwłaszcza związanych z przywilejami. Często dziwią się, że nie dostają czegoś z automatu (to ulubione określenie pracowników), że muszą spełnić jakieś warunki albo chociażby zwrócić się na piśmie żeby otrzymać należny przywilej. Na zdziwienie pracownika, że nie otrzymał czegoś z automatu odpowiadam, że z automatu można dostać serie pod ścianą. To może zbyt drastyczne ale uświadamia, że nic samo się nie dzieje.
Nie dziwi mnie takie zachowanie dzieci, dopiero uczą się jak wygląda świat dorosłych, ale po dorosłych spodziewam się więcej. Dzieci wierzą w bajki i często bujają w obłokach, dorośli powinni raczej twardo stąpać po Ziemi.
Często rozmawiam z ludźmi w różnych okolicznościach, słyszę podobne historie i podobne oczekiwania. Zastanawiam się wtedy skąd ci ludzie czerpią wzorce? Wygląda to tak, jakby byli zupełnie pozbawieni samodzielnego myślenia, jakby nie mieli pomysłu na swoje życie i jakby czekali aż ktoś za nich zdecyduje, pozałatwia wszystko, a oni dostaną gotowe rozwiązania. Zupełnie jak te mewy z bajki dla dzieci.
W pracy także spotykam się z podobnymi postawami. Niektórzy pracownicy oczekują, że pracodawca poza wynagrodzeniem, które wypłaca powinien sam pilnować wszystkich spraw pracownika, zwłaszcza związanych z przywilejami. Często dziwią się, że nie dostają czegoś z automatu (to ulubione określenie pracowników), że muszą spełnić jakieś warunki albo chociażby zwrócić się na piśmie żeby otrzymać należny przywilej. Na zdziwienie pracownika, że nie otrzymał czegoś z automatu odpowiadam, że z automatu można dostać serie pod ścianą. To może zbyt drastyczne ale uświadamia, że nic samo się nie dzieje.
Nie dziwi mnie takie zachowanie dzieci, dopiero uczą się jak wygląda świat dorosłych, ale po dorosłych spodziewam się więcej. Dzieci wierzą w bajki i często bujają w obłokach, dorośli powinni raczej twardo stąpać po Ziemi.
Ludzie wspinający się po szczeblach kariery zawodowej też wydają się być bardziej roszczeniowi. Osiągając stanowiska kierownicze przede wszystkim oczekują wysokich zarobków zapominając o funkcjach jakie pełni się obejmując kierując ludźmi. Najważniejsze to zająć kierowniczy stołek, praca zorganizuje się sama.
Coraz młodsze osoby pchają się do kierowania nie mając pojęcia o organizacji pracy, podziale obowiązków między pracownikami, a nawet sposobie w jaki ma być wykonana praca. Powtarzają modne ostatnio określenia: proces, projekt, innowacja nie potrafią jednak zastosować ich w pracy.
Zauważyłam, że doświadczenie jest lekceważone, wręcz źle widziane. Młodzi szefowie nie słuchają pracowników, którzy wypracowali sprawdzone metody, uważają je za przestarzałe ale jednocześnie nie proponują sensownych, nowych rozwiązań.
Ostatnio rozdawane są pieniądze ludziom posiadającym dzieci. Matkom nie opłaca się pracować bo zasiłek uzależniony jest od wysokości dochodu. Wynagrodzenie za wychowanie dziecka zostało skalkulowane na 500 złotych miesięcznie, dodam, że drugiego dziecka, bo wychowanie pierwszego nie wymaga wynagrodzenia. Zadziwiający jest dla mnie sposób myślenia rządu. Zapewne chodzi jedynie o kupienie elektoratu...
Krzyczą o wsparciu dla najbiedniejszych, tylko nie tędy droga... Z rozdawania pieniędzy nigdy nie wychodziło nic dobrego. Należałoby tak zmotywować ludzi do pracy, z której mogliby się utrzymać, by chcieli pracować, a nie czekali aż państwo coś im da.
Poświęciłam rodzinę (kończyłam studia pracując), by zapewnić sobie pracę, która pozwoli na utrzymanie siebie i rodziny, a teraz mam utrzymywać osoby, które nie pracują by wychowywać dzieci? To niesprawiedliwe względem osób, które podobnie jak ja, dokładały wszelkich starań pracując, by zapewnić sobie i bliskim utrzymanie.
Państwo rozdaje niepracującym środki z podatków, które płacą pracujący obywatele, a ostatnio słyszę i czytam, że ludziom, którzy pracują mają być odbierane wypracowane przywileje, to według mnie nie jest w porządku.
Ostatnio rozdawane są pieniądze ludziom posiadającym dzieci. Matkom nie opłaca się pracować bo zasiłek uzależniony jest od wysokości dochodu. Wynagrodzenie za wychowanie dziecka zostało skalkulowane na 500 złotych miesięcznie, dodam, że drugiego dziecka, bo wychowanie pierwszego nie wymaga wynagrodzenia. Zadziwiający jest dla mnie sposób myślenia rządu. Zapewne chodzi jedynie o kupienie elektoratu...
Krzyczą o wsparciu dla najbiedniejszych, tylko nie tędy droga... Z rozdawania pieniędzy nigdy nie wychodziło nic dobrego. Należałoby tak zmotywować ludzi do pracy, z której mogliby się utrzymać, by chcieli pracować, a nie czekali aż państwo coś im da.
Poświęciłam rodzinę (kończyłam studia pracując), by zapewnić sobie pracę, która pozwoli na utrzymanie siebie i rodziny, a teraz mam utrzymywać osoby, które nie pracują by wychowywać dzieci? To niesprawiedliwe względem osób, które podobnie jak ja, dokładały wszelkich starań pracując, by zapewnić sobie i bliskim utrzymanie.
Państwo rozdaje niepracującym środki z podatków, które płacą pracujący obywatele, a ostatnio słyszę i czytam, że ludziom, którzy pracują mają być odbierane wypracowane przywileje, to według mnie nie jest w porządku.
W wielu zakładach pracy przywileje za pracę takie jak dodatek za wieloletnią pracę, zwany potocznie dodatkiem stażowym już został zabrany. Nagrody jubileuszowe, będące docenieniem wieloletniej pracy, bo wypłacane są za staż powyżej 20 lat pracy, również w wielu zakładach pracy zniknęły, wkrótce zapewne znikną we wszystkich.
Za to pojawią się pewnie nowe zasiłki dla olbrzymiej grupy ludzi, którym, zwyczajnie nie opłaca się pracować...
Następne pokolenia uczone są życia na koszt państwa. Komuna wróciła, choć większość z nas myślała, że była wystarczającą nauczką...
sobota, 28 stycznia 2017
Emerytura
Nie mogę się doczekać kiedy będę miała uprawnienia by rozpocząć nowe życie na emeryturze. Mam nadzieję, że będzie mnie stać na picie codziennej kawki, bo bez niej nie wyobrażam sobie wypoczynku po wielu latach pracy.
Ostatnio przeczytałam wypowiedź jednej z pań posłanek, że osoby z niską emeryturą są same sobie winne, gdyż nie zdobyły wykształcenia i w związku z tym nie osiągnęły wystarczająco wysokich zarobków, by mieć taką emeryturę, z której spokojnie można się utrzymać.
Częściowo się nawet z nią zgadzam, każde wynagrodzenie wymaga wysiłku. Zdobywanie wiedzy, wraz z dokumentami, które w jakimś stopniu ją potwierdzają i są wymagane przez pracodawców nie przychodzi łatwo. Okupione jest poświęceniem czasu, często środków na opłacenie studiów czy różnych kursów uprawniających do wykonywania zawodu. Jedni podejmują się takich poświeceń, inni uważają, że wszystko powinno im się należeć tylko za to, że się urodzili...
Decyzja o zakończeniu zatrudnienia i przejściu na emeryturę dla wielu osób jest jednak bardzo trudna. Zwłaszcza dla osób, które lubią swoją pracę, nie wyobrażają sobie co będą robiły mając do dyspozycji tyle wolnego czasu. Znam osoby, które zakończyły swoje życie zawodowe i wpadły w depresję z powodu braku kontaktów z ludźmi, który, pracując, zazwyczaj był dość intensywny.
Niedawno rozmawiałam z kobietą, która w wieku 65 lat, a więc mając już uprawnienia emerytalne, boi się reorganizacji w pracy, ponieważ w jej wyniku może zostać zwolniona. Tłumaczyłam jej, że lepiej skorzystać z przywileju w tych okolicznościach i zdecydować się na odejście na zasłużoną emeryturę. Myślę, że 40 ze swoich przeżytych 65 lat, które przepracowała i wysokość jej emerytury pozwoli żyć na całkiem przyzwoitym poziomie. Więc czym tu się martwić?
Mając bardzo różnorodne zainteresowania, nie sądzę bym się nudziła gdy zakończę swoje życie zawodowe. Znam też osoby, które bardzo czynnie spędzają wolny czas na emeryturze, to jest ich nowe życie.
Wiele kobiet będąc na emeryturze zajmuje się swoimi wnukami i jest to dla nich takie drugie macierzyństwo. Poczucie, że jest się potrzebnym niektórym bardzo pomaga.
W chwili obecnej panuje trend młodości. Starszych i doświadczonych pracowników wymienia się na młode, przebojowe kadry, bez względu na ich doświadczenie, czy raczej jego brak. Bardzo rzadko zdarzają się sytuacje gdy starszy pracownik pracuje równolegle z młodym, zdobywającym doświadczenie.
Wydaje mi się, że pracodawców zwyczajnie nie stać na zatrudnienie dwóch osób na tym samym stanowisku tylko po to, by młodszy czegoś się nauczył od starszego. Poza tym młodzi ludzie mają bardzo wysokie mniemanie o sobie, są przekonani, że swobodnie poradzą sobie ze wszystkimi zadaniami. W praktyce różnie to wygląda...
Obserwuję co dzieje się w moim kraju, sytuacja jest bardzo niepewna. Elity rządzące dbają wyłącznie o własne interesy bezmyślnie rozdając pieniądze. W krótkim czasie doprowadzą do bankructwa i nie będzie środków na emerytury dla tych młodych ludzi, którzy obecnie są u progu kariery zawodowej.
Generalnie wydaje się obowiązywać zasada - jak najwięcej korzystać z życia tu i teraz, a na starość - jakoś będzie...
Decyzja o zakończeniu zatrudnienia i przejściu na emeryturę dla wielu osób jest jednak bardzo trudna. Zwłaszcza dla osób, które lubią swoją pracę, nie wyobrażają sobie co będą robiły mając do dyspozycji tyle wolnego czasu. Znam osoby, które zakończyły swoje życie zawodowe i wpadły w depresję z powodu braku kontaktów z ludźmi, który, pracując, zazwyczaj był dość intensywny.
Niedawno rozmawiałam z kobietą, która w wieku 65 lat, a więc mając już uprawnienia emerytalne, boi się reorganizacji w pracy, ponieważ w jej wyniku może zostać zwolniona. Tłumaczyłam jej, że lepiej skorzystać z przywileju w tych okolicznościach i zdecydować się na odejście na zasłużoną emeryturę. Myślę, że 40 ze swoich przeżytych 65 lat, które przepracowała i wysokość jej emerytury pozwoli żyć na całkiem przyzwoitym poziomie. Więc czym tu się martwić?
Mając bardzo różnorodne zainteresowania, nie sądzę bym się nudziła gdy zakończę swoje życie zawodowe. Znam też osoby, które bardzo czynnie spędzają wolny czas na emeryturze, to jest ich nowe życie.
Wiele kobiet będąc na emeryturze zajmuje się swoimi wnukami i jest to dla nich takie drugie macierzyństwo. Poczucie, że jest się potrzebnym niektórym bardzo pomaga.
W chwili obecnej panuje trend młodości. Starszych i doświadczonych pracowników wymienia się na młode, przebojowe kadry, bez względu na ich doświadczenie, czy raczej jego brak. Bardzo rzadko zdarzają się sytuacje gdy starszy pracownik pracuje równolegle z młodym, zdobywającym doświadczenie.
Wydaje mi się, że pracodawców zwyczajnie nie stać na zatrudnienie dwóch osób na tym samym stanowisku tylko po to, by młodszy czegoś się nauczył od starszego. Poza tym młodzi ludzie mają bardzo wysokie mniemanie o sobie, są przekonani, że swobodnie poradzą sobie ze wszystkimi zadaniami. W praktyce różnie to wygląda...
Obserwuję co dzieje się w moim kraju, sytuacja jest bardzo niepewna. Elity rządzące dbają wyłącznie o własne interesy bezmyślnie rozdając pieniądze. W krótkim czasie doprowadzą do bankructwa i nie będzie środków na emerytury dla tych młodych ludzi, którzy obecnie są u progu kariery zawodowej.
Generalnie wydaje się obowiązywać zasada - jak najwięcej korzystać z życia tu i teraz, a na starość - jakoś będzie...
czwartek, 12 stycznia 2017
Damskie czy męskie?
Nie spotkałam się z różnicowaniem kawki ze względu na płeć. Tę samą kawkę piją zarówno kobiety, jak i mężczyźni, nie ma też znaczenia sposób przyrządzania. Ja przynajmniej nie spotkałam się z kawką dla kobiet ani z kawką dla mężczyzn.
Inaczej ma się sprawa podziałów ze względu na płeć w różnych dziedzinach życia. Zaobserwowałam, że te podziały zaczęły się zacierać wiele lat temu i cały czas ten proces trwa.
Odważne kobiety zaczęły wprowadzać zmiany w ubiorze. Zauważyły wygodę ubiorów męskich i zamiast sukien zaczęły nosić spodnie. Firmy odzieżowe obecnie produkują coraz więcej towarów unisex.
Sama przez wiele lat nosiłam męskie kurtki zimowe z powodu ich funkcjonalności (dużo różnych kieszonek) i sposobu zapinania. Otóż, nie rozumiem dlaczego damskie części odzieży (kurtki, bluzki, spodnie) trzeba zapinać i rozpinać lewą ręką, podczas gdy męskie - prawą.
Może zaczęto by produkować odzież w podziale dla prawo i leworęcznych? To miałoby sens, bo nie wszystkie kobiety są leworęczne i nie wszyscy mężczyźni są praworęczni.
W tym sezonie zimowym postanowiłam kupić sobie damską kurtkę zimową, bo podobał mi się kolor. Nigdy więcej! Kurtki damskie mają olbrzymie kaptury, zupełnie jakby kobiety miały gigantyczne głowy o średnicy 30 cm. Zakładając taki kaptur zasłania on całą twarz i nie sposób w nim iść podczas deszczu, silnego wiatru czy śniegu - nie wiem kto to wymyślił... W męskich kurtkach kaptury są o wiele mniejsze, funkcjonalne.
Buty... Pisałam w jednych z wcześniejszych postów o szpilkach, w których chodzą kobiety, niszcząc sobie stopy. Mężczyznom to nie grozi, dla nich produkuje się wygodne buty. Buty na obcasach noszą przeważnie mężczyźni, którzy chcą być wyżsi.
Zegarki damskie zawsze były mniejsze od męskich, ostatnio to się (na szczęście) zmieniło. Korzystając z zegarka na rękę, który ma cyferblat o średnicy jednego centymetra nie jest wygodne, bo ledwo widać wskazanie godziny. Wiele kobiet zegarki na rękę traktuje jak biżuterię i nie jest dla nich ważne czy widać która jest godzina. Ja jestem wygodna - lubię widzieć nie podnosząc nadgarstka do oka. Od kilku lat, gdy wzrok zaczął mi się psuć, noszę męski zegarek, bo lepiej widzę na nim godzinę. Zauważyłam jednak, że obecnie można kupić damski zegarek różnej wielkości.
Samochody też są damskie i męskie. Dla kobiet poleca się małe samochody, które jednak są mniej bezpieczne w starciu np. z ciężarówką. Nie mają żadnych szans. Dla mężczyzn są przewidziane duże, masywne auta. O ile jeszcze 50 lat temu było to dla mnie zrozumiałe, bo duże i ciężkie samochody trudniej się prowadziło, kierownica nie posiadała wspomagania, ciężko zmieniało się biegi... Obecnie jest wiele usprawnień, kobiety świetnie radzą sobie z prowadzeniem dużych samochodów.
Mam nadzieję, że te różnice będą się zacierały coraz bardziej, chociaż tradycjonaliści sztywno trzymają się swoich zasad, często obrażając i wyśmiewając osoby, które te zasady łamią.
Nie mam nic przeciwko temu, by kobiety ubierały się w garderobę przeznaczoną dla mężczyzn, ani by mężczyźni ubierali się w garderobę przeznaczoną dla kobiet. Nie ograniczają mnie wskazówki producentów. Nie czuję się mniej kobieco nosząc męski zegarek, czy kurtkę. Dla mnie przede wszystkim liczy się wygoda i funkcjonalność.
Odnoszę wrażenie, że podział na rzeczy damskie i męskie miał podkreślić delikatność i słabość kobiet, który we współczesnym świecie nie ma racji bytu. Współczesne kobiety na każdym kroku pokazują jak stają się coraz silniejsze, co nie znaczy, że stają się mężczyznami. Mężczyźni, którzy noszą odzież, czy ozdoby uważane za kobiece nie stają się kobietami...
Inaczej ma się sprawa podziałów ze względu na płeć w różnych dziedzinach życia. Zaobserwowałam, że te podziały zaczęły się zacierać wiele lat temu i cały czas ten proces trwa.
Odważne kobiety zaczęły wprowadzać zmiany w ubiorze. Zauważyły wygodę ubiorów męskich i zamiast sukien zaczęły nosić spodnie. Firmy odzieżowe obecnie produkują coraz więcej towarów unisex.
Sama przez wiele lat nosiłam męskie kurtki zimowe z powodu ich funkcjonalności (dużo różnych kieszonek) i sposobu zapinania. Otóż, nie rozumiem dlaczego damskie części odzieży (kurtki, bluzki, spodnie) trzeba zapinać i rozpinać lewą ręką, podczas gdy męskie - prawą.
Może zaczęto by produkować odzież w podziale dla prawo i leworęcznych? To miałoby sens, bo nie wszystkie kobiety są leworęczne i nie wszyscy mężczyźni są praworęczni.
W tym sezonie zimowym postanowiłam kupić sobie damską kurtkę zimową, bo podobał mi się kolor. Nigdy więcej! Kurtki damskie mają olbrzymie kaptury, zupełnie jakby kobiety miały gigantyczne głowy o średnicy 30 cm. Zakładając taki kaptur zasłania on całą twarz i nie sposób w nim iść podczas deszczu, silnego wiatru czy śniegu - nie wiem kto to wymyślił... W męskich kurtkach kaptury są o wiele mniejsze, funkcjonalne.
Buty... Pisałam w jednych z wcześniejszych postów o szpilkach, w których chodzą kobiety, niszcząc sobie stopy. Mężczyznom to nie grozi, dla nich produkuje się wygodne buty. Buty na obcasach noszą przeważnie mężczyźni, którzy chcą być wyżsi.
Zegarki damskie zawsze były mniejsze od męskich, ostatnio to się (na szczęście) zmieniło. Korzystając z zegarka na rękę, który ma cyferblat o średnicy jednego centymetra nie jest wygodne, bo ledwo widać wskazanie godziny. Wiele kobiet zegarki na rękę traktuje jak biżuterię i nie jest dla nich ważne czy widać która jest godzina. Ja jestem wygodna - lubię widzieć nie podnosząc nadgarstka do oka. Od kilku lat, gdy wzrok zaczął mi się psuć, noszę męski zegarek, bo lepiej widzę na nim godzinę. Zauważyłam jednak, że obecnie można kupić damski zegarek różnej wielkości.
Samochody też są damskie i męskie. Dla kobiet poleca się małe samochody, które jednak są mniej bezpieczne w starciu np. z ciężarówką. Nie mają żadnych szans. Dla mężczyzn są przewidziane duże, masywne auta. O ile jeszcze 50 lat temu było to dla mnie zrozumiałe, bo duże i ciężkie samochody trudniej się prowadziło, kierownica nie posiadała wspomagania, ciężko zmieniało się biegi... Obecnie jest wiele usprawnień, kobiety świetnie radzą sobie z prowadzeniem dużych samochodów.
Mam nadzieję, że te różnice będą się zacierały coraz bardziej, chociaż tradycjonaliści sztywno trzymają się swoich zasad, często obrażając i wyśmiewając osoby, które te zasady łamią.
Nie mam nic przeciwko temu, by kobiety ubierały się w garderobę przeznaczoną dla mężczyzn, ani by mężczyźni ubierali się w garderobę przeznaczoną dla kobiet. Nie ograniczają mnie wskazówki producentów. Nie czuję się mniej kobieco nosząc męski zegarek, czy kurtkę. Dla mnie przede wszystkim liczy się wygoda i funkcjonalność.
Odnoszę wrażenie, że podział na rzeczy damskie i męskie miał podkreślić delikatność i słabość kobiet, który we współczesnym świecie nie ma racji bytu. Współczesne kobiety na każdym kroku pokazują jak stają się coraz silniejsze, co nie znaczy, że stają się mężczyznami. Mężczyźni, którzy noszą odzież, czy ozdoby uważane za kobiece nie stają się kobietami...
Subskrybuj:
Posty (Atom)