piątek, 9 września 2016

Młodzi zdolni

Moja kawka dzisiaj zmieniła jeden ze składników, na mleko sojowe. Dla mnie to młody składnik, choć na rynku produktów zastępujących mleko istnieje od paru lat. Czasami takie zmiany wprowadzają świeżość lecz nie zawsze się sprawdzają.
 
Podobnie jest z nowymi, młodymi kadrami. Obecnie w moim kraju młodzi i zdolni są na topie, wspierani przez starych dopuszczonych do władzy. Im młodszy, tym zdolniejszy i bardziej kompetentny. Nie twierdzę, że młodzi ludzie nie są kompetentni, często są ale czy na starcie zasługują na najwyższe stanowiska, pensje i zaszczyty?

Zdrowiej traktowano młodych, gdy najpierw musieli zdobyć doświadczenie zaczynając karierę zawodową od najniższych stanowisk. Poznawali wówczas pracę u podstaw. Gdy zatrudnia się młodych ludzi na starcie od razu na najwyższych stanowiskach, nie mają pojęcia jak organizować pracę, bo nie wiedzą ile czasu zajmują poszczególne czynności, to powoduje chaos. 

Poza tym ci, którzy powierzyli im wysokie stanowiska, po pewnym czasie, z różnych powodów, tracą swoje wpływy i wtedy kończy się kariera ich podopiecznych. Młodzi i zdolni najczęściej tracą swoje stanowiska i zasilają szeregi bezrobotnych, bo ich poczucie własnej wartości, zbudowane przez opiekunów, nie pozwala im podjąć pracy na niższym stanowisku. 

Znam takiego mężczyznę, który od 20 lat nie może znaleźć pracy na stanowisku dyrektora, a przecież nie będzie teraz pracował jako szeregowy pracownik i słuchał jakiegoś dyrektora, który mógłby być jego synem! Już zapomniał jak sam był takim dyrektorem.

Wymagania młodych i zdolnych nie tylko na wysokich stanowiskach są wygórowane. Ostatnio zetknęłam się z osobą starającą się o zatrudnienie na stanowisku sekretarki, bez doświadczenia, prosto po skończeniu szkoły, która na starcie zażyczyła sobie pensję wyższą niż mają długoletni pracownicy z ogromnym doświadczeniem. Musiała mieć dobrego opiekuna, bo udało się jej otrzymać pensję jakiej żądała.

Swoją drogą zastanawiam się dokąd ci młodzi i zdolni nas zaprowadzą... Obawiam się, że ze swoją wiedzą i doświadczeniem - na dno...

środa, 17 sierpnia 2016

Upadek wartości

Kawka odpowiednio przyrządzona i podana jest rozkoszą dla podniebienia. Gdyby została przyrządzona w blaszanym kubku, może by nie straciła walorów smakowych, jednak trochę inaczej by się ją piło niż z filiżanki.

Ostatnio w moim kraju wykorzystuje się symbole i rocznice różnych wydarzeń w zaskakujący sposób.

Wyciskanie na siłę do wszystkich obchodów rocznic walk obronnych odczytywania listy osób, które zginęły w wypadku lotniczym i stawianie ich na równi z osobami walczącymi w obronie naszego kraju jest co najmniej nie na miejscu.

Oczywiście było to bardzo smutne wydarzenie ale nikt w tym samolocie nie walczył z bronią w ręku, nie miał zamiaru narażać życia w walce.
Wydaje się, że znaczenie słów obronność, poległ, walka bardzo się zmieniło w moim kraju. Wystarczy zginąć w podróży służbowej by zostać poległym, a przepracowanie kilku miesięcy u boku ministra obrony narodowej równe jest wybitnym zasługom dla obronności kraju, wymagającym złotego medalu.

Żyję już trochę na tym świecie, połowa mojej rodziny zginęła na wojnie, nikt nie otrzymał medalu, poświęcili swoje życie, osierocili dzieci, a teraz stawiani są na równi z ofiarami wypadku lotniczego, nóż się w kieszeni otwiera.

Z rocznicy Powstania Warszawskiego robi się odpustowe święto, z gadżetami ozdobionymi symbolem Polski Walczącej,  to oburzające. Zginęły tysiące ludzi w walkach, rozstrzelani na ulicach, po to by teraz tak zwani narodowcy niszczyli miasto wszczynając awantury z kijami bejsbolowymi opatrzonymi symbolami Powstania Warszawskiego? To skandal.

Upadają wszystkie wartości, liczą się tylko te, które głosi kościół, to straszne. Modły do wymyślonych postaci stają się ważniejsze niż pamięć i żyjących i naprawdę poległych w walkach w obronie ojczyzny. 

Co musi się stać by ludzie oprzytomnieli? Do czego jeszcze musi się posunąć partia rządząca? Prawdę mówiąc przeraża mnie to.

niedziela, 10 lipca 2016

Gra w dziecko

Wiele rozmów odbyłam przy kawce, także o dzieciach, które chce się mieć, których się nie planuje i których posiadanie miało zapewnić stabilność związku.

Ostatnio w moim kraju zostały wprowadzone przepisy, które miały zachęcić do posiadania dzieci. Zachęta polega na wypłacie świadczeń w związku z posiadaniem dzieci. Czyżby nasze władze uważały, że wszystko można kupić? 

Mogę wykonywać pracę za pieniądze, ale rodzić dzieci? Mnie to nie przekonuje. 

Jednocześnie proponuje się całkowity zakaz aborcji. Czyli totalny nakaz rodzenia, bez względu na konsekwencje dla kobiety i dziecka. 

Jestem kobietą, nie planuję więcej dzieci, bo państwo nie pomogło mi w wychowaniu jednego, a wręcz utrudniało mi to zadanie na każdym kroku. 

Nie chcę zniechęcić kobiet do posiadania dzieci, tak KOBIET, bo w większości przypadków rola mężczyzn kończy się na zapłodnieniu. Wielu z ojców nie ponosi żadnych konsekwencji wynikających ze spłodzenia potomka. 

Przyjęło się od zarania dziejów, że to rolą kobiety jest wychowanie dziecka, bo mężczyzna nie ma możliwości rodzenia. Tak skonstruowała nas natura. Dlaczego mężczyźni mają decydować o tym czy kobieta urodzi ich dziecko, czy nie? Dyskusje, które ciągną się w moim kraju na ten temat, zdają się nie mieć końca.

Zadziwia mnie i zawsze zadziwiała ilość dzieci w rodzinach, w których nie ma funduszy na utrzymanie tych dzieci. Sama znam kilka takich rodzin czekających na zasiłki, bo sami nie są zdolni do wyżywienia czy ubrania dzieci, o wykształceniu nie wspomnę.

W rodzinach zasiłkowców rodzą się kolejni zasiłkowcy, uczeni od urodzenia pobierania zasiłków, zapomóg i innych funduszy pomocowych. Nie uczą się utrzymywania z pracy, tylko z zasiłków.

Pieniądze na takie dofinansowania wypłacane są z podatków ludzi, którzy pracują i uczą swoje dzieci pracy. To niesprawiedliwe względem tych, którzy wkładają wiele wysiłku w samodzielne utrzymanie.

Z moich obserwacji wynika, że nie jest to powszechne tylko w moim kraju. W innych krajach, z przeróżnych zasiłków rodziny utrzymują się, nieraz na dosyć wysokim poziomie. Pojawiły się opinie, że ludzie migrują do innych krajów by móc utrzymywać się z korzystniejszych zasiłków.

Nie wydaje mi się by taka polityka była wychowawcza, prowadzi raczej do konfliktów, czego mamy przejaw w przeprowadzonym ostatnio referendum dotyczącym opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię. Dlaczego zatem wprowadza się takie przepisy?

Długi staż w związku

Kawka w moim życiu pojawiła się tak dawno temu, że przestałam odliczać lata stażu w naszym związku. Nie znudził mi się jeszcze ten napój i nie przewiduję by tak się stało. Z przyjemności trudno rezygnować.

Długość stażu w związkach między ludźmi zależy od wielu czynników, nie tylko od czerpania przyjemności. Z moich obserwacji wynika, że wzajemne zrozumienie ma wpływ na długość stażu w związkach. Dotyczy to zarówno związków tworzonych w celu założenia rodziny, jak i innych relacji: koleżeńskich, przyjacielskich, a nawet służbowych, w miejscach pracy.

W rodzinie jesteśmy połączeni w związkach z osobami o różnym stopniu pokrewieństwa. Staż w rodzinie, w zasadzie uznaje się od dnia urodzenia do śmierci, nie zawsze jednak w praktyce trwa przez cały okres życia. Zdarza się, że z różnych powodów członkowie rodzin nie utrzymują ze sobą kontaktów lub kontaktują się ze sobą na tyle rzadko, że trudno określić jak długi mają staż w danej rodzinie.

Inaczej jest w przypadku kontaktu codziennego. Nie jest łatwo wytrzymać codzienny kontakt z tą samą osobą, nie spotykając się jednocześnie nikim innym. 

Ludzie, w początkowej fazie znajomości, zafascynowani sobą wzajemnie, łączą się w pary z zamiarem spędzenia ze sobą reszty życia. Chcą spędzać ze sobą każdą chwilę, niektórzy nawet na chwilę nie chcą się rozstawać. Życie często weryfikuje te decyzje. Zdarzają się oczywiście takie związki na całe życie, nie zdarzają się jednak zbyt często.

Znam pary, które rozstały się nawet po kilkudziesięciu latach spędzonych razem, a także takie, które nie wytrzymują ze sobą nawet kilku miesięcy. Zastanawiają mnie powody długości stażu w związkach: dlaczego jedni potrafią być ze sobą tak długo, a inni, pomimo wcześniejszych deklaracji, nie wytrzymują ze sobą?

Wydaje mi się, że kiedyś ludzie mieli mniejszy wybór, byli bardziej zależni od siebie wzajemnie. Obecnie, gdy mniej jest właścicieli ziemskich czy przemysłowców, a więcej ludzi utrzymujących się z pracy w różnych instytucjach, zakładach przemysłowych, usługowych czy handlowych, łatwiej podejmuje się decyzje o rozstaniach. 

Rozwój cywilizacji powoduje u ludzi chęć skorzystania z różnych możliwości spędzania czasu zarówno w domu jak i poza nim. Niektórym wystarcza spędzenie życia z jedna osobą w zaciszu domowym inni zaś chcą skorzystać z życia jak najwięcej.

Czasem, by umocnić wzajemne relacje, dobrym wyjściem jest rozstanie, nawet na jeden, czy kilka dni. Tęsknota za bliską osobą często sprawia, że więzi umacniają się. Jednak spędzanie czasu w tym samym gronie powoduje ograniczenia, zdarza się, że można poczuć się przytłoczonym, a nawet zniewolonym.

Ludzie, by pozostać w wieloletnich bliskich związkach muszą czuć się w nich komfortowo, wtedy nawet łatwiej jest rozwiązywać nieporozumienia, bez których nie istnieją żadne relacje. Trudno jest mieć takie samo zdanie we wszystkich kwestiach. 

Podstawową kwestią, która ma wpływ na staż w związku jest wybaczanie. Nie jest to łatwe, ponieważ sprawienie przykrości, w większości przypadków, jest stresujące dla obu stron. Osoba, która czuje się skrzywdzona przez kogoś, komu ufa, nawet po dojściu do porozumienia, nie zaufa szybko po raz kolejny.

Cytując klasyka: nikt nie jest doskonały. Warto czasem pomyśleć, zanim pochopnie się osadzi drugą osobę i skreśli ją na zawsze.

niedziela, 3 lipca 2016

Matura

Przygotowanie kawki nie wymaga wielkich umiejętności, nie zdaje się egzaminu z przyrządzania tego napoju, chociaż biorąc pod uwagę pomysł z egzaminem maturalnym z religii, to ten z przyrządzania kawki byłby pożyteczniejszy.
Kiedyś egzamin maturalny zdawały osoby, które zamierzały kontynuować naukę na studiach wyższych. Nie wszyscy nawet podchodzili do tego egzaminu. Obecnie rynek pracy wymaga dyplomów wyższych studiów od pretendentów na większość stanowisk pracy. Matura stała się więc egzaminem koniecznym.
Co roku egzaminy maturalne są szeroko komentowane. Przy okazji wspomina się swoje dokonania. Rozmawiając z różnymi ludźmi dowiaduję się różnych ciekawostek na ich temat. Jak pamiętają swój egzamin dojrzałości, z jakich przedmiotów zdawali, jakie mieli pytania i oceny. O tym, jak ważny jest to egzamin dla młodego człowieka, świadczy to, że pamięta różne szczegóły, nawet gdy miały miejsce kilkadziesiąt lat wcześniej.
Sama także pamiętam, jakie tematy egzaminacyjne były z poszczególnych przedmiotów, jakie przedmioty sprawiły mi trudności i jakie otrzymałam oceny.

Znając różne osoby przez dłuższy okres, można się  zorientować w poziomie ich wiedzy, przynajmniej z dziedzin, o których prowadzi się z nimi rozmowy.

Zadziwia mnie zatem, gdy osoba, która nie potrafi w języku ojczystym ani jednego zdania poprawnie złożyć, chwali się, że na egzaminie maturalnym z języka polskiego otrzymała najwyższą ocenę.

Wiedza ogólna przydaje się w sytuacjach kryzysowych, gdy trzeba podejmować szybkie decyzje, kiedy zrozumienie i ocena sytuacji zależy właśnie od ogólnej wiedzy.

Często spotykam się z brakiem takiej wiedzy u osób zajmujących kierownicze stanowiska, zarówno niższego jak i wyższego szczebla. Zastanawiam się wtedy jakim cudem takie osoby zdały egzamin maturalny? Kto za takie osoby zdawał egzaminy na studiach wyższych, kto napisał za nie i obronił prace dyplomowe?

Nie uważam siebie za osobę wszystkowiedzącą, nie wstydzę się zapytać jeśli czegoś nie wiem czy nie rozumiem, chociaż w dzisiejszych czasach wszystko można sprawdzić w internecie. Jednak to ile dni ma każdy miesiąc, jak liczy się średnią arytmetyczną lub jak poprawnie wyrażać się w moim ojczystym języku wiedziałam nawet bez matury i wyższych studiów.

Życie jest najlepszym egzaminem dla każdego. Jak potrafimy znaleźć i utrzymać pracę, jak potrafimy zarządzać swoimi zasobami by zaspokajać swoje potrzeby i jak radzimy sobie w każdej sytuacji. 

Oczywiście, bez matury także można przeżyć, mieć dobrze wynagradzaną pracę lub osiągnąć materialne sukcesy dzięki swojej przedsiębiorczości. Dowodzą temu zarówno wcześniejsze i obecne czasy, nie rozumiem zatem czemu robi się co roku tak wielki szum z powodu egzaminów maturalnych. Edukacja powinna skupić się bardziej na przygotowaniu fachowców niż dyplomowanych bezrobotnych.

niedziela, 15 maja 2016

Samodzielność

Kawkę przygotowuję sobie samodzielnie, nawet nie bardzo lubię gdy ktoś ją dla mnie robi. Sama wiem jaka smakuje mi najbardziej.

Samodzielność w życiu osiąga się wtedy, gdy jest się niezależnym, tylko czy jest to możliwe? Wydaje mi się, że nie ma takiego człowieka, który byłby samodzielny w 100%.


Nawet jeśli człowiek jest niezależny finansowo, potrafi wszystko zrobić przy sobie, w domu,  czy w pracy nie do końca jest samodzielny. Nikt nie jest tak zwaną alfą i omegą, zawsze znajdzie się dziedzina którą zna lepiej, taka, którą zna gorzej i taka, o której nie ma pojęcia. Każdy wspomaga się ogólnodostępnymi źródłami wiedzy w miarę potrzeb. Osobiście nie znam żadnego człowieka, który wszystko wie i wszystko potrafi sam zrobić. 


Od urodzenia uczymy się samodzielności. Najpierw samodzielne siedzenie, chodzenie, mówienie, jedzenie, ubieranie się, korzystanie z toalety itp. Stopniowo poznajemy coraz więcej czynności, które możemy wykonać samodzielnie. Nikt sam niczego się nie nauczy, na każdym etapie korzystamy ze wsparcia osób doświadczonych. Początkowo są to rodzice, dziadkowie lub inne najbliższe osoby. Z czasem grono osób wspomagających poszerza się o osoby obce.


Rozpoczynając edukację pomagają nam zarówno rodzice jak i nauczyciele. Nauka nie odbywa się także bez pomocy podręczników i innych pomocy naukowych. Ostatnio łatwiej jest zdobywać wiedzę wspierając się internetowymi źródłami. 

W różnych dziedzinach życia korzystamy z usług przeróżnych fachowców. Zamiast szukać fachowców można wpisać zapytanie w dowolną wyszukiwarkę internetową i znaleźć odpowiedź. Samodzielność obecnie oznacza umiejętność znajdowania odpowiedzi jeśli nie posiada się wiedzy.

Posiadanie odpowiednio dużego zaplecza finansowego sprawia, że można zatrudnić wielu fachowców, a jeśli się nie posiada wystarczających środków, trzeba być bardziej samodzielnym.


Nie pochodzę z majętnej rodziny i w związku z tym wielu czynności musiałam się nauczyć, do dziś przydają mi się te umiejętności, zwłaszcza w sytuacjach ekstremalnych.

Korzystając z rozwiniętych technologii można oszczędzić czas. Obecnie prawie każdy ma w domu pralkę, zmywarkę, wszelkiego rodzaju roboty kuchenne wspomagające codzienne czynności domowe.

Stanowiska pracy także są wyposażone w różny sprzęt, który pozwala na wykonanie więcej czynności przez jednego pracownika. Niektórych pracowników całkowicie zastąpiły maszyny co nie znaczy, że stali się niepotrzebni. Urządzenia stworzone przez ludzi jeszcze nie myślą samodzielnie, muszą być zaprogramowane.

W każdym zakładzie pracy istnieją zespoły pracowników, których pracę nadzorują przełożeni oraz tak zwane samodzielne stanowiska specjalistów, których pracę także ktoś koordynuje.

Pracuję już wiele lat i wiem, że nie ma pracowników w 100% samodzielnych. Nawet jeśli firma jest jednoosobowa, musi współpracować z innymi, jest zależna od struktur państwa, urzędów, ustanowionego prawa itp.

Jeśli ktoś, kto sam nie jest całkiem samodzielny zarzuca innej osobie, że nie jest samodzielną może wzbudzić jedynie śmiech. To takie moje spostrzeżenie w związku z zasłyszaną ostatnio opinią.

poniedziałek, 2 maja 2016

Inteligencja popisowa

Przy kawce prowadzi się różne rozmowy, czasem nawet inteligentne.

Według źródeł naukowych - inteligencja to pojęcie odnoszące się do sprawności w zakresie czynności poznawczych, rozumiane najczęściej jako zdolność rozwiązywania problemów praktycznych, zdolności językowe lub kompetencje społeczne.

Eksperci badający tę dziedzinę są zgodni jedynie co do tego, że inteligencja jest zdolnością uczenia się na podstawie własnych doświadczeń oraz zdolnością przystosowania się do otaczającego środowiska. 

Inteligencja ujmowana jako cecha ludzkiego umysłu to zdolność myślenia, rozwiązywania problemów oraz angażowania adekwatnych do okoliczności procesów poznawczych (takich jak np.: uczenie się, szybkość przetwarzania informacji, zasoby uwagi, pamięć robocza, kontrola poznawcza), od których zależy skuteczność przystosowania się do nowych sytuacji i sprawność działania.

Niektórzy autorzy bronili stanowiska, że istnieje nadrzędny czynnik (zdolność umysłu), który odpowiada ogólnemu poziomowi umysłowemu jednostki, oraz zdolności specjalne, odpowiadające za sprawność działania w zakresie konkretnych dziedzin czy rodzajów zadań. 

Inni badacze opowiadali się za istnieniem wielu wzajemnie niezależnych, równorzędnych czynników, odpowiadających odrębnym zdolnościom umysłowym; np., że istnieje 7 pierwotnych zdolności umysłowych, związanych ze sprawnością w zakresie: 
1) rozumienia słów, 
2) używania słów (płynność słowna), 
3) posługiwania się liczbami, 
4) zapamiętywania, 
5) szybkości spostrzegania, 
6) rozumowania przez indukcję, 
7) wyobraźni przestrzennej. 

Duże znaczenie miała też koncepcja wyróżniająca inteligencję płynną, określoną jako genetycznie zdeterminowane, neuronalne podłoże zdolności umysłowych, i  skrystalizowaną, zdefiniowaną jako ostateczny rezultat rozwoju owych wrodzonych zadatków. 

Ważną rolę w procesie krystalizowania się inteligencji odgrywa doświadczenie indywidualne, wiedza, wpływy społeczne i kulturowe. 
Współczesne badania nad inteligencją zmierzają do wykrycia jej mechanizmów biologicznych: jeśli mózg jest organem inteligencji, jakość tego organu (np. szybkość i bezbłędność przewodzenia impulsów w układzie nerwowym) powinna decydować o poziomie intelektualnym jednostki. 

Przedstawiciele poznawczego nurtu badań nad inteligencją wyróżniają 3 aspekty inteligencji: 
1) wewnątrzpsychiczny - odnoszący się do struktury procesów myślenia, 
2) doświadczeniowy - związany z tym, jak jednostka wykorzystuje swe uprzednie doświadczenia i jak radzi sobie w nowych warunkach,  
3) kontekstualny - związany z praktycznym wykorzystaniem wiedzy i zdolności w życiu codziennym i sytuacjach społecznych. 

W dalszym ciągu prowadzi się badania nad dziedziczeniem inteligencji oraz nad wpływami kultury, środowiska, wychowania i nauczania na rozwój umysłowy. 

Na podstawie badań stwierdzono, że do prawidłowego rozwoju inteligencji niezbędne jest zarówno odpowiednie wyposażenie genetyczne, jak też właściwe odżywianie, nauczanie i stymulujące wpływy środowiska. 

Moje obserwacje ograniczają się raczej do zachowań osób znajdujących się w moim otoczeniu, które swoim zachowaniem i wypowiedziami usiłują pokazać jak bardzo są inteligentne.

Z doświadczenia wiem, że gdy bardzo się staram by coś wykonać perfekcyjnie - zaczynają się piętrzyć trudności, gdy natomiast wykonuję różne czynności odruchowo, bez zbytniego napinania się - wszystko raczej się udaje.

Tak też wygląda zachowanie osób, które starają się wypaść wyjątkowo inteligentnie w oczach otoczenia. Gdy wypowiadają się swobodnie, używając słownictwa, którym zwykle się posługują, wypadają wiarygodnie w ocenie innych, natomiast gdy wyrażają się za pomocą słów, których znaczenia zbyt dobrze nie znają, a stosują je w kontekście wypowiedzi tylko po to by popisać się ich znajomością (ze słyszenia) - mogą się ośmieszyć.

Nie uważam się za osobę wszystkowiedzącą, nie wstydzę się zapytać, gdy czegoś nie rozumiem lub nie znam znaczenia jakiegoś słowa. Zauważyłam natomiast, że osoby w moim wieku, a nawet dużo młodsze ode mnie często uważają się za autorytety, nie potrafiąc jednocześnie poprawnie się wysłowić i nie posiadają elementarnej wiedzy ze szkoły podstawowej.

Co jakiś czas pojawiają się w moim otoczeniu modne słowa. Tak było swego czasu ze słowem dokładnie, które zastępowało wszelkie wyrażenia potwierdzające: np. tak, właśnie, czy odpowiedzi na pytania: np. byłaś/byłeś tu czy tam?, zrobiłaś/zrobiłeś to czy tamto? itp.
Bardzo śmieszyło mnie to na początku, a następnie zaczęło mnie irytować gdy jako odpowiedź na większość zadawanych pytań słyszałam: dokładnie. Bardzo się starałam nie używać tego słowa i do dziś omijam je szerokim łukiem.

Kolejnym modnym słowem był spójnik: aczkolwiek. Nagle większość przypomniała sobie o czymś, co łączy zdania o treści przeciwstawnej. Można było słyszeć w co drugim zdaniu użycie tego słowa. Do tego dochodziła jeszcze odpowiednia mądra mina, by podkreślić elokwencję mówcy.

Ostatnio takim słowem jest: ogromnie przeważnie zastępujące słowo: bardzo. Na razie bardzo (nie ogromnie) śmieszy mnie gdy ktoś mówi, że coś mu się ogromnie podoba lub ogromnie mu miło, że mnie poznał. Za chwilę ponownie będę omijać kolejne nadużywane słowo.

Dla mnie osoba, która używa, nie zawsze adekwatnie do swojej wypowiedzi, górnolotnych wyrażeń, których znaczenia do końca nie rozumie, stara się by uważano ja za osobę inteligentną, gra kogoś, kim nie jest.

Jestem oczywiście za tym żeby wzbogacać swój język wypowiedzi, poznawać nowe słowa, by je używać w zdaniu (np. zamiast wulgaryzmów) lub by zbytnio nie powtarzać takich samych słów w jednym zdaniu ale nic na siłę i bez przesady...

Swojej inteligencji nie trzeba udowadniać, wystarczy po prostu z niej korzystać. Lepiej by została naturalnie dostrzeżona i doceniona.