Kawka działa pobudzająco, nie tylko do działania, także do myślenia.
Grupy trzymające władzę, we wszystkich krajach, kształtują myślenie swoich wyborców. Sugerują co należy uważać za właściwe, a co nie. Bez względu na wartości jakie dla ogółu są najlepsze, podają swoje wytyczne w taki sposób, by ludzie myśleli, że to ich wybór i większość ludzi tak właśnie myśli.
O ile władza ustawodawcza i wykonawcza, w swoich obietnicach, mniej lub bardziej trzyma się realiów, o tyle władze kościelne, od zarania dziejów, kształtują umysły ludzkie bazując na niestworzonych wymysłach. W obu przypadkach najważniejsze jest tak ukształtować ludzkie umysły, by myślały w określony sposób, sprzyjający korzyściom rządzących.
Wierzący w cuda, są zdolni oddawać swoje zarobione pieniądze w zamian za obietnice zbawienia (cokolwiek to znaczy), natomiast wierzący w obietnice dotyczące lepszego życia (cokolwiek to znaczy), oddają swoje głosy w wyborach, co skutkuje oddaniem władzy w ręce tym, którzy obiecają najwięcej korzyści.
Dostęp do wiedzy, również kontrolowany dotychczas, powoli wymyka się spod kontroli. Dzięki popularno-naukowym programom w telewizji oraz dostępie do informacji w internecie, coraz więcej ludzi zaczyna się zastanawiać w co i komu tak naprawdę wierzyć. Dowodzą temu organizowane coraz częściej demonstracje ludzi niezadowolonych z decyzji podejmowanych przez rządy. Jeszcze ludzie nie demonstrują przeciwko kościołowi, choć to zapewne wkrótce nastąpi.
Władza upada zazwyczaj wtedy, gdy jej bezczelność sięgnie zenitu. Obserwowałam to już w swoim życiu, w tej chwili widzę jak galopuje w tym kierunku. Zastanawiam się tylko jak długo to potrwa. Chyba jeszcze za mało ludziom zabrali - władza i kościół.
Ile jeszcze musi minąć czasu, by większość zaczęła samodzielnie i logicznie myśleć? Trudność polega na tym, że nikt, nigdzie tego nie uczy.
Od najwcześniejszych lat nasze myślenie musi być komuś podporządkowane. Najpierw musimy myśleć tak, jak nasi rodzice, później dochodzą wymagania nauczycieli, kościoła, następnie pracodawcy i rządu.
Jest zatem w życiu człowieka czas ma samodzielne myślenie?
Gdy nie myślimy tak, jak rodzice - jesteśmy wyrodnymi dziećmi.
Gdy nie myślimy tak, jak nauczyciele - nie skończymy żadnej szkoły, bo od tego uzależnione są oceny.
Gdy nie myślimy tak, jak pracodawca - stracimy pracę, a zatem źródło utrzymania, to wielkie ryzyko.
Wyrażanie odmiennego zdania niż ma rząd, to także ryzyko, znam konsekwencje, jakie ponieśli na przestrzeni lat ci, którzy buntowali się przeciwko rządom.
W chwili obecnej jeszcze można mieć odmienne zdanie niż kościół, nie wiadomo tylko jak długo. Myślę, że do płonących stosów już nie wrócimy, ale całkiem pewna nie jestem obserwując nienawiść w katolickich oczach.
Poznając wytyczne nowego programu nauczania, który ma być wdrożony już w tym roku jestem przerażona poziomem, zakresem i właśnie wskazaniami sposobu myślenia dla dzieci i młodych ludzi.
Mam nadzieję, że będą się dokształcać we własnym zakresie, jak ja, w czasach komuny.
Oby tylko rodzice nie zabronili im samodzielnie myśleć.
wtorek, 21 lutego 2017
niedziela, 5 lutego 2017
Hodowla darmozjadów
Gdy wstaję rano, sama robię sobie kawkę, nie wołam by ktoś mi ja zrobił i podał, z góry wiem, że najlepsza jest gdy sama ją przyrządzę. Przez lata dochodziłam do doboru odpowiadających mi jak najbardziej składników by była dla mnie najsmaczniejsza.
Zauważyłam ostatnio, że niektórzy ludzie chcieliby dostawać wszystko co najlepsze bez żadnego wysiłku. Kojarzy mi się to z pewną sceną z jednej z bajek, w której stado mew potrafi wykrzykiwać tylko: daj, daj, daj...
Z moich obserwacji wynika, że najwięksi narzekacze nie podejmują żadnych wysiłków by zmienić swoje życie na satysfakcjonujące, mają tylko pretensje do wszystkich wokół za swój ciężki los.
Ostatnio, rozmawiałam z jedną z takich osób, która czeka na propozycję pracy od kilku (jeśli nie kilkunastu) lat. To dziwne, ale czeka. Nie podnosi swoich kwalifikacji bo uważa, że ma wystarczające. Nie uczy się nawet obsługi komputera, a jest to obecnie podstawowa umiejętność wymagana przez pracodawców, nawet przy niezbyt skomplikowanych pracach. Czeka na pracodawcę, który zapuka do drzwi i zaproponuje pracę. Wiem, że to śmieszne i niedorzeczne ale czeka. Usłyszałam, że to rząd powinien zapewnić jej pracę.
Zauważyłam ostatnio, że niektórzy ludzie chcieliby dostawać wszystko co najlepsze bez żadnego wysiłku. Kojarzy mi się to z pewną sceną z jednej z bajek, w której stado mew potrafi wykrzykiwać tylko: daj, daj, daj...
Z moich obserwacji wynika, że najwięksi narzekacze nie podejmują żadnych wysiłków by zmienić swoje życie na satysfakcjonujące, mają tylko pretensje do wszystkich wokół za swój ciężki los.
Ostatnio, rozmawiałam z jedną z takich osób, która czeka na propozycję pracy od kilku (jeśli nie kilkunastu) lat. To dziwne, ale czeka. Nie podnosi swoich kwalifikacji bo uważa, że ma wystarczające. Nie uczy się nawet obsługi komputera, a jest to obecnie podstawowa umiejętność wymagana przez pracodawców, nawet przy niezbyt skomplikowanych pracach. Czeka na pracodawcę, który zapuka do drzwi i zaproponuje pracę. Wiem, że to śmieszne i niedorzeczne ale czeka. Usłyszałam, że to rząd powinien zapewnić jej pracę.
Żyję na tym świecie już parę lat i miałam możliwość obserwacji co najmniej kilku rządów w moim kraju. Żaden z nich nie zapewniał nikomu pracy jeśli człowiek sam nie podejmował działań w tej sprawie. Nie rozumiem jak dorosła, zdawało by się, osoba może myśleć w ten sposób?
Często rozmawiam z ludźmi w różnych okolicznościach, słyszę podobne historie i podobne oczekiwania. Zastanawiam się wtedy skąd ci ludzie czerpią wzorce? Wygląda to tak, jakby byli zupełnie pozbawieni samodzielnego myślenia, jakby nie mieli pomysłu na swoje życie i jakby czekali aż ktoś za nich zdecyduje, pozałatwia wszystko, a oni dostaną gotowe rozwiązania. Zupełnie jak te mewy z bajki dla dzieci.
W pracy także spotykam się z podobnymi postawami. Niektórzy pracownicy oczekują, że pracodawca poza wynagrodzeniem, które wypłaca powinien sam pilnować wszystkich spraw pracownika, zwłaszcza związanych z przywilejami. Często dziwią się, że nie dostają czegoś z automatu (to ulubione określenie pracowników), że muszą spełnić jakieś warunki albo chociażby zwrócić się na piśmie żeby otrzymać należny przywilej. Na zdziwienie pracownika, że nie otrzymał czegoś z automatu odpowiadam, że z automatu można dostać serie pod ścianą. To może zbyt drastyczne ale uświadamia, że nic samo się nie dzieje.
Nie dziwi mnie takie zachowanie dzieci, dopiero uczą się jak wygląda świat dorosłych, ale po dorosłych spodziewam się więcej. Dzieci wierzą w bajki i często bujają w obłokach, dorośli powinni raczej twardo stąpać po Ziemi.
Często rozmawiam z ludźmi w różnych okolicznościach, słyszę podobne historie i podobne oczekiwania. Zastanawiam się wtedy skąd ci ludzie czerpią wzorce? Wygląda to tak, jakby byli zupełnie pozbawieni samodzielnego myślenia, jakby nie mieli pomysłu na swoje życie i jakby czekali aż ktoś za nich zdecyduje, pozałatwia wszystko, a oni dostaną gotowe rozwiązania. Zupełnie jak te mewy z bajki dla dzieci.
W pracy także spotykam się z podobnymi postawami. Niektórzy pracownicy oczekują, że pracodawca poza wynagrodzeniem, które wypłaca powinien sam pilnować wszystkich spraw pracownika, zwłaszcza związanych z przywilejami. Często dziwią się, że nie dostają czegoś z automatu (to ulubione określenie pracowników), że muszą spełnić jakieś warunki albo chociażby zwrócić się na piśmie żeby otrzymać należny przywilej. Na zdziwienie pracownika, że nie otrzymał czegoś z automatu odpowiadam, że z automatu można dostać serie pod ścianą. To może zbyt drastyczne ale uświadamia, że nic samo się nie dzieje.
Nie dziwi mnie takie zachowanie dzieci, dopiero uczą się jak wygląda świat dorosłych, ale po dorosłych spodziewam się więcej. Dzieci wierzą w bajki i często bujają w obłokach, dorośli powinni raczej twardo stąpać po Ziemi.
Ludzie wspinający się po szczeblach kariery zawodowej też wydają się być bardziej roszczeniowi. Osiągając stanowiska kierownicze przede wszystkim oczekują wysokich zarobków zapominając o funkcjach jakie pełni się obejmując kierując ludźmi. Najważniejsze to zająć kierowniczy stołek, praca zorganizuje się sama.
Coraz młodsze osoby pchają się do kierowania nie mając pojęcia o organizacji pracy, podziale obowiązków między pracownikami, a nawet sposobie w jaki ma być wykonana praca. Powtarzają modne ostatnio określenia: proces, projekt, innowacja nie potrafią jednak zastosować ich w pracy.
Zauważyłam, że doświadczenie jest lekceważone, wręcz źle widziane. Młodzi szefowie nie słuchają pracowników, którzy wypracowali sprawdzone metody, uważają je za przestarzałe ale jednocześnie nie proponują sensownych, nowych rozwiązań.
Ostatnio rozdawane są pieniądze ludziom posiadającym dzieci. Matkom nie opłaca się pracować bo zasiłek uzależniony jest od wysokości dochodu. Wynagrodzenie za wychowanie dziecka zostało skalkulowane na 500 złotych miesięcznie, dodam, że drugiego dziecka, bo wychowanie pierwszego nie wymaga wynagrodzenia. Zadziwiający jest dla mnie sposób myślenia rządu. Zapewne chodzi jedynie o kupienie elektoratu...
Krzyczą o wsparciu dla najbiedniejszych, tylko nie tędy droga... Z rozdawania pieniędzy nigdy nie wychodziło nic dobrego. Należałoby tak zmotywować ludzi do pracy, z której mogliby się utrzymać, by chcieli pracować, a nie czekali aż państwo coś im da.
Poświęciłam rodzinę (kończyłam studia pracując), by zapewnić sobie pracę, która pozwoli na utrzymanie siebie i rodziny, a teraz mam utrzymywać osoby, które nie pracują by wychowywać dzieci? To niesprawiedliwe względem osób, które podobnie jak ja, dokładały wszelkich starań pracując, by zapewnić sobie i bliskim utrzymanie.
Państwo rozdaje niepracującym środki z podatków, które płacą pracujący obywatele, a ostatnio słyszę i czytam, że ludziom, którzy pracują mają być odbierane wypracowane przywileje, to według mnie nie jest w porządku.
Ostatnio rozdawane są pieniądze ludziom posiadającym dzieci. Matkom nie opłaca się pracować bo zasiłek uzależniony jest od wysokości dochodu. Wynagrodzenie za wychowanie dziecka zostało skalkulowane na 500 złotych miesięcznie, dodam, że drugiego dziecka, bo wychowanie pierwszego nie wymaga wynagrodzenia. Zadziwiający jest dla mnie sposób myślenia rządu. Zapewne chodzi jedynie o kupienie elektoratu...
Krzyczą o wsparciu dla najbiedniejszych, tylko nie tędy droga... Z rozdawania pieniędzy nigdy nie wychodziło nic dobrego. Należałoby tak zmotywować ludzi do pracy, z której mogliby się utrzymać, by chcieli pracować, a nie czekali aż państwo coś im da.
Poświęciłam rodzinę (kończyłam studia pracując), by zapewnić sobie pracę, która pozwoli na utrzymanie siebie i rodziny, a teraz mam utrzymywać osoby, które nie pracują by wychowywać dzieci? To niesprawiedliwe względem osób, które podobnie jak ja, dokładały wszelkich starań pracując, by zapewnić sobie i bliskim utrzymanie.
Państwo rozdaje niepracującym środki z podatków, które płacą pracujący obywatele, a ostatnio słyszę i czytam, że ludziom, którzy pracują mają być odbierane wypracowane przywileje, to według mnie nie jest w porządku.
W wielu zakładach pracy przywileje za pracę takie jak dodatek za wieloletnią pracę, zwany potocznie dodatkiem stażowym już został zabrany. Nagrody jubileuszowe, będące docenieniem wieloletniej pracy, bo wypłacane są za staż powyżej 20 lat pracy, również w wielu zakładach pracy zniknęły, wkrótce zapewne znikną we wszystkich.
Za to pojawią się pewnie nowe zasiłki dla olbrzymiej grupy ludzi, którym, zwyczajnie nie opłaca się pracować...
Następne pokolenia uczone są życia na koszt państwa. Komuna wróciła, choć większość z nas myślała, że była wystarczającą nauczką...
sobota, 28 stycznia 2017
Emerytura
Nie mogę się doczekać kiedy będę miała uprawnienia by rozpocząć nowe życie na emeryturze. Mam nadzieję, że będzie mnie stać na picie codziennej kawki, bo bez niej nie wyobrażam sobie wypoczynku po wielu latach pracy.
Ostatnio przeczytałam wypowiedź jednej z pań posłanek, że osoby z niską emeryturą są same sobie winne, gdyż nie zdobyły wykształcenia i w związku z tym nie osiągnęły wystarczająco wysokich zarobków, by mieć taką emeryturę, z której spokojnie można się utrzymać.
Częściowo się nawet z nią zgadzam, każde wynagrodzenie wymaga wysiłku. Zdobywanie wiedzy, wraz z dokumentami, które w jakimś stopniu ją potwierdzają i są wymagane przez pracodawców nie przychodzi łatwo. Okupione jest poświęceniem czasu, często środków na opłacenie studiów czy różnych kursów uprawniających do wykonywania zawodu. Jedni podejmują się takich poświeceń, inni uważają, że wszystko powinno im się należeć tylko za to, że się urodzili...
Decyzja o zakończeniu zatrudnienia i przejściu na emeryturę dla wielu osób jest jednak bardzo trudna. Zwłaszcza dla osób, które lubią swoją pracę, nie wyobrażają sobie co będą robiły mając do dyspozycji tyle wolnego czasu. Znam osoby, które zakończyły swoje życie zawodowe i wpadły w depresję z powodu braku kontaktów z ludźmi, który, pracując, zazwyczaj był dość intensywny.
Niedawno rozmawiałam z kobietą, która w wieku 65 lat, a więc mając już uprawnienia emerytalne, boi się reorganizacji w pracy, ponieważ w jej wyniku może zostać zwolniona. Tłumaczyłam jej, że lepiej skorzystać z przywileju w tych okolicznościach i zdecydować się na odejście na zasłużoną emeryturę. Myślę, że 40 ze swoich przeżytych 65 lat, które przepracowała i wysokość jej emerytury pozwoli żyć na całkiem przyzwoitym poziomie. Więc czym tu się martwić?
Mając bardzo różnorodne zainteresowania, nie sądzę bym się nudziła gdy zakończę swoje życie zawodowe. Znam też osoby, które bardzo czynnie spędzają wolny czas na emeryturze, to jest ich nowe życie.
Wiele kobiet będąc na emeryturze zajmuje się swoimi wnukami i jest to dla nich takie drugie macierzyństwo. Poczucie, że jest się potrzebnym niektórym bardzo pomaga.
W chwili obecnej panuje trend młodości. Starszych i doświadczonych pracowników wymienia się na młode, przebojowe kadry, bez względu na ich doświadczenie, czy raczej jego brak. Bardzo rzadko zdarzają się sytuacje gdy starszy pracownik pracuje równolegle z młodym, zdobywającym doświadczenie.
Wydaje mi się, że pracodawców zwyczajnie nie stać na zatrudnienie dwóch osób na tym samym stanowisku tylko po to, by młodszy czegoś się nauczył od starszego. Poza tym młodzi ludzie mają bardzo wysokie mniemanie o sobie, są przekonani, że swobodnie poradzą sobie ze wszystkimi zadaniami. W praktyce różnie to wygląda...
Obserwuję co dzieje się w moim kraju, sytuacja jest bardzo niepewna. Elity rządzące dbają wyłącznie o własne interesy bezmyślnie rozdając pieniądze. W krótkim czasie doprowadzą do bankructwa i nie będzie środków na emerytury dla tych młodych ludzi, którzy obecnie są u progu kariery zawodowej.
Generalnie wydaje się obowiązywać zasada - jak najwięcej korzystać z życia tu i teraz, a na starość - jakoś będzie...
Decyzja o zakończeniu zatrudnienia i przejściu na emeryturę dla wielu osób jest jednak bardzo trudna. Zwłaszcza dla osób, które lubią swoją pracę, nie wyobrażają sobie co będą robiły mając do dyspozycji tyle wolnego czasu. Znam osoby, które zakończyły swoje życie zawodowe i wpadły w depresję z powodu braku kontaktów z ludźmi, który, pracując, zazwyczaj był dość intensywny.
Niedawno rozmawiałam z kobietą, która w wieku 65 lat, a więc mając już uprawnienia emerytalne, boi się reorganizacji w pracy, ponieważ w jej wyniku może zostać zwolniona. Tłumaczyłam jej, że lepiej skorzystać z przywileju w tych okolicznościach i zdecydować się na odejście na zasłużoną emeryturę. Myślę, że 40 ze swoich przeżytych 65 lat, które przepracowała i wysokość jej emerytury pozwoli żyć na całkiem przyzwoitym poziomie. Więc czym tu się martwić?
Mając bardzo różnorodne zainteresowania, nie sądzę bym się nudziła gdy zakończę swoje życie zawodowe. Znam też osoby, które bardzo czynnie spędzają wolny czas na emeryturze, to jest ich nowe życie.
Wiele kobiet będąc na emeryturze zajmuje się swoimi wnukami i jest to dla nich takie drugie macierzyństwo. Poczucie, że jest się potrzebnym niektórym bardzo pomaga.
W chwili obecnej panuje trend młodości. Starszych i doświadczonych pracowników wymienia się na młode, przebojowe kadry, bez względu na ich doświadczenie, czy raczej jego brak. Bardzo rzadko zdarzają się sytuacje gdy starszy pracownik pracuje równolegle z młodym, zdobywającym doświadczenie.
Wydaje mi się, że pracodawców zwyczajnie nie stać na zatrudnienie dwóch osób na tym samym stanowisku tylko po to, by młodszy czegoś się nauczył od starszego. Poza tym młodzi ludzie mają bardzo wysokie mniemanie o sobie, są przekonani, że swobodnie poradzą sobie ze wszystkimi zadaniami. W praktyce różnie to wygląda...
Obserwuję co dzieje się w moim kraju, sytuacja jest bardzo niepewna. Elity rządzące dbają wyłącznie o własne interesy bezmyślnie rozdając pieniądze. W krótkim czasie doprowadzą do bankructwa i nie będzie środków na emerytury dla tych młodych ludzi, którzy obecnie są u progu kariery zawodowej.
Generalnie wydaje się obowiązywać zasada - jak najwięcej korzystać z życia tu i teraz, a na starość - jakoś będzie...
czwartek, 12 stycznia 2017
Damskie czy męskie?
Nie spotkałam się z różnicowaniem kawki ze względu na płeć. Tę samą kawkę piją zarówno kobiety, jak i mężczyźni, nie ma też znaczenia sposób przyrządzania. Ja przynajmniej nie spotkałam się z kawką dla kobiet ani z kawką dla mężczyzn.
Inaczej ma się sprawa podziałów ze względu na płeć w różnych dziedzinach życia. Zaobserwowałam, że te podziały zaczęły się zacierać wiele lat temu i cały czas ten proces trwa.
Odważne kobiety zaczęły wprowadzać zmiany w ubiorze. Zauważyły wygodę ubiorów męskich i zamiast sukien zaczęły nosić spodnie. Firmy odzieżowe obecnie produkują coraz więcej towarów unisex.
Sama przez wiele lat nosiłam męskie kurtki zimowe z powodu ich funkcjonalności (dużo różnych kieszonek) i sposobu zapinania. Otóż, nie rozumiem dlaczego damskie części odzieży (kurtki, bluzki, spodnie) trzeba zapinać i rozpinać lewą ręką, podczas gdy męskie - prawą.
Może zaczęto by produkować odzież w podziale dla prawo i leworęcznych? To miałoby sens, bo nie wszystkie kobiety są leworęczne i nie wszyscy mężczyźni są praworęczni.
W tym sezonie zimowym postanowiłam kupić sobie damską kurtkę zimową, bo podobał mi się kolor. Nigdy więcej! Kurtki damskie mają olbrzymie kaptury, zupełnie jakby kobiety miały gigantyczne głowy o średnicy 30 cm. Zakładając taki kaptur zasłania on całą twarz i nie sposób w nim iść podczas deszczu, silnego wiatru czy śniegu - nie wiem kto to wymyślił... W męskich kurtkach kaptury są o wiele mniejsze, funkcjonalne.
Buty... Pisałam w jednych z wcześniejszych postów o szpilkach, w których chodzą kobiety, niszcząc sobie stopy. Mężczyznom to nie grozi, dla nich produkuje się wygodne buty. Buty na obcasach noszą przeważnie mężczyźni, którzy chcą być wyżsi.
Zegarki damskie zawsze były mniejsze od męskich, ostatnio to się (na szczęście) zmieniło. Korzystając z zegarka na rękę, który ma cyferblat o średnicy jednego centymetra nie jest wygodne, bo ledwo widać wskazanie godziny. Wiele kobiet zegarki na rękę traktuje jak biżuterię i nie jest dla nich ważne czy widać która jest godzina. Ja jestem wygodna - lubię widzieć nie podnosząc nadgarstka do oka. Od kilku lat, gdy wzrok zaczął mi się psuć, noszę męski zegarek, bo lepiej widzę na nim godzinę. Zauważyłam jednak, że obecnie można kupić damski zegarek różnej wielkości.
Samochody też są damskie i męskie. Dla kobiet poleca się małe samochody, które jednak są mniej bezpieczne w starciu np. z ciężarówką. Nie mają żadnych szans. Dla mężczyzn są przewidziane duże, masywne auta. O ile jeszcze 50 lat temu było to dla mnie zrozumiałe, bo duże i ciężkie samochody trudniej się prowadziło, kierownica nie posiadała wspomagania, ciężko zmieniało się biegi... Obecnie jest wiele usprawnień, kobiety świetnie radzą sobie z prowadzeniem dużych samochodów.
Mam nadzieję, że te różnice będą się zacierały coraz bardziej, chociaż tradycjonaliści sztywno trzymają się swoich zasad, często obrażając i wyśmiewając osoby, które te zasady łamią.
Nie mam nic przeciwko temu, by kobiety ubierały się w garderobę przeznaczoną dla mężczyzn, ani by mężczyźni ubierali się w garderobę przeznaczoną dla kobiet. Nie ograniczają mnie wskazówki producentów. Nie czuję się mniej kobieco nosząc męski zegarek, czy kurtkę. Dla mnie przede wszystkim liczy się wygoda i funkcjonalność.
Odnoszę wrażenie, że podział na rzeczy damskie i męskie miał podkreślić delikatność i słabość kobiet, który we współczesnym świecie nie ma racji bytu. Współczesne kobiety na każdym kroku pokazują jak stają się coraz silniejsze, co nie znaczy, że stają się mężczyznami. Mężczyźni, którzy noszą odzież, czy ozdoby uważane za kobiece nie stają się kobietami...
Inaczej ma się sprawa podziałów ze względu na płeć w różnych dziedzinach życia. Zaobserwowałam, że te podziały zaczęły się zacierać wiele lat temu i cały czas ten proces trwa.
Odważne kobiety zaczęły wprowadzać zmiany w ubiorze. Zauważyły wygodę ubiorów męskich i zamiast sukien zaczęły nosić spodnie. Firmy odzieżowe obecnie produkują coraz więcej towarów unisex.
Sama przez wiele lat nosiłam męskie kurtki zimowe z powodu ich funkcjonalności (dużo różnych kieszonek) i sposobu zapinania. Otóż, nie rozumiem dlaczego damskie części odzieży (kurtki, bluzki, spodnie) trzeba zapinać i rozpinać lewą ręką, podczas gdy męskie - prawą.
Może zaczęto by produkować odzież w podziale dla prawo i leworęcznych? To miałoby sens, bo nie wszystkie kobiety są leworęczne i nie wszyscy mężczyźni są praworęczni.
W tym sezonie zimowym postanowiłam kupić sobie damską kurtkę zimową, bo podobał mi się kolor. Nigdy więcej! Kurtki damskie mają olbrzymie kaptury, zupełnie jakby kobiety miały gigantyczne głowy o średnicy 30 cm. Zakładając taki kaptur zasłania on całą twarz i nie sposób w nim iść podczas deszczu, silnego wiatru czy śniegu - nie wiem kto to wymyślił... W męskich kurtkach kaptury są o wiele mniejsze, funkcjonalne.
Buty... Pisałam w jednych z wcześniejszych postów o szpilkach, w których chodzą kobiety, niszcząc sobie stopy. Mężczyznom to nie grozi, dla nich produkuje się wygodne buty. Buty na obcasach noszą przeważnie mężczyźni, którzy chcą być wyżsi.
Zegarki damskie zawsze były mniejsze od męskich, ostatnio to się (na szczęście) zmieniło. Korzystając z zegarka na rękę, który ma cyferblat o średnicy jednego centymetra nie jest wygodne, bo ledwo widać wskazanie godziny. Wiele kobiet zegarki na rękę traktuje jak biżuterię i nie jest dla nich ważne czy widać która jest godzina. Ja jestem wygodna - lubię widzieć nie podnosząc nadgarstka do oka. Od kilku lat, gdy wzrok zaczął mi się psuć, noszę męski zegarek, bo lepiej widzę na nim godzinę. Zauważyłam jednak, że obecnie można kupić damski zegarek różnej wielkości.
Samochody też są damskie i męskie. Dla kobiet poleca się małe samochody, które jednak są mniej bezpieczne w starciu np. z ciężarówką. Nie mają żadnych szans. Dla mężczyzn są przewidziane duże, masywne auta. O ile jeszcze 50 lat temu było to dla mnie zrozumiałe, bo duże i ciężkie samochody trudniej się prowadziło, kierownica nie posiadała wspomagania, ciężko zmieniało się biegi... Obecnie jest wiele usprawnień, kobiety świetnie radzą sobie z prowadzeniem dużych samochodów.
Mam nadzieję, że te różnice będą się zacierały coraz bardziej, chociaż tradycjonaliści sztywno trzymają się swoich zasad, często obrażając i wyśmiewając osoby, które te zasady łamią.
Nie mam nic przeciwko temu, by kobiety ubierały się w garderobę przeznaczoną dla mężczyzn, ani by mężczyźni ubierali się w garderobę przeznaczoną dla kobiet. Nie ograniczają mnie wskazówki producentów. Nie czuję się mniej kobieco nosząc męski zegarek, czy kurtkę. Dla mnie przede wszystkim liczy się wygoda i funkcjonalność.
Odnoszę wrażenie, że podział na rzeczy damskie i męskie miał podkreślić delikatność i słabość kobiet, który we współczesnym świecie nie ma racji bytu. Współczesne kobiety na każdym kroku pokazują jak stają się coraz silniejsze, co nie znaczy, że stają się mężczyznami. Mężczyźni, którzy noszą odzież, czy ozdoby uważane za kobiece nie stają się kobietami...
poniedziałek, 26 grudnia 2016
Nagość
Kawka dla mnie - musi być ze śmietanką, inaczej jest po prostu naga...
Sposób ubierania się i rozbierania przechodzi od wieków wiele przemian. Zanim ludzie zaczęli się ubierać, z potrzeby ogrzania się, zapewne funkcjonowali nadzy w społeczeństwie. Z czasem nagość stała się złem, grzechem bo tak głosili i głoszą księża, nie tylko katoliccy.
Wielokrotnie słyszałam, że jesteśmy katolickim krajem i należy się wstydzić nagości. Coś z tym jednak jest nie tak, bo nagość pojawia się wszędzie. Wpół nagie kobiety reklamują różne produkty, a ostatnio im mniej ubrana kobieta na przeróżnych uroczystościach kulturalnych tym większe wzbudza zainteresowanie i podziw. Co to zatem za grzech?
Księża od wieków poniżają kobiety nazywając ich ciała grzesznymi, może dlatego wykorzystują seksualnie małych chłopców, ich ciała nie są grzeszne...
Bywałam swego czasu na plażach naturystycznych i dużo lepiej się na nich czułam niż na tych tekstylnych, gdzie jedni drugim krytycznie się przyglądają i niejednokrotnie, po chamsku wyrażają swoje oceny. Co ciekawe, z największą krytyką oceniane są kobiety, przez mężczyzn, którzy sami nie są doskonale zbudowani.
Ostatnio na jednej ze stron internetowych czytałam o wystawie malarzy renesansu (nie znam się za bardzo na malarstwie). Na obrazie reklamującym tę wystawę przedstawiona była naga kobieta z dzieckiem, choć w treści artykułu, po otwarciu linka, przedstawione były obrazy o różnej tematyce. Dlaczego więc na zachętę pokazano obraz z nagą kobietą? Krajobrazy czy budowle nie wzbudziłyby zainteresowania wystawą? A dlaczego nie nagi mężczyzna?
Nie mam nic przeciwko nagości, dziwi mnie tylko, że kobiety chętniej eksponują swoje nagie ciała niż mężczyźni. A może wynika to z tchórzostwa mężczyzn? Bo kobiety zaczęłyby ich oceniać? Bo psychicznie nie poradziliby sobie z negatywnymi ocenami?
Zauważyłam, że osoby, obu płci, które najwięcej krytykują innych, nie są w stanie znieść krytyki wyrażonej pod swoim adresem.
Sposób ubierania się i rozbierania przechodzi od wieków wiele przemian. Zanim ludzie zaczęli się ubierać, z potrzeby ogrzania się, zapewne funkcjonowali nadzy w społeczeństwie. Z czasem nagość stała się złem, grzechem bo tak głosili i głoszą księża, nie tylko katoliccy.
Wielokrotnie słyszałam, że jesteśmy katolickim krajem i należy się wstydzić nagości. Coś z tym jednak jest nie tak, bo nagość pojawia się wszędzie. Wpół nagie kobiety reklamują różne produkty, a ostatnio im mniej ubrana kobieta na przeróżnych uroczystościach kulturalnych tym większe wzbudza zainteresowanie i podziw. Co to zatem za grzech?
Księża od wieków poniżają kobiety nazywając ich ciała grzesznymi, może dlatego wykorzystują seksualnie małych chłopców, ich ciała nie są grzeszne...
Bywałam swego czasu na plażach naturystycznych i dużo lepiej się na nich czułam niż na tych tekstylnych, gdzie jedni drugim krytycznie się przyglądają i niejednokrotnie, po chamsku wyrażają swoje oceny. Co ciekawe, z największą krytyką oceniane są kobiety, przez mężczyzn, którzy sami nie są doskonale zbudowani.
Ostatnio na jednej ze stron internetowych czytałam o wystawie malarzy renesansu (nie znam się za bardzo na malarstwie). Na obrazie reklamującym tę wystawę przedstawiona była naga kobieta z dzieckiem, choć w treści artykułu, po otwarciu linka, przedstawione były obrazy o różnej tematyce. Dlaczego więc na zachętę pokazano obraz z nagą kobietą? Krajobrazy czy budowle nie wzbudziłyby zainteresowania wystawą? A dlaczego nie nagi mężczyzna?
Nie mam nic przeciwko nagości, dziwi mnie tylko, że kobiety chętniej eksponują swoje nagie ciała niż mężczyźni. A może wynika to z tchórzostwa mężczyzn? Bo kobiety zaczęłyby ich oceniać? Bo psychicznie nie poradziliby sobie z negatywnymi ocenami?
Zauważyłam, że osoby, obu płci, które najwięcej krytykują innych, nie są w stanie znieść krytyki wyrażonej pod swoim adresem.
sobota, 19 listopada 2016
Zabór watykański
Gdy zaczęłam pić kawkę, kupowało się ją w ziarnach. Można było poprosić w sklepie o zmielenie lub kupić sobie młynek do kawy i zmielić w domu. Teraz można kupić kawę mieloną lub rozpuszczalną. Można zaparzyć ją w ekspresie, zaparzaczu lub rozpuszczalną zalać gorącą wodą. Jest wolny wybór, każdy przyrządza sobie kawkę według własnych upodobań.
Postęp zauważalny jest w każdej dziedzinie życia, wszystkie kraje chcą się rozwijać. Kiedyś, w moim kraju szczytem marzeń była pralka automatyczna, czy zmywarka, a w niektórych domach nawet łazienka...
Dwadzieścia siedem lat temu zmienił się ustrój, sytuacja zaczęła sie poprawiać, goniliśmy zachód. Aż tu nagle rząd mojego kraju podpisał konkordat i Watykan zaczął zagrabiać mój kraj. Miliardy przekazywane kościołowi, prawo uchwalane pod dyktando hierarchów kościoła, przekazywanie ziemi za bezcen i wmawianie wszystkim, że jesteśmy krajem katolickim, chociaż w konstytucji mamy zapisaną wolność wyznania...
Przez prawie trzydzieści lat rządziły w moim kraju różne opcje polityczne. Jedne mniej, inne bardziej posłuszne hierarchom kościelnym. Księża z krzyżami machający miotełkami z wodą obecni na wszystkich, nawet najdrobniejszych uroczystościach państwowych. Tak wkroczyliśmy w XXI wiek. Żenada...
Dwanaście lat temu mój kraj stał się członkiem Unii Europejskiej. Zdawało mi się, że teraz może być tylko lepiej. Przez kilka lat miałam nadzieję na rozwój, postęp cywilizacyjny, otwarcie na świat. Podróże po Europie stały się łatwiejsze, również kontakt z innymi krajami za pomocą internetu.
Dzięki temu, między innymi, moimi przemyśleniami i obserwacjami mogę podzielić się z mieszkańcami całego świata, to niezwykłe i ekscytujące. Gdy sprawdzam statystyki i widzę w jakich odległych krajach ludzie czytają moje posty, jestem wzruszona...
Nagle dziś, czytam w wiadomościach, że władze mojego kraju to nie tylko prezydent i rząd! Mamy króla! To mityczna postać - Jezus Chrystus. Zaczęłam się zastanawiać - czy cofnęłam się w czasie? Nie! Jest nadal rok 2016, a wciskanie ciemnoty moim rodakom osiąga kolejny poziom...
Nie wiem co o tym myśleć, czego teraz się spodziewać? Czy już jesteśmy pod zaborem watykańskim? W internecie pojawia się wiele dowcipnych komentarzy, ale tak naprawdę jest to przerażające!
Czy ci, którzy dziś przekazują nasz kraj hierarchom watykańskim zapomnieli już, że wieki temu, chronili się u nas ludzie uciekający przed inkwizycją? Sytuacja staje się coraz bardziej niepokojąca...
Mam jeszcze nadzieję, że ludzie opamiętają się i pozbędą się zaborcy, choć nie będzie to łatwe.
Postęp zauważalny jest w każdej dziedzinie życia, wszystkie kraje chcą się rozwijać. Kiedyś, w moim kraju szczytem marzeń była pralka automatyczna, czy zmywarka, a w niektórych domach nawet łazienka...
Dwadzieścia siedem lat temu zmienił się ustrój, sytuacja zaczęła sie poprawiać, goniliśmy zachód. Aż tu nagle rząd mojego kraju podpisał konkordat i Watykan zaczął zagrabiać mój kraj. Miliardy przekazywane kościołowi, prawo uchwalane pod dyktando hierarchów kościoła, przekazywanie ziemi za bezcen i wmawianie wszystkim, że jesteśmy krajem katolickim, chociaż w konstytucji mamy zapisaną wolność wyznania...
Przez prawie trzydzieści lat rządziły w moim kraju różne opcje polityczne. Jedne mniej, inne bardziej posłuszne hierarchom kościelnym. Księża z krzyżami machający miotełkami z wodą obecni na wszystkich, nawet najdrobniejszych uroczystościach państwowych. Tak wkroczyliśmy w XXI wiek. Żenada...
Dwanaście lat temu mój kraj stał się członkiem Unii Europejskiej. Zdawało mi się, że teraz może być tylko lepiej. Przez kilka lat miałam nadzieję na rozwój, postęp cywilizacyjny, otwarcie na świat. Podróże po Europie stały się łatwiejsze, również kontakt z innymi krajami za pomocą internetu.
Dzięki temu, między innymi, moimi przemyśleniami i obserwacjami mogę podzielić się z mieszkańcami całego świata, to niezwykłe i ekscytujące. Gdy sprawdzam statystyki i widzę w jakich odległych krajach ludzie czytają moje posty, jestem wzruszona...
Nagle dziś, czytam w wiadomościach, że władze mojego kraju to nie tylko prezydent i rząd! Mamy króla! To mityczna postać - Jezus Chrystus. Zaczęłam się zastanawiać - czy cofnęłam się w czasie? Nie! Jest nadal rok 2016, a wciskanie ciemnoty moim rodakom osiąga kolejny poziom...
Nie wiem co o tym myśleć, czego teraz się spodziewać? Czy już jesteśmy pod zaborem watykańskim? W internecie pojawia się wiele dowcipnych komentarzy, ale tak naprawdę jest to przerażające!
Czy ci, którzy dziś przekazują nasz kraj hierarchom watykańskim zapomnieli już, że wieki temu, chronili się u nas ludzie uciekający przed inkwizycją? Sytuacja staje się coraz bardziej niepokojąca...
Mam jeszcze nadzieję, że ludzie opamiętają się i pozbędą się zaborcy, choć nie będzie to łatwe.
sobota, 5 listopada 2016
Walka o płody
Czytelnicy większości moich postów, mogli, w kilku z nich, przeczytać o tym, że gdy kawka mi się rozleje, to jej nie piję, bo mi nie smakuje i robię sobie nową. Może to zbyt drastyczne porównanie do tego, o czym chcę dziś napisać, ale jestem bardzo zbulwersowana tym, co dzieje się w XXI wieku w moim kraju.
Rząd mojego kraju opętało jakieś szaleństwo. Chcą, by rodziły się zdeformowane, kalekie istoty. Za urodzenie takiej istoty, kobieta, która zdecyduje się ją urodzić, dostanie, chyba na pocieszenie, drobną kwotę.
Wprowadzając takie prawo, osoby rządzące moim krajem przedstawiają siebie jako wyjątkowo nieczułe i podłe względem kobiet, skazują kobiety na męczarnię fizyczną i psychiczną. Właśnie tak zachowują się wyznawcy wszelkich religii.
Mamy na to wiele historycznych dowodów. Wiele milionów wymordowanych z wyjątkowym okrucieństwem ludzi, w imię wiary, bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia, którym się szczycą.
Dziś, wyznawcy tych oprawców wprowadzają tak nieludzkie prawo w moim kraju, oczywiście w porozumieniu z kościelnymi hierarchami. Bo to, co się urodzi trzeba ochrzcić i pochować! To wyjątkowo podłe i obrzydliwe!
Współczuję kobietom, które dowiedzą się, że płód, który noszą w macicy, jest zdeformowany, uszkodzony czy posiada wady genetyczne. Oferta drobnej kwoty za urodzenie takiej istoty, która przeżyje kilka godzin, dni lub tygodni to poniżenie kobiet. Nikt przy zdrowych zmysłach nie skazałby żadnej osoby na takie cierpienie.
Zwierzęta, gdy rodzą się im niesprawne osobniki, po prostu je zjadają, by nie cierpiały, instynktownie nie narażając ich na mękę, jaki zatem instynkt ma człowiek, który o tym nie myśli? Zwyrodnialca?
Patrzenie na umierającą w bólach istotę, która miała być zdrowym, słodkim dzidziusiem, wychowywanie dziecka, którym trzeba się zajmować 24 godziny na dobę, nie mając środków na utrzymanie (bo nie ma możliwości by pracować zawodowo), znajduje się poza wyobraźnią naszych ustawodawców.
Najlepiej przywiązać kobiety do łóżek cierpiących, umierających, zrobić z nich wieczne opiekunki, aby przypadkiem nie miały swojego życia, a już na pewno niech nie mieszają się do życia publicznego. Mają być tylko do rodzenia, bo tego mężczyzna nie jest w stanie zrobić.
Takiego rządu jeszcze nie mieliśmy, nawet za czasów komuny...
Państwo, które nie ma środków na utrzymanie obecnie żyjących całkowicie niepełnosprawnych, obiecuje środki tym, którzy się urodzą i w żaden, absolutnie żaden sposób nie będą w stanie samodzielnie egzystować gdy np. im zabraknie matek-opiekunek.
Najgłośniej krzyczą ci, którzy nawet jednego dnia nie spędzili przy łóżku całkowicie niepełnosprawnego dziecka czy dorosłego człowieka. Nie wiedzą jaka to ciężka praca, za którą nie otrzymuje się żadnego wynagrodzenia, nawet wdzięczności tego chorego, który często nie chce żyć!
Przeżyłam już ponad pół wieku, zetknęłam się z ludźmi w różnych sytuacjach ale w najśmielszych oczekiwaniach nie byłabym w stanie wyobrazić sobie takiego piekła na ziemi jakie szykuje nam obecny rząd, za moje, między innymi ciężko zapracowane pieniądze.
Najgorsze jest to, że rządzący moim krajem mogą bezkarnie uchwalać takie prawo jakie im się podoba, mając większość w parlamencie, protesty więc nie mają większego sensu, bo ustawodawcy są wyraźnie zaślepieni swoim bestialstwem i sprawia im to wyraźną satysfakcję.
Po raz pierwszy od wielu lat boję się do czego doprowadzą dalsze takie działania, jakie chore pomysły jeszcze przyjdą do głowy rządzącym obecnie?
Pamiętam czasy gdy mój kraj był wyniszczony po czasach komuny - jedzenie i ubrania na kartki, galopujące w górę ceny, w środkach masowego przekazu sama propaganda... Nie myślałam, że cofniemy się o 35 lat, a w niektórych dziedzinach życia o kilka, a nawet kilkanaście wieków...
Nie wiem czy obecnie strajki, takie jak 35 lat temu cokolwiek by zmieniły... Boję się krwawych starć na ulicach, a obecnie rządzący do tego zmierzają. Złość i nienawiść, którymi epatują są przerażające, czy ktokolwiek jest w stanie zatrzymać tę niszczącą machinę?
Subskrybuj:
Posty (Atom)