środa, 18 marca 2015

Nowa moda - łysy facet i czarna broda

Kawki nie dotyczy problem zarostu, czy fryzury, chyba tylko w przypadku doboru towarzystwa, w którym będziemy ją pić. Kawka spływajaca po krzaczastej brodzie nie wyglada apetycznie...
 
Zauważyłam ostatnio wielu mężczyzn, którzy brak włosów rekompensują sobie mniej lub bardziej bujną brodą. Najbardziej kontrastowa jest czarna broda. 
 
Mężczyźni nie zdają sobie sprawy, że wiele kobiet wręcz nie znosi zarostu, zwłaszcza zbyt obfitego. To żadna przyjemność przytulać się lub całować z kupą włosów. Jest to mało seksowne, niehigieniczne i może spowodować traumę na całe życie. 
 
Moja Córka wspomniała mi niedawno, że właśnie przez brodę jednego ze swoich dziadków, czuje dziś obrzydzenie do mężczyzn z brodą. Dziadek sadzał ją sobie na kolanach i kazał głaskać się po brodzie. Miała wtedy cztery, czy pięć lat, ale zapamiętała tamto wydarzenie jako obrzydliwe i od tamtej pory  mężczyźni z zarostem budzą w niej wstręt. 
 
Przed wielu laty wszyscy mężczyźni nosili zarost i nikogo to nie dziwiło. Mnie samej podobały się wąsy, niezbyt sumiaste, taki niewielki akcent na męskiej twarzy. Obecnie wąsy są passé, bywają  nawet powodem żartów. Nie wiem zatem skąd wzięła się moda na pozbawienie głowy resztki włosów, a zapuszczanie (być może w zastępstwie) brody. 

Początkowo spotykając na swej drodze łysych mężczyzn z czarną brodą, myślałam, że to kibice Marcina Gortata (polskiego koszykarza grającego w NBA, obecnie w Wshington Wizards). Później zauważyłam, że geje noszą się w ten sposób, co nawet jest dla mnie logiczne - wysyłają wyraźny sygnał, że nie są zainteresowani bliskimi kontaktami z kobietami.

Zabawne są dla mnie preferencje meżczyzn dotyczące owłosienia kobiet. Wymagają, by kobiety pozbawiały się owłosienia w miejscach intymnych, na nogach, czy pod pachami, podczas gdy sami zapuszczają brody lub golą się pozostawiając pięciomilimetrowy zarost, który drapie.

Kłopot z wypadaniem włosów mają, większosci mężczyźni, chociaż ten problem dotyczy także wielu kobiet. Powody wypadania włosów mogą mieć różne podłoże. Może to być sprawa genów, czy chorób.

Każdy defekt w wyglądzie jest szeroko komentowany przez społeczeństwo i często wyśmiewany. Żadna z osób dotkniętych np. łysieniem nie czuje się dobrze z kpinami na swój temat, ale może poczuć jak odbierają takie zachowania osoby wyśmiewane z innych powodów.

wtorek, 10 marca 2015

Dzień Kobiet

Kawka jest kobietą. Gotowa od świtu, by stawiać na nogi zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Gorąca, pachnąca, słodka lub gorzka, biała lub czarna w zależności od upodobania.
Od 105 lat kobiety mają swoje święto 8 marca. Święto zostało ustanowione jako wyraz szacunku dla ofiar walki o równouprawnienie kobiet. Kobiety z mojego i starszego pokolenia kojarzą to święto z goździkiem dla każdej pracownicy i parą rajstop w prezencie od firmy.

To był dzień, w którym kobiety otrzymywały kwiaty wraz z życzeniami od swoich mężczyzn, jeśli miały takowych. Dziś jest podobnie. Chociaż jest to święto międzynarodowe, w moim kraju, z każdym rokiem coraz ciszej obchodzone.

Kobiety, dzięki którym kolejni ludzie pojawiają się na Ziemi nadal traktowane są jako narzędzie w rękach mężczyzn. To oni decydują o roli kobiet w społeczeństwie. Pomimo uzyskania prawa wyborczego, o co walczyły, pomimo możliwości zatrudnienia, nadal są mniejszością, którą rządzą mężczyźni. 

Mężczyźni nie istnieliby, gdyby nie kobiety, to one dały im życie. Wyniki badań potwierdzają, że kobiety mogłyby rozmnażać się bez udziału mężczyzn, mężczyźni bez udziału kobiet -niestety nie.

Kiedyś kobiety bały się mężczyzn, bo ze względów fizycznych są słabsze, co  mężczyźni wykorzystywali i wykorzystują nadal, by podporządkować sobie kobiety. Dziś coraz więcej jest silnych kobiet, silniejszych intelektualnie od mężczyzn, co bardzo często pozwala im mieć przewagę nad mężczyznami. 
Jeszcze za dużo jest mężczyzn w czarnych długich sukienkach, którzy uważają się za najwyższe autorytety, ale w miarę pozyskiwania wiedzy przez kobiety, a także mężczyzn, autorytety mężczyzn w czarnych sukienkach upadną, wystarczy, że wszyscy uświadomią sobie niedorzeczności, dzięki którym nadal utrzymują, że są ponad wszystkimi. 

Coraz więcej kobiet zdaje sobie sprawę, że to, czy będą jakiemuś mężczyźnie rodzić dzieci, czy nie, to wyłącznie ich decyzja. Zmuszanie kobiety do macierzyństwa zbyt często kończy się tragicznie. Słysząc kolejne komunikaty o porzuconych lub zabitych dzieciach całe społeczeństwo powinno zdać sobie sprawę, że nie każda kobieta chce być matką.

To, że nie każdy mężczyzna chce być ojcem, też powinno dotrzeć do świadomości społecznej. Zbyt wiele jest samotnych matek. Niestety, wiele kobiet tego nie zauważa, decydując się na dziecko tylko dlatego, by spełnić oczekiwania otoczenia lub swoje, zakładając, że skoro mężczyzna wiąże się z nimi, to oczekuje dziecka. 

Rola kobiety we współczesnym świecie nie kończy się na urodzeniu i wychowaniu dzieci. Kobiety chcą rozwijać się zawodowo, osiągać sukcesy, korzystać z życia. Chcą mieć także czas dla siebie, a nie tylko dla mężczyzn i dzieci. Nie powinny być przytoczone obowiązkami od przebudzenia do zaśnięcia, jeden dzień w roku na świętowanie, to stanowczo za mało. 

środa, 4 marca 2015

Tupet

Kawka nie posiada, na szczęście, tej cechy (określonej w słowniku jako: duża pewność siebie i zuchwałość granicząca z bezczelnością) i pomimo jej braku podbiła świat.

W obecnych czasach bez tupetu człowiek niczego nie osiągnie. Obserwuję takie zachowania i coraz bardziej utwierdzam się w swoich obserwacjach. Trudno nawet oddzielić tupet od bezczelności, myślę, że doskonale się uzupełniają i współgrają. 

Tupeciarz może zajmować najwyższe stanowiska w państwie, nie mając elementarnej wiedzy na temat tego państwa, ani w dziedzinie zarządzania kimkolwiek i czymkolwiek. Lista kompromitacji naszych władców jest bardzo długa. Kandydaci na takie stanowiska muszą mieć tupet by kandydować, a następnie zajmować takie stanowiska.

Ludzie, nie posiadający zbytniej pewności siebie, uważają zwykle na to co robią i mówią. Tupeciarzom, z czasem puszczają hamulce, przestają się kontrolować. Nikt nie zwróci im uwagi, bo zazwyczaj są to osoby z tak zwanymi silnymi plecami, a więc mogą robić co chcą i wszystko ujdzie im płazem. Wystarczy z odpowiednim naciskiem wchodzić szefowi w d..., żeby być na topie i mieć wymierne korzyści.

Tupeciarze mogą spóźniać się do pracy, no bo kto zwróci im uwagę? Godzinami prowadzą prywatne rozmowy telefoniczne podczas godzin pracy, często ze swoimi silnymi plecami, by wzbudzić... no nie wiem, strach, podziw, czy zazdrość we współpracownikach.

Mogą wyjeżdżać w trakcie zwolnienia lekarskiego do kurortów w górach i chwalić się swoimi szaleństwami na portalach społecznościowych bez konsekwencji, podczas gdy innym wysyła się do domu kontrolerów zwolnień lekarskich.

Szefowie doceniają ich najdrobniejsze osiągnięcia, pomimo, że pomysły innych często przypisują sobie. Sztuką jest odpowiednio się sprzedać. Jeśli odpowiednio przedstawi się swoją osobę, doda do tego ton nie znoszący sprzeciwu - sukces murowany. 

Najlepiej podeprzeć się znanym i wpływowym nazwiskiem, choć to ryzykowne, bo wpływy znanych osób zmieniają się jak w kalejdoskopie. Nie wiadomo czyim nazwiskiem, w danej chwili się posłużyć, bo można osiągnąć odwrotny skutek. 

Dobra passa tupeciarzy nie trwa jednak wiecznie. Słabną silne plecy, nikt z otoczenia nie podaje ręki, znacząco zmienia się pozycja ex tupeciarza. Zaobserwowałam w swoim bliższym i dalszym otoczeniu kilka takich upadków . 

Nie zawsze jednak tupet słabnie wraz z utratą silnej pozycji, czy wysokiego stanowiska. Przyzwyczajenia pozostają... Czasem trzeba zaistnieć na nowo, tupeciarz znajduje sobie kolejną wpływową osobę, która staje się nowymi silnymi plecami i prowadzi swój proceder od nowa.

Jeśli tupeciarz nie znajdzie silnych pleców, próbuje wywierać naciski na swoich znajomych, żądając pomocy w różnych dziedzinach. Nawet od osób, które wykorzystał dotychczas do osiągania swoich celów, a nie zachował się względem nich fair. Nie obowiązują tupeciarza żadne zasady kultury i szacunku do innych ludzi. Tupeciarz nie szanuje nawet tych, dzięki którym pnie się na szczyty.

Ciekawym zjawiskiem jest to, że tupeciarz, w większości przypadków, nawet doprowadzony do klęski, spada na przysłowiowe cztery łapy. Czy tacy ludzie mają więcej szczęścia od innych? Niestety, nadal więcej wśród tupeciarzy więcej jest szczęściarzy niż pechowców. Skoro są tak skuteczni, to może należałoby do nich dołączyć?

niedziela, 1 marca 2015

„Czy to bajka, czy nie bajka?”

Kawka jest napojem, którego w bajkach nie pije się zbyt często, choć jest drugim, po wodzie, najpopularniejszym napojem na świecie. W bajkach spożywane są napoje działające w różny sposób, jedne trują, inne wracają życie, dodają mocy, zmieniają bohaterów tak, jak autor bajki sobie wymyśli.

Wymyślanie bajek istnieje zapewne od początków ludzkości. Trudno mi powiedzieć kto pierwszy wpadł na pomysł tworzenia bajek, nie zgłębiałam tego tematu, wiem natomiast, że bajki towarzyszą nam od wczesnego dzieciństwa, do późnej starości. 

Tytuł posta zaczerpnęłam ze znanej bajki Marii Konopnickej O krasnoludkach i sierotce Marysi, która zaczyna się słowami:

Czy to bajka, czy nie bajka,
Myślcie sobie, jak tam chcecie.
A ja przecież wam powiadam:
Krasnoludki są na świecie!

Naród wielce osobliwy.
Drobny - niby ziarnka w bani,
Jeśli które z was nie wierzy,
Niech zapyta starej niani.

Moje pokolenie, a także pokolenia starszych ode mnie, wychowało się na bajkach. Wraz ze zdobywaniem wiedzy, moja wiara w bajki słabła, a po zapoznaniu się z odkryciami nauki - zanikła. Znam wiele bajek, czytałam, dużo oglądałam i oglądam nadal, bawiąc się przy tym. Przestałam jednak wierzyć w przesłania bajek: dobro zwycięża zło, dobre uczynki wracają, czy - i żyli długo i szczęśliwie. 

Od zarania dziejów, starsze pokolenia były autorytetami dla młodszych pokoleń. Jednak nie każda osoba w starszym wieku posiada ilość wiedzy adekwatną do przeżytych lat. Decyduje tu nie tylko doświadczenie, ale także przyswajane wiedzy z różnych dziedzin.

Bajkowa stara niania, może wiedzieć co nie co o krasnoludkach, bo zapewne słyszała o nich bajki w dzieciństwie. Jeśli usiłuje przekonać do ich istnienia dzieci w dzisiejszych czasach, to ma raczej marne szanse, że dzieci jej uwierzą. Nikt i nic nie zmienia swojej postaci pod wpływem działania czarów albo z pomocą krasnoludków. 

Oczywiście są wyjątki, spotykam się do dziś z osobami, w różnym wieku, które nadal wierzą w bajki, pomimo naukowych dowodów na pochodzenie różnych rzeczy, czy zjawisk. Zastanawia mnie, dlaczego, pomimo zdobytej wiedzy, tkwią nadal w swych bajkowych przekonaniach. Zupełnie jak by pozbyły się procesu myślenia, albo nie chciały go uruchomić. 

Gdy byłam dzieckiem, szybko przekonałam się, że krasnoludki niczego za mnie nie zrobią. Często nawet słyszałam od Mamy, gdy miałam coś do zrobienia, że  krasnoludki za ciebie tego nie zrobią. Pozwoliło mi to oddzielić świat bajki od rzeczywistości. Bardzo jestem wdzięczna Mamie, za pobudzanie mojego myślenia. Zupełnie inaczej zaczęłam podchodzić do przekazów książkowych, czy filmowych, a także do wypowiedzi ludzi, którzy, by zdobyć moje zaufanie starali przedstawić siebie w jak najkorzystniejszym świetle. 

Zdarzały się oczywiście pomyłki, bo człowiek nie zawsze jest odpowiednio skupiony, by realnie ocenić sytuację lub czyjąś wypowiedź i odpowiednio zareagować. Ale każda pomyłka jest nauczką na przyszłość, ważne, by nie powtarzać podobnych błędów. 

W swoim życiu poznałam różne bajki. Nie wszystkie były wesołe i ze szczęśliwym zakończeniem. Czytałam Baśnie braci Grimm, będąc już dorosłą osobą, nie była to wersja dla dzieci, a jeśli czytano ją dzieciom, to bardzo im współczuję. Były to krwiożercze opowieści pełne okrucieństwa i przemocy. Dobre, jako gotowe scenariusze do horrorów. Bardzo przypominały opowieści biblijne, w które nadal wierzy wiele ludzi. 

Zaobserwowałam, że bajki mają różne przesłania. Najwięcej jest bajek o zdobyciu męża lub żony.  W realnym życiu, żaden książę nie poślubi biednej sierotki, ani księżniczka - biednego pastucha. W bajce to możliwe, a nawet pewne.

Ostatnio pojawiły się bajki o bohaterskich ojcach (np. Król lew, Gdzie jest Nemo?), którzy doskonale wychowują swoich synów, są dla nich przykładem. Szkoda, że to dzieje się tylko w bajkach. 

Po jednej z takich bajek Córka zapytała mnie, dlaczego nie ma bajek o bohaterskich matkach. Odpowiedziałam jej wtedy, że o ojcach mogą być bajki, bo w rzeczywistości to matki zostają same z dziećmi i żadne krasnoludki, ani dobre wróżki im nie pomagają.

Czasem każdy ucieka w świat bajek, by się rozerwać, pomarzyć, o tych wspaniałościach, których doświadczają ich bohaterowie. Dla ludzi z wyobraźnią twórczą, bajki nie raz stawały się inspiracją do stworzenia wymyślonych przez autorów przedmiotów, czy urządzeń. Zdarzało się, że różne urządzenia z powieści science fiction wynalazcy wprowadzali w życie.

Powinno się jednak umieć wrócić do rzeczywistości i nie wykorzystywać bajek jako faktów, manipulując ludźmi. Pomimo coraz bardziej dostępnej wiedzy, jest nadal wiele osób, które żyją bajkowymi historiami, w przekonaniu, że są rzeczywistością. 

czwartek, 26 lutego 2015

Starość nie radość

Na szczęście kawka nie określa wieku swoich konsumentów, chociaż często osoby starsze muszą ograniczyć spożycie kawki ze wzgledów zdrowotnych. Mnie te ograniczenia jeszcze nie dotyczą.
 
W dzisiejszych czasach kompletnie nie szanuje się wiedzy i doświadczenia osób w średnim i starszym wieku. Mam na myśli osoby powyżej 45 roku życia. O osobach starszych nie wspominam, bo społeczeństwo tylko czeka by przeszli na emeryturę, a najlepiej zakończyli życie. Ci, którzy myślą w ten sposób nie biorą pod uwagę faktu, że za chwilę sami będą w takim wieku, czas nie stoi w miejscu...

Zaobserwowałam, że wiek 45+ jest poważną przeszkodą w zatrudnieniu, w zasadzie, w każdym zawodzie. Zauważyłam także, że gdy szefowie zbliżają się do tej wiekowej granicy, sami wpadają w panikę, czując na plecach oddech młodszej kadry. 

Obecnie młodzi ludzie, uważają, że po ukończeniu studiów i zdobyciu tytułu magistra, są doskonale wykształconymi kandydatami do pracy. Starając się o posadę, żądają jak najwyższego stanowiska i wynagrodzenia na samym starcie kariery zawodowej. Strach pomyśleć, czego będą żądać za 2 czy 5 lat? 

Starsi i bardziej doświadczeni pracownicy, nie osiągną poziomu wynagrodzeń młodzieży, ponieważ pracodawcom nie opłaca się podwyższać im pensji. Jednocześnie wymagają od starszej kadry, by dzieliła się swoją wiedzą i doświadczeniem z nowymi pracownikami, bo w szkole, ani na studiach, nie uczą sposobu pracy i procedur postępowania w różnych sytuacjach. 
 
Zauważyłam, także na swoim przykładzie, że motywacja u starszych pracowników zanika . Patrzą z boku jak niedoświadczeni pracownicy nie potrafią sobie poradzić z najprostszymi sprawami. Poczucie krzywdy, jakiej doznają będąc pomijanymi przy awansowaniu, czy podwyżkach, nie zachęca do pomagania młodszym kolegom. Stwarza się w ten sposób niepotrzebne konflikty i wpływa na tempo pracy.

Szefom jest wszystko jedno, pilnują przede wszystkim swoich stanowisk. Starsi pracownicy czują się wykorzystywani, co powoduje u nich często do zaburzenia psychiczne. Pracuję w komórce kadrowej i obserwuję, że jest coraz więcej zwolnień lekarskich od lekarzy psychiatrów. Szefowie nie przyjmują do wiadomości pogarszającego stanu zdrowia pracowników, wręcz czekają kiedy stan zdrowia spowoduje, że pracownik nie będzie się nadawał do pracy. 
 
Na ich miejsce czeka przecież wielka rzesza świetnie wykształconej młodzieży. Zastanawiam się tylko, jak ta młodzież, bez doświadczenia, poradzi sobie w sytuacjach kryzysowych. Często bez komputera nie potrafią wykonać podstawowych obliczeń... Sama kończyłam studia pracując i według mnie wiedza, zdobyta podczas studiów, była tylko niewielkim uzupełnieniem doświadczenia zdobytego w pracy, więc co, tak na prawdę, ta wykształcona młodzież z tytułem magistra ma do zaoferowania?

Polityka prorodzinna stwarza możliwości utrzymania się w pracy młodym ludziom, pomimo ich kilkuletniej nawet, nieobecności. Urlopy macierzyńskie są coraz dłuższe, nie żebym była przeciwna, ale widzę jak to się odbywa w pracy. Odbywa się to przważnie w ten sposób: przychodzi nowa, młoda kobieta do pracy, zdobywa oczekiwane stanowisko i wynagrodzenie, po czym zachodzi w ciążę i nie ma jej conajmniej półtora roku. Gdy wraca po dłuższej nieobecności, musi uczyć się na nowo prac ze swojego zakresu, bo rozwój techniki i technologii powoduje, że przez rok, czy dwa, zmianie ulegają metody pracy, zmieniają się także narzędzia.
 
Od kilku lat funkcjonują tak zwane umowy na zastępstwo. Daje to możliwość zatrudnienia osoby z zewnątrz, na czas usprawiedliwionej nieobecności pracownika, spowodowanej np. długotrwałym zwolnieniem lekarskim, urlopem macierzyńskim, rodzicielskim, wychowawczym lub bezpłatnym.

Nie wiem jak to jest stosowane w firmach prywatnych, bo taki proceder powoduje utrzymanie dwóch etatów, co generuje dodatkowe koszty. Osoba zatrudniana na zastępstwo zostaje zwolniona gdy pracownik wraca do pracy po długotrwałej nieobecności. Czasem, gdy szefowie są z niej zadowoleni, zatrudniają taką osobę na stałe, pod warunkiem, że jest to młoda osoba. Nie zauważyłam, żeby osoba starsza (45+) zatrudniona na zastępstwo, zostawała po okresie trwania jej umowy.

Istnieją oczywiście grupy starszych pracowników, równie wymagających jak młodzi, którzy mają długi staż pracy i tylko z tego powodu wymagają lepszego traktowania. Pracownicy, pozostający w zatrudnieniu przez zasiedzenie. Nikomu nie przeszkadzają, ani specjalnie nie pomagają. Łaskawy szef, pomimo niedociągnieć kwalifikacyjnych takich osób (braków w wykształceniu lub braku umiejętności w wykorzystaniu nowych technologii pracy), trzyma takie osoby w zatrudnieniu z różnych powodów. Najczęściej z obawy przed znajomościami i powiązaniami partyjnymi takich osób. To bardzo częste zjawisko, nie tylko w moim kraju.

Jak by nie patrzeć na ten problem - lepiej zatem być młodym niż starym (45+), co przy wydłużajacym się z roku na rok okresie życia ludzi nie jest zbyt budujące...
 

wtorek, 24 lutego 2015

Oskary

Kawka to dla mnie wspaniała nagroda, jeśli mogę ją wypić w spokoju, delektujac się jej smakiem i aromatem, to zarówno na początek jak i na koniec dnia jest dla mnie jak statuetka słynnego Oskara dla twórców filmowych.

Filmy, to jeden z rodzajów sztuki, zaraz po muzyce, który pasjonuje mnie od dzieciństwa. Wielokrotnie przeżywałam wraz z bohaterami z kinowego, czy szklanego ekranu, ich przygody, sytuacje dramatyczne i komediowe, podziwiałam sztukę aktorską jeśli wywołała emocje.

Niedawno po raz kolejny wręczone zostały nagrody Oskara i po raz pierwszy tą nagrodą został wyróżniony polski film „Ida”. Nie oglądałam tego filmu, średnio interesuje mnie tematyka w nim poruszona, trudno mi więc powiedzieć czy film zasłużył na jakąkolwiek nagrodę, a przed Oskarem zdobył wiele nagród w róznych krajach. Oskar stał się wyznacznikiem wartości filmu, chociaż to rzecz gustu, nie ze wszystkimi wyborami jury się zgadzam.

Jest na świecie wiele filmów, o ktorych akademia Hollywood nawet nie wspomina, nie mówiąc o nagradzaniu. Nagroda Oskara nie jest dla mnie wskazówką, czy zachętą do obejrzenia jakiegoś filmu. Czasem ktoś mi poleci jakiś film, który jego zdaniem wart jest obejrzenia, nie zawsze jednak trafi również w mój gust. 
 
Zdarzyło się już niejednokrotnie, że wybierając film kierowałam się obsadą lub reżyserem i byłam zawiedziona. Tak jak wspomniałam  - każdy ma swój gust. Jeśli chodzi o gusta członków akademii filmowych, również nie zawsze pokrywają się z moim.
 
Czasem tak zwany zwiastun potrafi zachęcić lub zniechęcić do obejrzenia filmu. Zdarza się, że zwiastun jest lepszy od samego filmu.

Aktorzy różnie traktują nagrodę Oskara. Są tacy, którzy nie chcą jej przyjąć i tacy, dla których to zwieńczenie ich kariery i jedyna miara ich aktorstwa. A przecież jest to ocena innych aktorów będącymi członkami akademii.

Myślę, że w swojej ocenie kierują się nie tylko obiektywną oceną filmu, ale również sympatią do aktorów będących w obsadzie danego filmu i reżysera. Takie odnoszę wrażenie oglądając filmy, które mają Oskara na swoim koncie. 

Zdobywanie wszelkich nagród to radosne, dla zdobywców, wydarzenie, jest to jednak wyraz oceny garstki ludzi, będżacych sędziami w tej, czy innej dziedzinie.

środa, 11 lutego 2015

Savoir vivre w XXI wieku

Kawka jest napojem, który pije się zwykle w kulturalny sposób, nawet jeśli nie podajemy jej w porcelanie. Nie jest napojem, który pije się pod przysłowiową budką, chociaż coraz częściej widzę na ulicy ludzi z kubkami kawki sprzedawanej na wynos. 
Piję kawkę dosyć szybko, aby nie dopuścić do zbyt niskiej temperatury, lubię gdy jest gorąca. Lubię też przyjąć wygodną pozycję,  czego nie da się zrobić na ulicy. Stąd moja niechęć do kawki na wynos. 
 
 Istnieją tak zwane zasady savoir vivre, określające zasady dobrego wychowania, tylko co dokładnie oznacza dobre wychowanie?
 
Zwykle rodzice wpajają dzieciom ogólnie przyjęte zasady współżycia społecznego. Obecnie obserwuję, że zasady, które mnie wpajano - zanikają. 
Kiedyś częściej używane były zwroty: dzień dobry, proszę, przepraszam, dziękuję. Dziś rzadko je słyszę. Chociaż swoją Córkę uczyłam, by mówiła sąsiadom dzień dobry, sama tego nie słyszę gdy spotykam dzieci sąsiadów.

Pracuję w jednym z wysokich biurowców. Gdy wchodzę do windy, odruchowo mówię dzień dobry i do widzenia, gdy wychodzę z windy. Czasem ktoś też używa tych grzecznościowych zwrotów, częściej natomiast, wychodząc z windy, ludzie mówią dziękuję. Zastanawiam się wtedy - za co?
 
Niektórych zasad czasami nie sposób przestrzegać, zwłaszcza w ekstremalnych warunkach i sytuacjach, np. gdy jest ciasno autobusie, czy tramwaju. Ale to nie znaczy, że można być niegrzecznym albo wręcz chamskim.
 
W moim mieście ludzie bardzo spieszą się do pracy. Wpychają się wtedy, na siłę, do przeładowanych środków komunikacji miejskiej, nie biorąc pod uwagę, że swoim silnym naciskiem, mogą komuś sprawić ból. A przecież wystarczy wyjść z domu 10 minut wcześniej i przebyć drogę do pracy spokojniej i bez zbędnego pośpiechu. 
 
Kultura wysławiania się, także kiedyś była na wyższym poziomie. Używanie wulgaryzmów było bardzo niestosowne. Dziś im bardziej ludzie są wykształceni, im wyższe zajmują stanowiska, tym mniej dbają o kulturalne wysławianie.
 
Obserwuję, że młodzi ludzie, określani od lat mianem dzisiejsza młodzież, z biegiem lat zachowują się coraz gorzej. Nie tylko w stosunku do ludzi starszych, ale i w stosunku do swoich rówieśników. Co z nich wyrośnie? - zastanawiano się kiedyś, dziś mamy odpowiedź - coraz gorzej zachowujący się dorośli, wychowujący coraz gorzej zachowujące się dzieci.
 
Zapewne,  gdy byłam dzieckiem, były dzieci, które wszędzie krzyczały, z tą różnicą, że kiedyś ich matki starały się zwracać im uwagę, gdy zachowywały się głośno, teraz nikt nie ucisza swoich pociech, bo to takie słodkie rozdarte maleństwo.
 
Musiałam ostatnio załatwić kilka spraw w różnych urzędach, czekanie na swoją kolej w towarzystwie takich słodziaków to horror. Urzędnicy pracujacy w takich warunkach muszą mieć niebywałą cierpliwość. Zwykle mam w uszach słuchawki ze swoją ulubioną muzyką i nie słyszę dokuczliwych hałasów, lecz czasem muszę je wyjąć, by porozmawiać z obsługujacym mnie urzędnikiem. Cieżko jest się nawet skupić na tym, czego słuchamy i co mamy do powiedzenia.

Zastanawia mnie, dlaczego ja mogłam nie być takim hałasującym dzieckiem i dlaczego moje dziecko takie nie było? Czy na tym polega bezstresowe wychowanie, że pozwala się dziecku krzyczeć do woli? Owocuje to następnie rozkrzyczanymi przedszkolakami, uczniami, studentami i w końcu dorosłymi ludźmi, którzy krzyczą do siebie w domu, w pracy, w autobusie, w sklepie itp.

Zauważyłam, że ludzie coraz mniej szanują siebie nawzajem. Zasady savoir vivre zmieniały się na przestrzeni lat, w tej chwili mam wrażenie, że całkowicie przestały obowiązywać.

Szacunek do starszego pokolenia warunkowany jest przydatnością dla młodszego pokolenia. Może nie każdej starszej osobie należy się szacunek, ale to nie powinien być powód do chamskichniekiedy, zachowań względem starszych osób.

Młodsze pokolenie, według starszego, nie zasługuje na szacunek, bo np. nie przeżyło wojny.
Oczywiście w okresie wojennym ludziom żyło się o wiele gorzej niż dziś, ale czy w związku z tym, że młodzi ludzie nie przeżyli wojny, należy traktować ich jako mniej wartosciowych, czy mniej doświadczonych? Przecież starsi ludzie też kiedyś byli młodzi.

Jak młodzi ludzie mają stosować zasady savoir vivre, jeśli nie mają przykładu ze strony starszych pokoleń? Patrząc czasem na zachowanie starszych osób, myślę, że także mają duże braki w znajomości zasad savoir vivre. 

W zakładach pracy, zasady savoir vivre również przestały obowiazywać. Szacunek do szefów zastąpił strach przed utratą źródła utrzymania. Nie zmienił sie tylko sposób narzekania na szefów. Szacunku dla pracownika nie pamietam, odkąd jestem w zatrudnieniu. Szefowie liczą się tylko z tymi pracownikami, którzy mają wysoko postawionych członków rodziny lub znajomych. Czasem nawet nie odpowiadają, gdy zwykły pracownik powie: dzień dobry.

Zachowanie współpracowników względem siebie też nie wygląda najlepiej. Obecnie, każdy jest obserwowany przez współpracowników i jeśli popełni jakiś błąd - szef natychmiast dowiaduje się o każdym uchybieniu. Ogólnie nie wyglada to najlepiej.

Ciężko będzie żyć w otoczeniu, gdzie nie będą obowiązywały żadne zasady współżycia, a powoli zmierzamy w tę stronę, to przykre.